Frekwencja to fundament obecnego systemu.
Dlaczego?
Bo bez wysokiej frekwencji nie da się stworzyć stabilnego rządu.
Przy niskiej frekwencji — na przykład 30% — nawet partia, która zdobędzie 50% głosów (co przy wysokiej frekwencji byłoby znakomitym wynikiem), w rzeczywistości reprezentuje zaledwie 15% społeczeństwa. Dla porównania, przy frekwencji z ostatnich wyborów (około 75%), taki wynik daje realne poparcie na poziomie 20%.
W takiej sytuacji partie opozycyjne będą naciskać na rozpisanie nowych wyborów, wiedząc, że wystarczy zmobilizować niewielką część elektoratu, by osiągnąć znacznie lepsze wyniki. A nawet jeśli opozycja okaże się zbyt bierna, prędzej czy później znajdzie się ktoś nowy, kto założy własną partię i będzie domagał się wcześniejszych wyborów, wiedząc, jak łatwo można zdobyć przewagę przy niskiej frekwencji.
Zależność między frekwencją a stabilnością władzy jest dobrze widoczna na przykładzie Polski z 2005 roku — frekwencja wyniosła wtedy około 40%, a po zaledwie dwóch latach przeprowadzono kolejne wybory.
Dlatego jeśli naprawdę chcecie zmienić system — przestańcie chodzić na wybory. Bez wysokiej frekwencji ten system nie będzie w stanie się utrzymać.