69
To, że nie wierzymy w szatana, albo nie wierzymy w to, że ma do nas dostęp i codziennie nas kusi i próbuje doprowadzić nas do upadku, nie znaczy, że tak nie jest. Rzeczywistość duchowa łączy się z rzeczywistością fizyczną, materialną. Skoro znamy przynajmniej podstawy praw fizyki i materii, wiemy czym jest np. grawitacja i doskonale sobie z nią radzimy, wcześniej ucząc się jako dzieci, tak samo wypada byśmy poznali rzeczywistość duchową, w której chcąc nie chcąc jesteśmy zanurzeni. Pływamy w niej, często się topimy, mamy zły humor, nie widzimy działania Boga, cierpimy na stany lękowe, czy depresje. Dopóki nie zrozumiemy, że jako ludzie oprócz z potrzeb ciała składamy się również z duszy i ducha. Upraszczając duch to miejsce spotkania tylko dla Boga, szatan nie ma do niego dostępu, a my sami musimy się nauczyć wchodzić w to miejsce naszego jestestwa. Dusza to nasze emocje, stany, myśli, postanowienia, myślę też, że wszystko co można też nazwać psychiką. Do duszy diabeł ma dostęp i może do niej szeptać. Ale wracając do tematu, bez przebaczenia, którego uczy nas w duchu Bóg, będziemy dawać szatanowi dostęp do nas, czyli do naszego ciała i duszy, dlatego bezpośrednio brak przebaczenia może być powiązany z chorobą ciała lub stanami lękowymi, czy depresją. Dlatego nie przebaczając robimy krzywdę również i przede wszystkim sobie. Brak przebaczenia też jest powiązany (to nie jest jedyny czynnik) ze „skutecznością” modlitwy. Marcin Zieliński pisze, że jednym z głównych czynników niewysłuchania modlitw jest brak przebaczenia. Może być tak, że Bóg chce Ci błogosławić, ale Ty tego błogosławieństwa nie przyjmujesz, bo NIE JESTEŚ W STANIE go przyjąć, właśnie przez brak przebaczenia. To jest jedna z zasad rzeczywistości duchowej. Wtedy krzyczymy i jesteśmy źli na Boga, że nam nie daje, a to nie Jego wina. Mamy wolną wole. Możemy przebaczyć lub nie, już sama wola przebaczenia to duży krok do przodu.
1. Wpływ rzeczywistości duchowej na rzeczywistość fizyczną – rola przebaczenia - przebaczenie part 5
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
4
Człowiek dysponuje mocą , która pozwala mu pobierać i przetwarzać energię z zewnątrz dla własnej zdolności funkcjonalnej.
Moment pokrycia się mocy całkowitej z mocą jałową jest momentem śmierci , gdyż nie ma już dostępnej energii na jej przetworzenie.

Moc dyspozycyjna stanowi podstawę do oddziaływania na otoczenie.
Przez co poniższy wykres można wykorzystać inaczej. Dopiszmy do każdej wartości ( ODDZIAŁYWANIA NA OTOCZENIE).

Wynika z tego kilka prawd rzeczywistości.
Moc całkowita staje się wszystkim tym czym dysponujemy do zmiany naszej rzeczywistości (np. PIENIĄDZE)
Moc jałowa są to koszty naszego utrzymania (jedzenie mieszkanie kredyty)
Z różnicy tych dwóch parametrów powstaje nam moc dyspozycyjna czyli taka , która jest środkiem do zmiany naszej rzeczywistości. (to co zostaniem nam po "dziesiątym".

Moment gdy moc całkowita pokrywa się z mocą jałową , jest to sytuacja niewolnicza z definicji.

Do samej zmiany naszej rzeczywistości potrzebujemy mocy lub środków , pozyskanych za pomocą mocy.
Moc
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
25
Pochylaliśmy się już nad wykresem równowagi fazowej metastabilnego układu żelazo-cementyt i stabilnego żelazo-węgiel.
Ile dziś dostanie ten diagram fazowy dla wody w zakresie ciśnień do 1TPa? Polecam skupić się na punkcie potrójnym i wyobrazić sobie substancję istniejącą w trzech fazach termodynamicznych równocześnie (z zachowaniem równowagi termodynamicznej).
Dzida uczy, dzida bawi...
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
Gdy stracił oko, myślał tylko o tym, jak by tu się zaciągnąć na kolejną wojnę. Kiedy amputowano mu rękę, stwierdził, że sprawa zrobiła na nim nie większe wrażenie niż wyrwanie zęba. Postrzelono go w głowę, był o włos od amputacji nogi i przeżył całą serię kraks samolotowych. Przy nim bohaterowie filmów Marvela mogą się schować!

Generał Adrian Carton de Wiart urodził 5 maja 1880 roku w Brukseli. Po śmierci matki, gdy miał 6 lat, wyjechał z ojcem do Kairu. Tam ojciec poślubił pewną angielską damę, która starała się przeistoczyć pasierba w stuprocentowego Anglika. Chłopak znał biegle kilka języków, był świetnym sportowcem, jeździł konno i nauczył się strzelać. Wysłany do Anglii, trafił na studia na Oxfordzie, których nie ukończył.

W 1899 roku, kiedy wybuchła wojna angielsko-burska, Adrian nagle odkrył u siebie pociąg do wojaczki. Fałszując swoje dane personalne, zaciągnął się do armii brytyjskiej. Jako cudzoziemiec nie miałby szans na legalną służbę.

W Afryce jednak nie powojował zbyt długo, dostał postrzał w brzuch i krocze. Podczas rekonwalescencji wyszły na jaw jego prawdziwe personalia i odesłano go z armii. Mimo to nie rezygnował. Powrócił do Kapsztadu, gdzie wstąpił do kawalerii. Awansował nawet na kaprala, ale już po 24 godzinach został zdegradowany za groźbę pobicia sierżanta!
Na frontach Wielkiej Wojny

Mimo niesprzyjających okoliczności Adrian Carton de Wiart otrzymał patent oficerski i został podporucznikiem. Wojna go jednak rozczarowała, brakowało możliwości aby wykazać się w boju: marzenie o samotnej szarży na oddział Burów, bohaterskiej śmierci i kilku pośmiertnych Krzyżach Wiktorii powoli więdło.

W 1901 roku dostał przydział do nowej jednostki stacjonującej w Indiach. Odkrył tam w sobie pasję do gry w polo i ryzykownych konnych polowań z oszczepem na dziki. Opłacił to złamaniem obojczyka, kilku żeber i skręceniem nogi w kostce.

Gdy Wielka Brytania przystąpiła do wojny z Niemcami w sierpniu 1914 roku, Carton de Wiart wylądował właśnie w Somalii, gdzie walczył z derwiszami. W czasie jednego z ataków został dwukrotnie trafiony w oko, ponadto odniósł ranę łokcia oraz ucha.
Najgorsza była rana oka, podczas wstępnych oględzin zakwalifikowano je do usunięcia. Dla młodego oficera był to wstrząs. Mimo to nie pozwolił przeprowadzić operacji w Afryce. Chytrze, pod pretekstem ratowania wzroku, liczył na wyjazd do Anglii. A to – jak napisał w swoich wspomnieniach, zatytułowanych „Moja Odyseja” – otwierało mi perspektywę wzięcia udziału w wojnie, jaka toczyła się w Europie, wszystko jedno z dwojgiem oczu czy z jednym.

Wyjazd do Anglii się powiódł, choć sama podróż morska dla mocno osłabionego i prawie ociemniałego wojaka była koszmarem. Oko co prawda stracił, ale dopiął swego i wojskowa komisja lekarska dopuściła go do służby.

W lutym 1915 roku Adrian, z czarną opaską na lewym oku, znalazł się we Francji. Pech dał o sobie znać już dwa miesiące później, kiedy na początku drugiej bitwy pod Ypres niemiecka kula zmasakrowała mu lewą rękę, którą trzeba było amputować.
Jak wówczas napisał: Cały zabieg nie zrobił na mnie wrażenia większego niż ekstrakcja zęba, a już po godzinie siedziałem o własnych siłach, spożywając obiad. Już na drugi dzień po amputacji wyraził chęć służby w piechocie, a trzy tygodnie później wyszedł ze szpitala.

Krwawe ofensywy

Na czele batalionu piechoty w lipcu 1916 roku brał udział w ofensywie pod Sommą. Podczas marszu na jedno ze stanowisk Adrian ponownie został ranny. Kula niemieckiego cekaemu przeszyła mu na wylot tył głowy, nie naruszając jednak czaszki! Od tego czasu podczas strzyżenia włosów odczuwał łaskotanie.

Kiedy trzy tygodnie później wyszedł ze szpitala od razu został ranny odłamkiem w kostkę! Po kolejnej przymusowej rekonwalescencji Carton de Wiart został dowódcą brygady. W ciągu roku awansował z kapitana, na generała brygady. Był to niezły wyczyn, zważywszy na to, że przeciętna długość życia oficera na froncie wynosiła wówczas dwa tygodnie.
Adrian w dalszym ciągu jednak przyciągał jak magnes niemieckie pociski. W przeddzień bitwy pod Arras w kwietniu 1917 roku ponownie został ranny odłamkiem w ucho. W lipcu 1917 roku brał udział w krwawej bitwie pod Passchendaele, gdzie alianci za cenę niewielkich korzyści terenowych stracili aż 450 tysięcy żołnierzy. Po tym starciu, kiedy jego brygada prowadziła działania pozoracyjne pod Arras, generał został znów ranny!

Tym razem oberwał odłamkiem w biodro, najnowsza rana kosztowała go trzy miesiące pobytu w szpitalu. Ledwie wrócił na front i omal nie stracił nogi! Spowodowało to kolejny pobyt w klinice. Do Francji powrócił w październiku 1918 roku, tuż przed końcem wojny.

Misja w Polsce

W lutym 1919 roku generał Adrian Carton de Wiart znalazł się niespodziewanie dla niego samego w walczącej z bolszewikami Polsce. Został członkiem brytyjskiej misji wojskowej. Na generale bardzo silne wrażenie zrobiła wówczas osoba Józefa Piłsudskiego. Szybko stali się przyjaciółmi. W „Mojej Odysei” tak pisał o Komendancie:

W ciągu mojego życia spotkałem niejedną znakomitość, nie wyłączając największych ludzi tego świata. Piłsudski niewątpliwie plasuje się między nimi wysoko, a jako polityka umieściłbym go na samym wierzchołku.
W Polsce generał przeżył niesamowite wręcz przygody. Brał udział w negocjacjach z Ukraińcami, w obleganym przez nich Lwowie. W czasie inspekcji frontu w Równem jego wagon został ostrzelany przez artylerię bolszewicką i wykoleił się. Generałowi i jego towarzyszom ledwie udało się uciec. Innym razem wizytując polskie pozycje w okolicach Mławy stoczył krótką potyczkę z kozacką kawalerią.

Generał miał również pecha do podniebnych wojaży. Lądując w Kijowie przeżył kraksę samolotu. W czasie lotu do Rygi jego aeroplan został trafiony pojedynczym pociskiem karabinowym przez wyraźnie znudzonego niemieckiego żołnierza. Po wylądowaniu oficer stwierdził że pocisk przeszedł ledwie kilkanaście centymetrów od jego siedzenia!

W drodze powrotnej pilot dwukrotnie musiał lądować awaryjnie w przygodnym terenie. Ostatecznie Carton de Wiart wrócił wówczas do Warszawy pociągiem. Jakby tego było mało, w czasie walk Polaków z Litwinami o Wilno, działając jako przedstawiciel Ligi Narodów, o mało nie został zastrzelony przez litewskich żołnierzy.
Po zakończeniu działalności misji Adrian Carton de Wiart zamieszkał w Polsce, w majątku Prostyń, położonym na wysepce wśród poleskich bagien. Stąd było ledwie kilka mil do granicy ze Związkiem Sowieckim. Generał przyznał później, że te dwadzieścia lat związanych z naszym krajem, to był najszczęśliwszy okres jego życia.

Druga wojna światowa

W czerwcu 1939 roku de Wiart ponownie przywdział mundur i został szefem Brytyjskiej Misji Wojskowej w Polsce. W rozmowach z marszałkiem Śmigłym-Rydzem bezskutecznie próbował przekonać go, aby polska armia nie wdawała się w walkę z Niemcami na granicach, tylko oparła obronę o linię Wisły.
W pierwszych dniach września Adrian Carton de Wiart był świadkiem bombardowań Warszawy. W tym czasie ewakuował też brytyjską misję. Po wkroczeniu Sowietów do Polski spotkał się marszałkiem Rydzem-Śmigłym i zaproponował mu, że jeśli ten będzie dalej walczył na polskiej ziemi, to pozostanie razem z nim. Marszałek przekroczył jednak granicę rumuńską, a generał nie mógł uwierzyć w to, co wówczas nastąpiło. Po latach napisał o Rydzu:

Jego postępowanie było zaprzeczeniem wszystkiego, co wiedziałem o Polakach. Wręcz trudno mi opisać, co wtedy czułem.

W kwietniu 1940 roku Adrian walczył już w Norwegii, pod Trondheim. O tej kampanii napisał że była to najnudniejsza operacja w jego życiu. Potem był dowódcą dywizji piechoty rozlokowanej w Irlandii Północnej. Miał bronić skrawka wyspy w mało prawdopodobnym wypadku niemieckiej inwazji.

W kwietniu 1941 roku został szefem brytyjskiej misji wojskowej w Jugosławii. Kiedy leciał na spotkanie z władzami tego kraju w jego Wellingtonie wysiadły silniki i maszyna była zmuszona awaryjnie wodować. Generał dostał się do włoskiej niewoli, z której próbował pięciokrotnie uciec. Wolność odzyskał w 1943 roku po tym, jak Włosi wykorzystali go do negocjacji w sprawie swojego zawieszenia broni.
Po powrocie z niewoli generał nie zaznał jednak odpoczynku. Winston Churchill wyznaczył go na członka brytyjskiej delegacji podczas konferencji w Kairze, w listopadzie 1943 roku. Potem Adrian Carton de Wiart poleciał do Chin jako osobisty przedstawiciel brytyjskiego premiera przy Czang-Kaj-szeku. Zaliczył tam dwie kraksy lotnicze.

Już po zakończeniu wojny, podczas powrotu z misji w Rangunie tak nieszczęśliwie upadł ze schodów, że złamał kręgosłup. Mimo to nie poddał się i po wielomiesięcznej rehabilitacji powrócił do pełnej sprawności. Adrian Carton de Wiart, kawaler Krzyża Wiktorii, krzyża srebrnego Orderu Virtuti Militari, rycerz-komandor Orderu Imperium Brytyjskiego i dwudziestu innych odznaczeń, zmarł w 1963 roku w wieku 83 lat.

Skopiowane z CiekawostkiHistoryczne.pl
Mondre dzidy dostajo dużo plusów.
Niezniszczalny.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.067357063293457