Dobra, no to o kobietach. Temat rzeka, są jakieś blue pille, red i black, nie znam się na tym. Wiem ,że są Polki i p0lki. Życzę Wam oczywiście tych pierwszych, mi się pofarciło i mam super żonę wyznającą poglądy i zasady takie jak ja, nie ukrywam konserwatywne. Starczy już o mnie, przejdźmy do Żydów. Co do chłopów to tam wiadomo, pejsy, kipa, modlitwy, czarne stroje i przede wszystkim studiowanie Tory, a i też nierzadko talmudu („magicznej” żydowskiej księgi z tutorialami jak się zachowywać, stawianej często na równi z Torą – będzie o tym osobny odcinek). Co jednak z kobietami? Przedstawię dwie odmienne (że tak powiem historie) na ten temat, pochodzące z dwóch źródeł. W czasie studiów i zajęć o których wspominałem w pierwszej części, de facto prowadzonych przez kobietę przybliżony nam został obraz żydowskiego religijnego domu. Tutaj użyję nawet słowa ortodoksyjnego, więcej ultraortodoksyjnego. Chodzi o grupę Żydów zwanych Haredim. Wykładowczyni w Izraelu mieszkała lata, więc opowiedziała nam to co sama zaobserwowała i czego doświadczyła. Mianowicie wg niej, życie Żydówki w Izraelu (w takiej rodzinie), jako żony i matki w religijnym domu okazuje się wcale nie takie kolorowe… Głównym zadaniem kobiety jest rodzić dzieci i potem je wychowywać z naciskiem na rodzić i to dużo bo Haszem w Torze tak to ujął, no więc bara-bara na całego (do seksu jeszcze tutaj przejdę). Wielodzietne rodziny to standard? Trójka, czwórka? Mało! No 6 to minimum!
No dobra, ale kto te dzieci wykarmi? No i tu się zaczyna. Wprawdzie rząd izraelski łoży na religijne rodziny żydowskie, ale są to pieniądze za małe ażeby pokryć wszystkie koszty. No ale, po co ma łożyć? Przecież jest chłop, niech utrzyma rodzinę. No właśnie… religijny Żyd niekoniecznie się do tego pali, bo ma ważniejsze sprawy (musiałem wtrącić ten żarcik – grę słów, wybaczcie). Jakie? No wiadomo, studiowanie Tory i istotnie poświęca na to bardzo dużo czasu. Przecież jest niedoskonały, musi nad sobą pracować ażeby zyskać w oczach Haszem i spróbować dorównać kobiecie, choć to i tak niemożliwe. Tak stoi w torze napisane. Kobieta zaś jest „doskonała” i jest z większości religijnych tematów zwolniona. No to skąd hajs na dzieci i ogólnie na dom? Nasza prowadząca nadmieniła, że spada to niestety na barki kobiety… stąd wiele kobiet w przerwach od wychowywania uroczej gromadki wytwarza i sprzedaje drobne rękodzieło, żeby trochę dorobić i jakoś związać koniec z końcem. Dodatkowo coraz częściej kobiety podejmują się zatrudnienia. Kolejne źródła finansowania to darowizny, wsparcie rodziny i stypendia dla chłopów za sumienne studiowanie Tory. Skąd hajs na te darowizny i stypendia? Hmmm…
To był obraz ultraortodoksów z Izraela, grupy Haredim izolujący się wręcz od świata. Teraz ciekawa sprawa, bo jak wiadomo w islamie mamy sunnitów i szyitów, podział do którego się przyznają i nie jest to jakieś szczególne zagadnienie. W chrześcijaństwie, co mnie osobiście bardzo smuci, podziałów jest bardzo dużo o sektach nie wspominając. Co gorsza przedstawiciele odłamów w chrześcijaństwie najczęściej za sobą nie przepadają, nierzadko prowadząc bezsensowne spory jednocześnie wychwalając Jezusa. Jak to jest jednak u Żydów? W skrócie, każdy religijny Żyd powie, że jest jeden judaizm, jeden Bóg i Żyd to Żyd, nie ma półśrodków, nie ma podziałów. Osobiście bym polemizował, mamy chociażby Żydów mizrachijskich, sefardyjskich i aszkenażyjskich, syjonistów i ich przeciwników, grupy, dynastie, a i sekty się zdarzają, przykładowo Lev Tahor czy Chabad-Lubawicz (tutaj by mnie już Żydzi zjechali), ale o tym w kolejnych odcinkach. Wracając, opiszę teraz jak to jest z kobietami u chasydów, ruchu (również ortodoksyjnego) który rozkręcił się na dobre w XVIII wieku, gdzie? Oczywiście, że na terenach Rzeczpospolitej. Obecnie chasydów jest najwięcej w USA, mają nawet swoją dzielnicę w Nowojorskim Brooklynie – Williamsburg tuż obok polskiej dzielnicy, Greenpoint
Ogólnie to każdy Żyd, tym bardziej chasyd na starcie zgasi goja który się wypowiada (śmie się wypowiadać) o judaizmie, bo „w dupie był i gówno widział”. Ogólnie gojów to nie ma co tutaj za wiele interesować (judaizm), a jak już coś wiedzą to źle wiedzą i się bankowo mylą, nie rozumieją. Poniekąd dlatego piszę te mikroartykuły, żebyście wiedzieli, bo nieoficjalnie „macie nie wiedzieć”. Z chasydzkiego punktu widzenia, kobieta jest doskonała i znacznie ważniejsza od mężczyzny. Założę się, że wg Żydów, moje (i nie tylko) przemyślenia tutaj, gdzie kobieta w judaizmie ma krótko mówiąc przegibane są wyłącznie efektem tego, że zarówno ja jak i nieżydowski świat nie może znieść tego, jak wyzwolona jest kobieta w judaizmie i jak wysoki ma w nim status, to że ona jest głową rodziny i jak to ona nie ma super... taaa. Szkoda tylko, że widzimy z goła coś innego… tak wiem miało być profesjonalnie bez ocieniania i na chłodno. W judaizmie (a na pewno u chasydów) kobieta to księżniczka (w oczach Boga i nie tylko), nic nie musi, rzekomo za mąż wychodzić też nie musi, ale mimo wszystko robi to żeby być adorowana (tak, jest fikołek). Idąc dalej, kobiety tutaj są wyżej duchowo od mężczyzn, nie mają obowiązku modlitwy i nie muszą kompletować grupy (bo u chłopów musi być co najmniej 10 dorosłych). A wszystko to, bo nie są skażone najgorszym grzechem w judaizmie jakim jest zaprzedanie duszy złotemu cielcowi, albowiem nie ofiarowały na to swojej biżuterii i nie zgodziły się mu oddawać czci – tak wiem, zalatuje to kolejnym fikołkiem. Żydówki mają nawet swoje umowne święto, trwa ono 1-2 dni i jest co miesiąc, taki ich cykliczny ‘dzień kobiet’ do kwadratu. Co z hajsem zapytacie? No tutaj już luźniej (a może dla nich gorzej), bo chłop jakoś musi zarabiać i utrzymać rodzinę gdyż w USA, socjale i sektor publiczny (państwowy) mają ze sobą tyle wspólnego co wyzwolona feministka z chęcią pracy jako pomocnik na budowie. Tak, Żydzi już wszystko wykombinowali i zarabiają, biedni nie są (pomimo drapieżnego, amerykańskiego kapitalizmu), rodzinki nadal 5 dzieci i więcej, gdzie zatem pracują? Zajęcie musi być lekkie i bardzo lukratywne, albowiem trzeba studiować Torę, co wymaga czasu, a życie (nawet skromne) w amerykańskim wielkim mieście do tanich nie należy. No to co mamy? Crème de la crème czyli wszelaki handel, potem nieruchomości, kruszce i kamienie szlachetne, import-eksport, biznesy – mniejsze, większe i potężne. A jak to nie? To coś typu fotografia (i podobne usługi), drobne rzemiosło, a także medycyna, nauka i prawo. Tak czy siak, nie spotkasz chasyda w roli taksówkarza, budowlańca, chłopa od usuwania odpadów, kanalarza a nawet policjanta czy strażaka. Ciekawe nie?
Dobra, wróćmy jeszcze do kobiet. Jak wiecie muzułmanki zakrywają głowę, albo lepiej, zakrywają się całe, bo w islamie mają, że to kobieta ma „nie prowokować” mężczyzny swoim wyglądem. Stąd gwałty w Europie zachodniej ze strony muzułmanów to wina kobiet, bo się nie zakryły. Czego nie rozumiesz prawaku? Dobra, zostawmy jednak ten przykry absurd. Jak to jest u Żydów? Tam kobieta zakrywa głowę (włosy) kiedy jest mężatką – każda. Raz jest to chusta, a u chasydów złowieszczo droga peruka z naturalnych włosów – szajtł, albo szejtl. Dlaczego? Oni to tłumaczą tym, że dzięki temu piękno i intymność kobiety są zarezerwowane wyłącznie dla męża i należą wyłącznie do intymnego świata małżeństwa. Hmmm, czyli jak dajmy na to szatynka, założy perukę o podobnym kolorze włosów, to wygląda podobnie, ale jednak zakrywa swoją intymność… dobra, nie rozkminiam dalej, u nas wystarcza obrączka, ale miałem się nie czepiać.
Na koniec seks, bo seks być musi, bo dzieci jest zawsze sporo. To czy seks z brodatym, zarośniętym typem w fikuśnej czapeczce, nierzadko z dużą nadwagą (bo religijni Żydzi na siłownie nie chodzą – oficjalnego zakazu nie ma, ale tam wiadomo obce kobiety w obcisłych wdziankach, bywa różnie, a kuchnia chasydzka do niskokalorycznych nie należy) jest przyjemny z punktu widzenia kobiety – nie wiem, nie wypowiem się, ale się domyślam. Złośliwi (źli goje oczywiście, co nic nie wiedzą) jeszcze dorzucają trzy grosze, że faceci chasydzi wyglądają trochę jak z chowu wsobnego, co intuicyjnie ma jakieś uzasadnienie (chasydzi to hermetyczna społeczność i związki mieszanie [z innowiercami] to skrajna rzadkość). Jednakże rabbi wraz z talmudem znaleźli bankowo rozwiązanie i na to, gdzie biologię się ugłaskało i wszyscy łącznie z Haszem są zadowoleni. Jednakże z seksem także jest pewien problem (tabu w judaizmie), bo nie może być od tak, spontanicznie. Przykładowo pod prysznicem lub w kuchni przy wspólnym gotowaniu, gdy nagle powieje wiatr namiętności. U Żydów kiedy kobieta ma miesiączkę staje się „nieczysta”. No ale jak, przecież podobno jest doskonała. Owszem, ale zdarza się, że nieczysta także. Tak, wiem kolejny fikoł. I tutaj każdy polski Żyd, krótko mówiąc się spruje, bo wg niego określenie „nieczysta” jest tutaj złe, nieadekwatne na skutek ubogości języka polskiego. U nich to pojęcie wręcz metafizyczne, a definicja jego jedna. Kobieta ma okres = ograniczamy wszelkie kontakty do minimum, do zera. Przykłady: śpimy w osobnych łóżkach (to nawet kiedy okresu nie ma), jak jedziemy autem żona siedzi z tyłu gdy prowadzimy, nie dotykamy żony, unikamy nawet spoglądania na nią. Dlaczego? Żeby nie dać szansy rządzom dojść do głosu i nie daj Boże nie złamać tego tabu. Całus na pożegnanie kiedy wychodzimy do roboty? Zapomnij! I po co to? Chasyd powie, że to jest super, bardzo ważne, bo rozwija związek, umacnia małżeństwo, wchodzimy w tym okresie w rozwój emocjonalny odrzucając cielesne rządze i zapędy. „Zakochujemy się w żonie na nowo”. Czy to dobre, czy złe, to już oceńcie sami. Dla kobiety może i dobre, bo w kółko na nią nie włazi, gorzej jak ta posucha się skończy. No dobra, to ile ona trwa? Kiedy można wreszcie łubu-dubu, bo kredka wygląda zza krzaków, ciśnienie wysokie i trzeba przecież dzieci robić, jak to w torze stoi wyraźnie! (miało być na poziomie, no ale nie mogę się powstrzymać). Cały okres nieczystości u kobiety trwa od rozpoczęcia miesiączki do jej zakończenia plus tydzień, nazywa się to niddah. Czyli w sumie ze dwa tygodnie. I teraz o ile współżycie z kobietą w czasie okresu to nie jest dobry pomysł (kto ma kobitę ten wie), zważywszy chociażby na to, że chujowo się nasza partnerka czuje, a jej libido leży jak Najman na macie po 30 sekundach walki z dowolnym oponentem, ale aspektów (wiadomo) jest więcej, tak nie wiem czy taki regularny długi celibacik to jednak dobra sprawa. Żydzi (chasydzi) twierdzą, że jak najbardziej, bo to wzmacnia relację. No dobra, okres niddah się skończył, to już mogę tam fifa-rafa? Nie! Teraz musi dojść do rytualnego oczyszczenia w mykwie. Mykwa to taka łaźnia tylko dla kobiet, spędzają tam czas (nierzadko wiele godzin), plotkują, a w obecnych czasach traktują to trochę jak spa. Potem kobieta wraca do domu (już jest „oczyszczona”), a rozpalony mężulek już czeka i pyk, mamy kolejnego potomka. Należy mieć świadomość, że tylko Żydówka może urodzić Żyda, ojciec nie ma znaczenia. Natomiast kiedy Żyd ma dziecko z nieżydówką, to to dziecko Żydem nie jest. W efekcie mykwa jest najważniejsza, ważniejsza od synagogi, a rytuał oczyszczenia jest skrajnie istotny. Dlaczego? Żyd pewnie powiedział by coś w stylu, że dzięki mykwie możliwe jest życie rodzinnie zgodne z prawem religijnym. Natomiast ja, prosty goj powiem krótko, chodzi o bara-bara. Czy zatem po seksie Żydzi idą spać do osobnych łóżek zamiast pogadać i się poprzytulać? Tego też nie wiem, choć się domyślam.
Kilka słów podsumowania, przede wszystkim. Dlaczego kobiety się na to wszystko zgadzają i sumiennie przestrzegają tych wszystkich zasad? To dziwnie pytanie, bo nie mają na co się zgadzać. One mają to wpojone od dziecka, dla nich to wszystko jest normalne i to grzeszny, pogański świat zewnętrzny jest straszny i tam to dopiero kobiety przechodzą przez piekło. To co dla nas jest delikatnie mówiąc osobliwe (ich zwyczaje), tam wszelkie odchyły od tego schematu są nie do pomyślenia. Podobnie można powiedzieć o islamie. Osobiście za islamem nie przepadam także, bo w moich oczach kobiety są tam bardziej gnojone niż w judaizmie (mogę to napisać tutaj, ale gdybym się tak przypucował w robocie, to w najlepszym wypadku miałbym wizytę w HR, a w najgorszym rozsyłał bym już CV po dyscyplinarce za mowę nienawiści i ksenofobię – takie czasy niestety mamy). Niestety zrobić z tym nie możemy w sumie nic, jednakże mam kilka sztuczek. U mnie w pracy czasami zdarzają się muzułmanie i muzułmanki (staże, stypendia, szkolenia). Mianowicie zawsze przepuszczam muzułmankę w drzwiach otwierając je na oścież wieńcząc moją czynność lekkim ukłonem w jej stronę. Poziom zakłopotania kobiety jest wręcz wzruszający – no bo jak to tak można! Muzułmanki zwykle chodzą za chłopami jak zbite psy, a tutaj coś takiego. Uwielbiam to robić, bo one zwyczajnie nie wiedzą jak się zachować, nie wiedzą jak to odebrać. Podobnie gdy idziemy razem na jakieś zebranie. Zawsze starają się trzymać 2-3 kroki za mną (za mężczyzną, tak jak im wpojono w tej sekc… religii, czy to dobre?), tak żebym szedł przodem, przed nimi. Zawsze wtedy zwalniam i staram się dostosować tempo tak, żebyśmy szli ramię w ramię, jak ma to miejsce, ja wiem, normalnie? Szczerze powiem, że jest to trudne, bo bardzo starają się uniknąć tej sytuacji i zwalniają jeszcze bardziej, byle by tylko iść za mną. Poziom zakłopotania jest podobny. Nie kochani, to nie jest kultura, to nie są niewinne zwyczaje, wg mnie to paranoja i upodlenie, kropka. Wracając, no to tak, moja ocena tego jest taka, kobieta w judaizmie jest ponad chłopem, jest najlepsza, najdoskonalsza, w sumie to nic nie musi. Dlaczego zatem żyje w cieniu mężczyzny? Skąd to pytanie (no nie jest tak goju, mylisz się lblblblbl! Nic nie rozumiesz!)? Bo przecież to widać jak na dłoni. Dlaczego nic z tym nie robi? Jest takie powiedzenie, ryba żyje w stawie, staw jest dla niej całym światem. Kiedy zostaje wyłowiona i zobaczy, że istnieje coś poza nim, najczęściej czuje strach i chce wrócić. Skumacie o co mi chodzi. I na koniec, czy to dobrze, że są u nich takie zasady i tabu? Może tak, może nie. Niemniej nie ma tam rozwiązłości (a na pewno nie jawnej), tak jak to bywa chociażby u nas (i jeszcze bardziej w Europie zachodniej), gdzie „zakochała się w mulacie p0lka za granico tu ru ru ru”. Żadna kobieta tam nie bawi się w psiecka, spaczony feminizm i nie manifestuje tego jaka jest wielce pokrzywdzona i dyskryminowana (choć tak naprawdę w Polsce kobiety są faworyzowane i uprzywilejowane w przeciwieństwie do mężczyzn). Nikt nie biega z flagą z piorunkiem po ulicy i nie domaga się skrobanek, nie traktuje aborcji pomału na równi ze zwykłą czynnością, niemalże jak przykładowo mycie auta (lecimy do wc na numerek z mokebe, a jak wpadnę to się najwyżej wyskrobię). Z drugiej strony, uważam, że kobiety są tam pod butem typa i są trzymane krótko (nie tak jak w islamie, ale zawsze). Nie mają za wiele do powiedzenia, a cała ta ich wolność i swoboda jest złudna. No nie powiecie mi, że nie (Żyd by mnie już tutaj zjechał totalnie). Jeśli chodzi o tego typa (Żyda, męża), to mam tutaj na myśli typa egoistę i hipokrytę, który oficjalnie dużo mówi, lecą frazesy, leci cukier, nawija makaron na uszy, a w praktyce jest jak jest i każdy musi znać swoje miejsce, bo inaczej OJ! Mamy zatem dwie skrajności…