9
„Nie mów, że Krampus to jeden diabeł, bo w górach diabeł rzadko chodzi sam. Bywa ich tylu, ile dzwonów w pasie i ile łańcuchów na śniegu. W dzień świętego Mikołaja dar ma swoją rękę, a kara swoją; idą razem jak cień i płomień.”

- z motywów folkloru alpejskiego
Krampus jest zimowym diabłem wprost z alpejskich nocy, figurą tak silną w wyobraźni, że funkcjonuje nie jako jeden potwór, lecz jako całe zjawisko. Potrafi pojawić się w liczbie mnogiej, jak wataha rogaczy w futrach. Jego obraz jest cielesny i brutalny: rogi, kły, długi język, kozia lub zwierzęca skóra, ciężkie futro. Posiada również liczne rekwizyty, które znaczą go równie mocno jak fizjonomia: łańcuchy, dzwony i pęk brzozowych rózg. W wielu opowieściach, zanim ktokolwiek go zobaczy, słyszy najpierw metaliczny szczęk, brzęk dzwonów i łomot kroków. Jakby noc nie tylko miała głos, ale też narzędzia, którymi potrafi rozbijać spokój domowego ogniska.
W tradycji towarzyszy postaciom świętych, stojąc obok jako mroczny kontrapunkt, nie jako dobry darczyńca, lecz egzekutor. Ma za zadanie przypominać, że nagroda istnieje tylko dlatego, że istnieje również kara. Ten układ działa jak prosta, bezlitosna dramaturgia. Ktoś przynosi prezenty, ktoś drugi przynosi strach, a dziecko uczy się, że świat ma dwa oblicza. I tego, że oba mogą wejść do domu przez te same drzwi. Krampus nie musi nawet dotknąć, by zrobić swoje. Samo jego pojawienie się, dźwięk łańcucha i dzwonów potrafią wymusić posłuszeństw.
Kompendium strachu: „Łańcuch jest jego zapowiedzią, a worek groźbą ”, Krampus, vol. 52
W popularnych wersjach ludowej legendy Krampus ma worek albo kosz i nie jest to detal dekoracyjny, tylko zapowiedź najgorszego. Rózga mówi o bólu, ale worek mówi o zniknięciu. W przekazach ustnych powraca motyw, że niegrzeczne dziecko można nie tylko wychłostać, lecz także zabrać. Wynieść z ciepła izby w ciemność, w śnieg, w przestrzeń, gdzie nie działa już głos rodziców ani ochrona wspólnoty. Ten element porywania czyni z Krampusa nie tyle straszaka, co funkcjonującego w wyobraźni drapieżnika.
Kompendium strachu: „Łańcuch jest jego zapowiedzią, a worek groźbą ”, Krampus, vol. 52
Pochodzenie Krampusa jest splątane jak zimowe ścieżki w górach, a jego współczesna forma wygląda na efekt zderzenia kilku tradycji. Z jednej strony widać tu długą linię wyobrażeń diabelskich znanych z przedstawień i widowisk. Demony miały straszyć i uczyć, a religijna opowieść o karze była wspierana obrazem potwora. Z drugiej strony widać alpejską praktykę masek: pochody, hałas, dzwony i futra. Są to rytuały zimowe, w których wspólnota na chwilę odwraca porządek, pozwalając, by to, co dzikie i straszne, przeszło ulicą w świetle pochodni. Krampus wyrasta więc zarówno z ikonografii diabła, jak i z terenowego teatru, który potrzebował postaci zdolnej ucieleśnić zimę, strach i karę jednocześnie.
Kompendium strachu: „Łańcuch jest jego zapowiedzią, a worek groźbą ”, Krampus, vol. 52
Literatura i zapisy folklorystyczne utrwaliły Krampusa jako ikonę ciemnej strony zimy, a późniejsze przetworzenia tylko podkręciły jego ostrość. Łatwo go opisać, bo jest wizualny. Łatwo go usłyszeć, bo jego brzmienie jest częścią mitu. Jeśli istnieje nagroda, musi istnieć kara, a jeśli zima zamyka ludzi w domach, musi istnieć ktoś, kto potrafi te domy nawiedzić. W opowieściach Krampus jest narzędziem moralnego porządku, ale w grozowym sensie jest czymś bardziej pierwotnym. Jest kształtem, który przychodzi, gdy noc jest najdłuższa. Przypomina, że lęk ma rogi, futro i dzwony, a czasem także worek, w którym najłatwiej zmieścić czyjeś imię.
Kompendium strachu: „Łańcuch jest jego zapowiedzią, a worek groźbą ”, Krampus, vol. 52
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0
„Nowy cud zwierzęcy wywołuje obecnie wielką sensację w stolicy Rzeszy. Wszyscy o tym mówią.”

- artykuł z lokalnej gazety Der Oberhasler z kwietnia 1935 r., pt. „Das Wunder von Loch Ness in Meiringen?”
Tatzelwurm, w szwajcarskich przekazach znany jako Stollenwurm, to stwór wywodzący się z pogranicza Alp. Raz opisywany jest jako pełzający gad, raz jako miniaturowy smok, a jego obraz zmienia się w zależności od doliny, języka i epoki. Już w starszej tradycji szwajcarskiej rozróżniano go od „prawdziwego” smoka. Powiadano, że smok należy do tego rodzaju, co lata, a Stollenwurm do tego, co pełza. W praktyce jednak oba wyobrażenia często się mieszały. Zarówno miejscowi bajarze, jak i uczeni próbowali tym samym słowem nazwać różne „dziwne gady” znane z plotek, kronik i rysunków.
Kompendium strachu: „Gad o kociej głowie ”, Tatzelwurm, vol. 49
W jednej z klasycznych, XIX-wiecznych kompilacji folklorystycznych Altes und Neues vom Tatzelwurm z 1895 roku, autor podkreśla, że starszych źródeł trzeba szukać w Szwajcarii. Mówiono tam o „stollenwurmach”, czyli „wężach z krótkimi, klockowatymi nogami”. Opisy zawierały też detal kociej głowy, a pojawianie się stwora wiązano z dusznym dniem, zmianą pogody i nagłym „ wyjściem z górskiego terenu. W tych relacjach Stollenwurm potrafi być nie tylko osobliwy, ale i realnie groźny. Ma się wzbierać do ataku, wysuwać strzałkowato zwężony język z jadowitego pyska, próbować ofiarę owinąć ogonem i udusić. Według pasterskich wyobrażeń miał wysysać krowom mleko prosto na hali. Pojawiają się też praktyczne środki ochronne, np. wiara, że trzymanie na alpejskim wypasie białego koguta zabezpiecza przed napaścią
Kompendium strachu: „Gad o kociej głowie ”, Tatzelwurm, vol. 49
Opisom zachowania często towarzyszą efekty fizjologiczne i chemiczne, które brzmią jak próba wyjaśnienia, skąd bierze się groza. W jednej z relacji, gdy Tatzelwurm został postrzelony, kula jakby wpadła mu w przednie łapy, zaś skały wokół zostały opryskane zieloną trucizną. W innych przekazach powracają motywy wspólne dla wielu wersji. Atak poprzedzony nagłym wzbiciem się w powietrze i szarżą. Dźwięki przypominające gwizd lub pisk, sapanie oraz to, że stwór zabija nawet jeśli jego anatomia raz upodabnia go do kota, raz do węża. Czasem nawet liczba nóg potwora wahała się od dwóch do sześciu.
Kompendium strachu: „Gad o kociej głowie ”, Tatzelwurm, vol. 49
W nowszych, stricte badawczych ujęciach Tatzelwurm bywa nazywany wręcz „alpejskim fantomem”. Tradycja startuje od szwajcarskiego Stollenwurmu, potem przechodzi w austriackiego Tatzelwurmu. Rdzeniem przedstawienia staje się „kocogłowy wąż z krótkimi nogami”, tyle że w setkach przekazów, zmiennych jak pogoda w górach. Tę zmienność dobrze streszcza wątek z badań nad relacjami. Im więcej zgłoszeń i wariantów, tym trudniej złożyć z nich jeden stabilny portret stwora. Zamiast jednego zwierzęcia dostajemy raczej rodzinę obrazów, które kultura alpejska sklejała z dawnych smoków, lokalnych jaszczurek, myśliwskich anegdot i pasterskich lęków.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
„Kiedy człowiek próbuje tchnąć życie w taką imitację, przestaje liczyć się z tym, co w nim naprawdę ludzkie.”

- na motywach legend alpejskich
Sennentuntschi (wym. ZEN-en-tunczi) to jedna z najmroczniejszych legend alpejskich, znana w Szwajcarii, Liechtensteinie i części Tyrolu. Najczęściej opowiada się ją jako historię pasterkiej kukły. Grupa odciętych od świata górali na wysokiej hali lepi sobie z nudów i pożądania kobietę z miotły, szmat i słomy. Najpierw żartują, jedzą z nią przy stole, potem zaczynają ją bić i wykorzystywać. W pewnym momencie kukła ożywa i zamienia ich życie w koszmar.
Kompendium strachu: „Kukła z gór”, Sennentuntschi, vol. 47
W klasycznej wersji znanej jako „The Guschg Herdsmen’s Doll” (Guschger Sennpuppe) trzech pasterzy z alpejskiej hali Guschg robi sobie lalę z gałęzi, starych ubrań i słomy. Nadają jej imię, sadzają przy stole, mówią do niej, śmieją się, a z czasem traktują jak „kobietę na zastępstwo”. Kiedy lalka ożywa, początkowo spełnia ich wszystkie oczekiwania gotuje, sprząta, śpi z nimi. Pasterze są przekonani, że diabeł wysłuchał ich marzeń. Dopiero później zaczyna się zemsta.W niektórych wariantach dziewczyna zabija ich po kolei, w innych rozpłata skórę jednego z nich i robi z niej nową kukłę. Zawsze jednak historia kończy się śmiercią lub zaginięciem mężczyzn i zniszczeniem pastwiska.
Kompendium strachu: „Kukła z gór”, Sennentuntschi, vol. 47
Sam wygląd Sennentuntschi jest dość nieokreślony, bo w opowieściach „wychodzi z kukły". Zazwyczaj to młoda kobieta, początkowo milcząca, prawie nierozumna, jakby dopiero uczyła się ludzkiego ciała. Porusza się sztywno, nie zna słów, ale szybko opanowuje podstawowe czynności. Im więcej przemocy i upokorzeń doświadcza, tym bardziej „dziczeje”. Wpada w furię, kaleczy zwierzęta, niszczy obejście, w końcu zabija swoich „stwórców”. W wielu opisach nie mówi nic do samego końca, jedynym komunikatem są łzy, krzyk i sama przemoc. 
Kompendium strachu: „Kukła z gór”, Sennentuntschi, vol. 47
Legendy o Sennentuntschi badacze często porównują do mitu o Pigmalionie. Rzeźbiarzu, który zakochał się we własnym posągu, a bogini Afrodyta tchnęła w niego życie. Tyle że w alpejskiej wersji bajka kończy się bardzo źle. Górska lalka nie staje się kochającą żoną, tylko ucieleśnieniem win i lęków pasterzy. W nowoczesnych interpretacjach podkreśla się, że to opowieść o samotności i przemocy seksualnej w izolowanych społecznościach.

Sennentuntschi funkcjonuje dziś także w literaturze i teatrze. W latach 70. szwajcarski dramaturg Hansjörg Schneider napisał sztukę Sennentuntschi, która przenosi legendę na scenę i mocno podkreśla wątki cielesne oraz religijne. Spektakl wywołał skandal obyczajowy, a twórców oskarżano wręcz o pornografię, co pokazuje, jak mocno ten motyw uderza w wyobraźnię i tabu. Tekst sztuki do dziś uchodzi za drastyczny, ale ważny przykład „uwspółcześnienia” ludowej grozy
Kompendium strachu: „Kukła z gór”, Sennentuntschi, vol. 47
Co ciekawe, w szwajcarskich muzeach można zobaczyć  lalki zrobione przez pasterzy. Szwajcarskie Muzeum Narodowe wspomina o drewniano–szmacianej figurze z doliny Calanca (Masciadon), wysokiej ok. 40 cm, z włosami, ubraniem i wyraźnie zaznaczoną kobiecą sylwetką. To namacalny ślad zwyczaju, który stał za legendą, tworzenia kukieł towarzyszących ludziom żyjącym miesiącami w alpejskiej samotności.
Kompendium strachu: „Kukła z gór”, Sennentuntschi, vol. 47
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.081089973449707