Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
"Krowi Poziom nie istnieje” czyli najsłynniejszy żart w historii gier, który wymknął się spod kontroli
Pod koniec lat 90. internet wyglądał zupełnie inaczej. Nie było TikToka, nie było Reddita w dzisiejszej formie, ale było coś równie potężnego: fora i wyobraźnia graczy.
I właśnie tam narodziła się jedna z największych legend w historii gamingu, którą opowiem Wam starając się iść od razu do brzegu...
Pod koniec lat 90. internet wyglądał zupełnie inaczej. Nie było TikToka, nie było Reddita w dzisiejszej formie, ale było coś równie potężnego: fora i wyobraźnia graczy.
I właśnie tam narodziła się jedna z największych legend w historii gamingu, którą opowiem Wam starając się iść od razu do brzegu...
Po premierze pierwszego Diablo ktoś rzucił teorię: gdzieś w grze ukryty jest sekret. Wystarczy kliknąć krowę odpowiednią liczbę razy, a otworzy się portal do tajemniczego poziomu.
Brzmi absurdalnie?
Dokładnie.
Problem w tym, że… to miało sens. W końcu gry Blizzarda już wtedy słynęły z ukrytych smaczków. A w Tristram faktycznie stały krowy, które można było klikać. Co prawda odpowiadały tylko monotonnym „muu”, ale to wystarczyło, żeby rozpalić wyobraźnię.
Resztę zrobił internet.
Brzmi absurdalnie?
Dokładnie.
Problem w tym, że… to miało sens. W końcu gry Blizzarda już wtedy słynęły z ukrytych smaczków. A w Tristram faktycznie stały krowy, które można było klikać. Co prawda odpowiadały tylko monotonnym „muu”, ale to wystarczyło, żeby rozpalić wyobraźnię.
Resztę zrobił internet.
Zaczęły pojawiać się „dowody”: spreparowane screeny z czerwonymi portalami, opisy walk z demonicznymi krowami, historie znajomych znajomych, którzy „prawie to odblokowali”. Nikt tego nie widział na własne oczy, ale wszyscy znali kogoś, kto znał kogoś, kto widział.
Tak powstał mit.
Twórcy mogli to zdusić jednym komunikatem. Zamiast tego… zaczęli się bawić. W dodatku Diablo: Hellfire (Słowem dygresji dodam tylko, że Hellfire było zatwierdzone przez Blizzard jako dodatek do Diablo, ale zupełnie nie jest kanoniczne.) ukryto dziwną, pół-oficjalną zawartość. Jednym z jej elementów był NPC, który wyglądał jak człowiek przebrany za krowę i z uporem twierdził, że jest… krową. Obrażał gracza, testował jego cierpliwość i robił wszystko, żeby jeszcze bardziej zamieszać.
Tak powstał mit.
Twórcy mogli to zdusić jednym komunikatem. Zamiast tego… zaczęli się bawić. W dodatku Diablo: Hellfire (Słowem dygresji dodam tylko, że Hellfire było zatwierdzone przez Blizzard jako dodatek do Diablo, ale zupełnie nie jest kanoniczne.) ukryto dziwną, pół-oficjalną zawartość. Jednym z jej elementów był NPC, który wyglądał jak człowiek przebrany za krowę i z uporem twierdził, że jest… krową. Obrażał gracza, testował jego cierpliwość i robił wszystko, żeby jeszcze bardziej zamieszać.
To nie było potwierdzenie. To był arcy-trolling.
Rok później Blizzard dolał oliwy do ognia. W StarCraft pojawił się cheat: „There is no cow level”. Wpisanie go kończyło misję natychmiastowym zwycięstwem.
Oficjalne stanowisko? Nie ma żadnego poziomu z krowami.
Nieoficjalny efekt?
Gracze byli już absolutnie pewni, że coś jest na rzeczy.
I wtedy nadszedł rok 2000....
Premiera Diablo II była jednym z najważniejszych momentów w historii gier RPG. Tysiące graczy zaczęły przekopywać każdy fragment świata, każdy plik gry, każdy przedmiot. Wśród nich była dziwna rzecz: drewniana noga znanego graczom jedynki Wirta schowana w Tristram, czyli mieście z pierwszego Diabełka. Niby bezużyteczna, ale zbyt konkretna, żeby była przypadkiem.
Eksperymenty trwały dniami i nocami. Ktoś w końcu trafił.
Po pierwsze trzeba było ukończyć grę na danym poziomie trudności. Po drugie musieliśmy się cofnąć do Obozowiska Łotrzyc, czyli startowej lokacji w grze. Potem połączenie nogi Wirta z księgą portali w kostce horadrimów otwierało… czerwony portal.
Rok później Blizzard dolał oliwy do ognia. W StarCraft pojawił się cheat: „There is no cow level”. Wpisanie go kończyło misję natychmiastowym zwycięstwem.
Oficjalne stanowisko? Nie ma żadnego poziomu z krowami.
Nieoficjalny efekt?
Gracze byli już absolutnie pewni, że coś jest na rzeczy.
I wtedy nadszedł rok 2000....
Premiera Diablo II była jednym z najważniejszych momentów w historii gier RPG. Tysiące graczy zaczęły przekopywać każdy fragment świata, każdy plik gry, każdy przedmiot. Wśród nich była dziwna rzecz: drewniana noga znanego graczom jedynki Wirta schowana w Tristram, czyli mieście z pierwszego Diabełka. Niby bezużyteczna, ale zbyt konkretna, żeby była przypadkiem.
Eksperymenty trwały dniami i nocami. Ktoś w końcu trafił.
Po pierwsze trzeba było ukończyć grę na danym poziomie trudności. Po drugie musieliśmy się cofnąć do Obozowiska Łotrzyc, czyli startowej lokacji w grze. Potem połączenie nogi Wirta z księgą portali w kostce horadrimów otwierało… czerwony portal.
Po drugiej stronie czekało coś, co jeszcze kilka lat wcześniej było tylko żartem z forum. Pole pełne dwunożnych, uzbrojonych krów.
Tak, to był prawdziwy krowi poziom.
Krowy nie były już tłem. Były realnymi wrogami. Atakowały stadami, wydawały swoje charakterystyczne „muu” i potrafiły zabić nieostrożnego gracza w kilka sekund. Między nimi czaił się ich przywódca, Krowi Król, który wyglądał niemal tak samo jak reszta, ale miał jedną ważną cechę: jego śmierć miała konsekwencje. Jeśli ktoś go zabił, portal do krowiego poziomu nie pozwalał się już otworzyć.
Tak, to był prawdziwy krowi poziom.
Krowy nie były już tłem. Były realnymi wrogami. Atakowały stadami, wydawały swoje charakterystyczne „muu” i potrafiły zabić nieostrożnego gracza w kilka sekund. Między nimi czaił się ich przywódca, Krowi Król, który wyglądał niemal tak samo jak reszta, ale miał jedną ważną cechę: jego śmierć miała konsekwencje. Jeśli ktoś go zabił, portal do krowiego poziomu nie pozwalał się już otworzyć.
To wystarczyło, żeby stworzyć zupełnie nowy rodzaj napięcia między graczami. Wspólne wyprawy zamieniały się w nerwowe pilnowanie, czy ktoś przypadkiem nie zepsuje runa. Zabicie Krowiego Króla w nieodpowiednim momencie było jednym z największych grzechów, jakie można było popełnić w Diablo II.
A endgame wyglądał wtedy zupełnie inaczej niż w obecnych wersjach. Wtedy królowały amazonki z tytanami, które jednym rzutem oszczepu potrafiły wykosić całe stado krów. Zabicie króla przez przypadek było więc dość powszechną pomyłką.
Jeśli dobrze pamiętam, to bodajże od patcha 1.10 Blizz zdjął te ograniczenie i od tego momentu można było śmigać między krowami i tłuc króla do woli.
A endgame wyglądał wtedy zupełnie inaczej niż w obecnych wersjach. Wtedy królowały amazonki z tytanami, które jednym rzutem oszczepu potrafiły wykosić całe stado krów. Zabicie króla przez przypadek było więc dość powszechną pomyłką.
Jeśli dobrze pamiętam, to bodajże od patcha 1.10 Blizz zdjął te ograniczenie i od tego momentu można było śmigać między krowami i tłuc króla do woli.
A gdzieś w tle tego wszystkiego Blizzard dorzucił jeszcze jedną warstwę. Oficjalny opis sugerował, że krowy zostały doprowadzone do szaleństwa przez samych graczy. To oni klikali, szukali sekretu, naciskali, prowokowali. I w końcu stworzyli coś, co przyszło po nich.
Żart zamienił się w historię. Historia w mechanikę. A mechanika w legendę.
Kiedy lata później wyszło Diablo III, Blizzard próbował zrobić coś innego. Zamiast klasycznego Cow Level pojawiła się kolorowa kraina pełna jednorożców i tęczy. Dla części graczy to był dowcip.
Dla innych herezja. I sam muszę przyznać, że jestem w tym obozie. Bo tak jak Diablo II kocham miłością szczerą, tak od III części coś tam się zaczęło wyraźnie psuć.
Żart zamienił się w historię. Historia w mechanikę. A mechanika w legendę.
Kiedy lata później wyszło Diablo III, Blizzard próbował zrobić coś innego. Zamiast klasycznego Cow Level pojawiła się kolorowa kraina pełna jednorożców i tęczy. Dla części graczy to był dowcip.
Dla innych herezja. I sam muszę przyznać, że jestem w tym obozie. Bo tak jak Diablo II kocham miłością szczerą, tak od III części coś tam się zaczęło wyraźnie psuć.
Ostatecznie jednak twórcy wrócili do krów, dodając kolejne wariacje poziomu i mrugnięcia okiem do fanów. Bo było już jasne: tego motywu nie da się zabić.
Dziś historia Cow Level to coś więcej niż ciekawostka. To dowód na to, że czasem gracze i twórcy wspólnie tworzą coś, czego żadna ze stron nie planowała.
Wystarczyła jedna plotka.
Jedna krowa.
I masa ludzi, którzy nie chcieli odpuścić.
A oficjalnie?
Cóż… nadal: „There is no cow level.”
Dziś historia Cow Level to coś więcej niż ciekawostka. To dowód na to, że czasem gracze i twórcy wspólnie tworzą coś, czego żadna ze stron nie planowała.
Wystarczyła jedna plotka.
Jedna krowa.
I masa ludzi, którzy nie chcieli odpuścić.
A oficjalnie?
Cóż… nadal: „There is no cow level.”