73
60
Dyskusje ogólne
4 m
13
No dobra, ja wiem, że internet kocha afery, kamerę w łapie i moralną wyższość odpaloną na pełnej mocy, ale tutaj serio mam wrażenie, że ktoś zrobił z igły widły.
Oglądam tę sytuację i nie widzę tam żadnej wielkiej zbrodni przeciwko naturze, tylko typowy chaos przy robocie na jakimś zadupiu. Asfalt jest, chodników brak, obok normalnie widać budowę, teren wygląda jakby wszystko było jeszcze w trakcie ogarniania, a nie jak reprezentacyjna aleja świeżo posadzonych drzew pod specjalną ochroną. I nagle z kilku połamanych albo zahaczonych gałązek robi się dramat, jakby chłop wjechał koparką w ostatni las deszczowy Europy.
Nie mówię, że gość od maszyny zachował się idealnie. Pewnie, że mógł uważać. Pewnie, że mógł inaczej zareagować. Ale serio, nie każdy robol z budowy będzie mówił piękną polszczyzną, znał każdy przepis, reagował jak rzecznik prasowy i jeszcze przepraszał kamerę ukłonem. Są ludzie prości, są ludzie nerwowi, są ludzie mniej ogarnięci społecznie, ale to nie znaczy od razu, że trzeba z nich robić internetowego złoczyńcę dnia.
I teraz najważniejsze, do takich ludzi nie podchodzi się z kamerą pod maszynę i nie zaczyna z mordy krzyczeć "NISZCZYSZ DRZEWO", bo to jest proszenie się o spinę. Serio. To jest jak wejść do klatki z gorylem, machać mu kijem przed nosem i potem mieć pretensje, że nie odpowiedział zaproszeniem na herbatę.
Można było podejść normalnie. Po ludzku. Bez napinki. Coś w stylu "Dzień dobry, panie, może pan kawałek odjedzie, bo tu ostatnio coś sadzili i szkoda, żeby się połamało". I jestem prawie pewien, że sprawa skończyłaby się po dwudziestu sekundach, bez dramatu, bez kręcenia afery i bez wielkiego moralnego spektaklu. A tak mamy klasykę internetu, kamera włączona, ton oskarżyciela, napięcie od pierwszej sekundy, a potem zdziwienie, że chłop się odpalił.
Tu macie wideo i oceńcie sami, czy to naprawdę była taka katastrofa, czy raczej ktoś bardzo chciał mieć materiał pod oburzenie.
URL awaryjnie:
https://youtu.be/Kx63jPBresQ?si=OLt7OzhmiJ1JUvrm
URL awaryjnie:
https://youtu.be/Kx63jPBresQ?si=OLt7OzhmiJ1JUvrm
Czy ten typ od maszyny zachował się dobrze? Nie. Czy powinien się rzucać, zasłaniać, podchodzić do kamery i robić januszowy teatr? Też nie. Ale robienie z niego jakiegoś potwora, który z premedytacją niszczy przyrodę i zagraża społeczeństwu, to już absurd. To wygląda bardziej jak zwykły chłop z roboty, który pewnie ma swój poziom ogarnięcia, swój temperament i swoją logikę działania. Nie każdy człowiek na budowie będzie delikatny jak leśny elf i komunikatywny jak mediator ONZ. Czasem ktoś coś zahaczy, czasem czegoś nie zauważy, czasem zrobi głupio. Od tego jest normalna rozmowa, a nie natychmiastowy tryb typu "mam kamerę, więc teraz będę sędzią, prokuratorem i obrońcą przyrody w jednym".
Najbardziej śmieszy mnie tu skala oburzenia i komentujących na YouTube. Chłop nie zrównał z ziemią parku, nie wyciął starodrzewu, nie zalał rzeki chemią. Tam poszło o jakieś gałązki przy terenie, który wygląda jak plac budowy albo okolica w trakcie robót. Może drzewko było świeżo posadzone, może nie było, może stało na czyjejś działce, może w pasie drogowym. Tego z samego filmu nawet porządnie nie wiadomo. Ale wiadomo jedno, zrobiono z tego większy dramat niż sytuacja realnie wygląda. Bo tutaj mam wrażenie, że problemem nie były same gałązki, tylko potrzeba nagrania konfliktu. Gość z kamerą mógł tę sytuację uspokoić, a zamiast tego ją podkręcił. A potem wszyscy mają udawać, że tylko jedna strona była tu winna.
Także nie, nie kupuję tej wielkiej afery. To nie jest historia o bohaterze ratującym drzewo przed barbarzyńcą. To jest raczej historia o tym, jak z kilku gałązek, kiepskiego podejścia i odpalenia kamery robi się internetowy spektakl dla ludzi, którzy bardzo lubią się oburzać pod dyktando cwelozy.