To co ostatnio odwala Trump to jeden wielki festiwal nieprzewidalności. Jedni powiedzą, że perfekcyjnie rozgrywa świat na własnych zasadach, a inni, że jego działania to jedna wielka ruletka.
Naszła mnie myśl, aby cofnąć się nieco do genezy instytucji prezydenta USA a przy okazji wybrałem trochę smaczków wśród kilku wybrańców narodu. Może nie są to działania wojenne tak jak teraz, ale z pewnością dużo się o nich mówiło.
Ale od początku...
Boston Tea Party, czyli moment, kiedy Ameryka powiedziała „dobra, wystarczy”
Wyobraź sobie sytuację.
Masz sklep. Ktoś przychodzi i mówi: „musisz kupić ode mnie towar, zapłacić podatek i jeszcze się cieszyć”.
No i dokładnie to zrobili Brytyjczycy wobec kolonii.
W 1773 roku grupa kolonistów przebiera się za rdzennych Amerykanów, wchodzi na statki i robi jedną z najbardziej bezczelnych akcji w historii: wywala całą herbatę do portu.
Naszła mnie myśl, aby cofnąć się nieco do genezy instytucji prezydenta USA a przy okazji wybrałem trochę smaczków wśród kilku wybrańców narodu. Może nie są to działania wojenne tak jak teraz, ale z pewnością dużo się o nich mówiło.
Ale od początku...
Boston Tea Party, czyli moment, kiedy Ameryka powiedziała „dobra, wystarczy”
Wyobraź sobie sytuację.
Masz sklep. Ktoś przychodzi i mówi: „musisz kupić ode mnie towar, zapłacić podatek i jeszcze się cieszyć”.
No i dokładnie to zrobili Brytyjczycy wobec kolonii.
W 1773 roku grupa kolonistów przebiera się za rdzennych Amerykanów, wchodzi na statki i robi jedną z najbardziej bezczelnych akcji w historii: wywala całą herbatę do portu.
Bez gadania. Bez negocjacji. Po prostu siup!
To nie był żart ani spontaniczna akcja kilku typów po piwie.
To był świadomy sygnał: „nie zamierzamy już grać według waszych zasad”.
Dlaczego to było takie grube? Bo to nie chodziło o herbatę.
Chodziło o coś prostego: „Nie ma opodatkowania bez reprezentacji”
Czyli: skoro nie mamy swoich ludzi w brytyjskim parlamencie, to czemu mamy płacić ich podatki?
Brytyjczycy się wkurzyli. Na ostro. Wjechały kary, restrykcje i próba przykręcenia śruby. A koloniści? W sumie to jeszcze bardziej się wkurzyli.
I tak zaczęła się spirala, która doprowadziła do Wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych.
To nie był żart ani spontaniczna akcja kilku typów po piwie.
To był świadomy sygnał: „nie zamierzamy już grać według waszych zasad”.
Dlaczego to było takie grube? Bo to nie chodziło o herbatę.
Chodziło o coś prostego: „Nie ma opodatkowania bez reprezentacji”
Czyli: skoro nie mamy swoich ludzi w brytyjskim parlamencie, to czemu mamy płacić ich podatki?
Brytyjczycy się wkurzyli. Na ostro. Wjechały kary, restrykcje i próba przykręcenia śruby. A koloniści? W sumie to jeszcze bardziej się wkurzyli.
I tak zaczęła się spirala, która doprowadziła do Wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych.
I tu wchodzą prezydenci, cali na biało
Bo bez tej akcji… nie byłoby Stanów Zjednoczonych jakie znamy dziś. Ludzie, którzy wtedy robili rozpierduchę z herbatą, kilka lat później zaczęli budować państwo od zera.
Bo nagle trzeba było ogarnąć:
a) kto rządzi
b) jak rządzi
c) jak nie zrobić z tego drugiej Wielkiej Brytanii 2.0
Pojawiają się goście typu George Washington czy Thomas Jefferson. To nie byli „politycy znikąd”. To byli ludzie z tej samej epoki buntu, która zaczęła się właśnie od takich akcji jak Boston Tea Party.
Oni mieli w głowie jedną rzecz: żadnego króla, żadnego tyrana.
I dlatego wymyślili system, w którym jest prezydent zamiast monarchy, są wybory i są ograniczenia władzy.
Czyli dokładne przeciwieństwo tego, co ich wkurzało wcześniej.
Dlaczego to dalej ma znaczenie?
Bo każdy kolejny prezydent USA działa w systemie, który powstał z… wkurwu o herbatę.
Serio.
Każda decyzja, każdy wybór, każda kampania wyborcza ma gdzieś w tle tę jedną ideę:
Władza ma służyć ludziom, a nie ich doić
Czy zawsze tak jest?
No… powiedzmy, że bywa różnie.
Ale fundament jest właśnie tam, w 1773 roku, kiedy ktoś zamiast pisać petycję, wrzucił skrzynie do wody.
Bo bez tej akcji… nie byłoby Stanów Zjednoczonych jakie znamy dziś. Ludzie, którzy wtedy robili rozpierduchę z herbatą, kilka lat później zaczęli budować państwo od zera.
Bo nagle trzeba było ogarnąć:
a) kto rządzi
b) jak rządzi
c) jak nie zrobić z tego drugiej Wielkiej Brytanii 2.0
Pojawiają się goście typu George Washington czy Thomas Jefferson. To nie byli „politycy znikąd”. To byli ludzie z tej samej epoki buntu, która zaczęła się właśnie od takich akcji jak Boston Tea Party.
Oni mieli w głowie jedną rzecz: żadnego króla, żadnego tyrana.
I dlatego wymyślili system, w którym jest prezydent zamiast monarchy, są wybory i są ograniczenia władzy.
Czyli dokładne przeciwieństwo tego, co ich wkurzało wcześniej.
Dlaczego to dalej ma znaczenie?
Bo każdy kolejny prezydent USA działa w systemie, który powstał z… wkurwu o herbatę.
Serio.
Każda decyzja, każdy wybór, każda kampania wyborcza ma gdzieś w tle tę jedną ideę:
Władza ma służyć ludziom, a nie ich doić
Czy zawsze tak jest?
No… powiedzmy, że bywa różnie.
Ale fundament jest właśnie tam, w 1773 roku, kiedy ktoś zamiast pisać petycję, wrzucił skrzynie do wody.
Prezydentem może zostać typ znikąd
W USA nie musisz mieć nazwiska z dynastii ani pałacu za plecami.
Możesz być zwykłym gościem i nagle lądujesz na szczycie.
Przykłady?
- Abraham Lincoln, gość z chaty bez podłogi
- Andrew Johnson, krawiec
- Jimmy Carter, farmer od orzeszków
- Ronald Reagan, aktor
Czyli tak, możesz dziś robić na magazynie, a jutro podpisywać ustawy. Amerykański sen w wersji "jebać biedę".
W USA nie musisz mieć nazwiska z dynastii ani pałacu za plecami.
Możesz być zwykłym gościem i nagle lądujesz na szczycie.
Przykłady?
- Abraham Lincoln, gość z chaty bez podłogi
- Andrew Johnson, krawiec
- Jimmy Carter, farmer od orzeszków
- Ronald Reagan, aktor
Czyli tak, możesz dziś robić na magazynie, a jutro podpisywać ustawy. Amerykański sen w wersji "jebać biedę".
Jimmy Carter to jest w ogóle osobna liga.
Gość był w wojsku, ogarniał okręty podwodne. wrócił do domu i sadził orzeszki a potem JEB!, prezydent Stanów Zjednoczonych.
A ty się zastanawiasz, czy zmienić robotę?
Gość był w wojsku, ogarniał okręty podwodne. wrócił do domu i sadził orzeszki a potem JEB!, prezydent Stanów Zjednoczonych.
A ty się zastanawiasz, czy zmienić robotę?
Spójność? Różnie bywało
Thomas Jefferson przykładowo dużo mówił o wolności, był przeciw niewolnictwu
ale... ale... ale...
za to posiadał niewolników i nawet miał dzieci z jedną z jego niewolnic.
Historia potrafi zrobić taki twist, że Netflix by tego nie wymyślił.
Jak się wyłożyć na własne życzenie
Lata 70, wjeżdża Richard Nixon. I co robi?
Podsłuchy, kombinowanie, zagrywki jak z taniego filmu szpiegowskiego.
Efekt to Afera Watergate. I nagle prezydent mówi: „dobra, to ja jednak spadam”.
Pierwszy raz ktoś na tym stanowisku sam się katapultuje.
No i obowiązkowo: największy przypał w historii Białego Domu
Rok 1998 i mamy historię, którą zna każdy...
Thomas Jefferson przykładowo dużo mówił o wolności, był przeciw niewolnictwu
ale... ale... ale...
za to posiadał niewolników i nawet miał dzieci z jedną z jego niewolnic.
Historia potrafi zrobić taki twist, że Netflix by tego nie wymyślił.
Jak się wyłożyć na własne życzenie
Lata 70, wjeżdża Richard Nixon. I co robi?
Podsłuchy, kombinowanie, zagrywki jak z taniego filmu szpiegowskiego.
Efekt to Afera Watergate. I nagle prezydent mówi: „dobra, to ja jednak spadam”.
Pierwszy raz ktoś na tym stanowisku sam się katapultuje.
No i obowiązkowo: największy przypał w historii Białego Domu
Rok 1998 i mamy historię, którą zna każdy...
Bill Clinton i Monica Lewinsky.
Reszty nie trzeba tłumaczyć. Polityka zamienia się w reality show, a cały świat siedzi i patrzy jak na dramę w internecie.
Oficjalnie skandal. Nieoficjalnie totalny meltdown.
Wróćmy jednak na chwilę do Jeffersona, bo on nie tylko budował kraj.
On jeszcze: ulepszał krzesło obrotowe, kombinował z wynalazkami. bawił się technologią.
Czyli typ, który ogarniał państwo, a przy okazji dbał, żeby ci się wygodnie siedziało. Może Musk miał być takim nowym Jeffersonem? Kto wie...
A przy okazji Muska, to zaczepię jeszcze o prąd, którego lepiej nie dotykać! A przynajmniej według tego jegomościa:
Kiedy w Białym Domu pojawiła się elektryczność
Benjamin Harrison stwierdził, że tego nie rusza.
Bo może kopnąć xDDDD
I serio, światła potrafiły się świecić cały czas, bo nikt nie chciał ich zgasić.
Technologia przyszłości, ale strach większy.
Tyle na dzisiaj, idę patrzeć jak wykrwawia się moje krypto na fali tych wszystkich ostatnich newsów.
Reszty nie trzeba tłumaczyć. Polityka zamienia się w reality show, a cały świat siedzi i patrzy jak na dramę w internecie.
Oficjalnie skandal. Nieoficjalnie totalny meltdown.
Wróćmy jednak na chwilę do Jeffersona, bo on nie tylko budował kraj.
On jeszcze: ulepszał krzesło obrotowe, kombinował z wynalazkami. bawił się technologią.
Czyli typ, który ogarniał państwo, a przy okazji dbał, żeby ci się wygodnie siedziało. Może Musk miał być takim nowym Jeffersonem? Kto wie...
A przy okazji Muska, to zaczepię jeszcze o prąd, którego lepiej nie dotykać! A przynajmniej według tego jegomościa:
Kiedy w Białym Domu pojawiła się elektryczność
Benjamin Harrison stwierdził, że tego nie rusza.
Bo może kopnąć xDDDD
I serio, światła potrafiły się świecić cały czas, bo nikt nie chciał ich zgasić.
Technologia przyszłości, ale strach większy.
Tyle na dzisiaj, idę patrzeć jak wykrwawia się moje krypto na fali tych wszystkich ostatnich newsów.