,,Rachunek sumienia zamiast wstępu,,
Jest środek nocy. Z soboty na niedzielę ...Znowu mnie coś obudziło. Leżę , wzrok padł na plecak i w głowie zaczynają przewijać się wspomnienia. I naszła mnie refleksja. Nie wiem... Rachunek sumienia czy jakoś tak. Jak się to wszystko zaczęło ? .To był chyba 84 rok. Szósta czy Siódma klasa szkoły podstawowej. Kolega , który już się wtedy wspinał, w ramach podziękowań za pozwolenie odpisania zadania domowego , zabrał mnie w skałki Podlesickie. Tam zaszczepił we mnie miłość do wspinania. Pokazał co i jak. Spróbowałem i po chwili , odkryłem że nie tylko potrafię się utrzymać na tej pionowej ścianie ale i mogę przemieścić się do góry. Spodobało mi się to. Zacząłem jeździć z nim. Ogrodzieniec, Mirów, Rzędkowice. Potem , w czasie wakacji zrobiłem kurs skałkowy . Potem Tatrzański. Zdobyłem kartę taternika. I już całkowicie pochłonął mnie pionowy świat. Tatry ,Alpy , Kaukaz , Himalaje , Karakorum ..... Tyle dróg , tyle twarzy, tyle przyjaźni. Nieraz bywało śmiesznie , nieraz strasznie. Bywało też tragicznie. Poznałem wielu świetnych ludzi. Wielu z nich już na zawsze zostało w górach. Wielu już wzięło rozwód z górami
A i ja , wiele razy otarłem się o śmierć. Wiele razy przekraczałem świadomie lub nie , tę cienką linię .... Samotna wspinaczka żlebem Szczerby na północnej ścianie Giewontu , wypadek na północnej ścianie Matternhornu.. samotne wejście na Nanga Parbat po śmierci przyjaciela powyżej Srebrnego Siodła na drodze Hermana Buhla. Samotnie na Shissa Pangma. Teraz , po latach wiem że była to głupota , szaleństwo a nie odwaga Wiele razy prowokowałem Czarną Panią. Powinienem już dawno nie żyć. . Ponad 15 lat temu przestałem chodzić po górach . Po wypadku na Matternhornie. Cudem się udało że żyje i nie skończyłem na wózku. Dorobek ... Cztery ośmiotysięczniki , Ratownik ochotnik TOPR, Filar Freneya na Mt Blanc , Eiger, Cima Grande , Elbrus i wiele innych dróg i osiągnięć . Kierowca rajdowy. Motocyklista. Nie wszystkie plany zostały zrealizowane. Czasami z tarczą , czasami na tarczy... Przegadane noce w namiocie lub schronisku. Nie wszystko już pamiętam. Wspomnienia się zacierają, pamięć jest ulotna... A teraz ... Jestem już po pięćdziesiąte . Nie jestem już tak szalony jak kiedyś . Ani tak sprawny. Kiedyś wbiegałem na góry... Teraz szybciej dostaję zadyszki kiedy wchodzę po schodach. Ale po ponad piętnastu latach znowu coś mnie woła na górskie szlaki i ściany . Znowu jakaś wielka siła mnie tam ciągnie. Tam , na ten kamienny poligon . W górach ,nie jest ważne czy uda Ci się wejść na szczyt. Czy uda Ci się przejść jakąś trudną drogę na trudnej ścianie . Najważniejsze jest to , żeby wrócić żywym. Bo ... Zwyciężyć znaczy przeżyć. Bo dobry Taternik to , żywy Taternik. Bo dobry Taternik to , stary Taternik...
To ostatnie z przemyśleń i opowiadań Adama Ulewicza który jest autorem tych opowiadań, jeśli się przyjmie dodam więcej za jego zgodą. Tak nadal zyje