70
CAŁUN TURYŃSKI - DOWODY ZMARTWYCHWSTANIA

• Amerykańscy naukowcy z Instytutu Badań Kosmicznych NASA po serii skomplikowanych badań Całunu wydali oświadczenie, w którym stwierdzają: „Dla nas, uczonych, możliwość sfałszowania odbicia na Całunie byłaby większym cudem aniżeli Zmartwychwstanie Chrystusa, oznaczałaby bowiem, że cała nauka XX wieku nie dorównuje umysłowi fałszerza z XV w., co chyba jest niedorzecznością”.
• Naukowcy dzisiaj oceniają, iż prawdopodobieństwo tego, że Całun nie pochodził od ciała Jezusa Chrystusa, wynosi na 1 do 10 miliardów !
• Całun nie został namalowany! Ilość barwnika odkryta na płótnie nie wystarczyła by nawet do namalowania jednej kropli krwi znajdującej się na Całunie !
• Wizerunek Jezusa Chrystusa na Całunie nie posiada periodyczności, czyli „kierunkowości”, „powtarzalności” jakichkolwiek ruchów narzędzia nakładającego barwnik (barwnik, którego oczywiście nie było..). Oznacza to, że nie mógł namalować go żaden artysta, gdyż nie można namalować obrazu bez użycia pędzla ani barwnika !
• Z odległości do 90 cm wizerunek Jezusa niknie. To również wyklucza namalowanie obrazu. Malarz nie mógłby malować w momencie, gdyby nie widział, a nie jest w stanie malować z odległości większej niż zasięg ręki !
• Wizerunek Chrystusa odbił się jedynie na powierzchownej warstwie płótna, nie wnikając w ogóle w wewnętrzne struktury materiału. Na całej powierzchni obraz jest niewiarygodnie delikatny, ma zaledwie 40 mikronów grubości ! A mimo to – co wykazały badania przeprowadzone przy użyciu aparatury do badań kosmicznych – jest obrazem trójwymiarowym! Jest zaledwie muśnięciem, odpowiadającym grubości ściany komórkowej pojedynczego włókna materiału!
• Kolejny i niemożliwy do wyjaśnienia fakt - brak jest śladów odrywania ciała Chrystusa od płótna - nie ma śladów przesunięcia drobinek krwi, które MUSIAŁYBY wystąpić, gdyby Tego martwego człowieka z Całunu ściągano. Cokolwiek, jeśli odrywa się z zaschniętej rany, nie odpada pod idealnym kątem prostym. To jest niemożliwe. Zawsze pod mikroskopem widać przesunięcia w różnych kierunkach !
• Badania genetyczne potwierdzają, że krew na Całunie ma 2000 lat !
• Ślady krwi, co również jest niewytłumaczalne, są nadal czerwone !
• Odnaleziona na nim krew składa się z hemoglobiny i daje pozytywny test na obecność surowicy i albumin, a więc bez wątpienia należy do człowieka !
• Badania genetyczne krwinek z Całunu, które przeprowadzili specjaliści od badań DNA, w sposób jednoznaczny datują wiek krwinek, a tym samym także wiek Całunu na pierwsze stulecie naszej ery, na czasy życia Jezusa Chrystusa !
• Ujawniono, że w skład substancji wizerunku wchodzi bilirubina. Wątroba rzadko uwalnia tą substancję do krwi. Dzieje się tak np. podczas ogromnego wysiłku jaki mógł być w czasie męki.
• Układ plam krwi na Całunie był identyczny jak na Chuście z Oviedo ! Nie ma dziś wątpliwości, że oba te płótna okrywały tę samą osobę, tylko w innych momentach. Wszystkie ślady pozostawione na obu materiałach zgodne są również z biblijnym opisem męki, śmierci i pogrzebu Jezusa Chrystusa !
• Na całunie występuje grupa krwi AB. Grupę AB ma jedynie u 4-5% populacji ludzkiej, najczęściej natomiast jest spotykana wśród Żydów (18%)
• Ślady na całunie zostały porównane z Tuniką z Argeneuil, gdzie pokrywały się z ranami na Całunie Turyńskim na plecach. Również ślady z Całunu Turyńskiego, Całunu z Manopello i Chusty z Oviedo idealnie się pokrywają !
• Na powiekach Jezusa Chrystusa odkryto dwie monety z brązu o średnicy 15 milimetrów. Pochodzą one z szesnastego roku panowania Tyberiusza, tzn. z roku 29-30 n.e. Po jej powiększeniu mikroskopem elektronowym okazało się, że to jest lepton Piłata. Leptony były bite w czasie, kiedy Piłat był namiestnikiem Palestyny, w latach 26 do 36 n.e. Jest również na niej napisane (w języku łacińskim): Cesarzowi Tyberiuszowi.
Całun v1
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
10
„Nie jestem bardzo wierząca, ale jak inaczej spojrzeć na to, czego doświadczyliśmy, jak nie na wielkanocny cud?” – mówi matka chłopca.
W2016 r. nie dawano mu najmniejszych szans i chciano odłączyć od aparatury podtrzymującej życie. Dzisiaj Dylan jest zdrowy, a mama nazywa go „wielkanocnym cudem”.

Nie miał prawa przeżyć
Według lekarzy Dylan Askin nie miał prawa przeżyć. Organizm dwulatka zaatakował bardzo rzadki i zarazem agresywny rak. Diagnoza brzmiała – histiocytoza z komórek Langerhansa. Cysty rakowe zżerały płuca. W piorunującym tempie rozrastały się, doprowadzając chłopca do całkowitej niewydolności oddechowej.

Maluch nie był w stanie samodzielnie wziąć choćby najmniejszego oddechu. Przez kilka miesięcy był wentylowany. Organizm chłopca nie odpowiadał na żadną z wdrażanych terapii. Po badaniach przeprowadzonych w Queens Medical Hospital w Nottingham, gdzie Dylan był leczony, stwierdzono, że aż 80 proc. jego płuc zaatakowanych jest przez raka. Wdało się jeszcze bakteryjne zapalenie płuc, powodując kolejne powikłania w postaci bardzo wysokiej gorączki.


Odłączyć od aparatury
Lekarze stwierdzili, że dalsza terapia nie przyniesie polepszenia stanu zdrowia i zdecydowali o odłączeniu dziecka od aparatury podtrzymującej życie, uznając jego dalsze leczenie za uporczywą terapię. Po chwilach buntu zgodzili się na to także rodzice. 36-letni Mike i 29-letnia Kerry wyznali, że nie mogli już patrzeć na cierpienie swego synka. Postanowili go jednak pięknie pożegnać.

25 marca 2016 r. do szpitala przyjechała cała najbliższa rodzina i przyjaciele. Odbył się chrzest Dylana podłączonego do skomplikowanej aparatury medycznej, plątaniny tub i rurek. Wzruszającej ceremonii towarzyszył miarowy szum respiratora. Nikt wówczas o tym nie myślał, ale był to Wielki Piątek.

Niedziela prawdziwego zmartwychwstania
Wyznaczono datę odłączenia Dylana od machinerii pomagającej mu oddychać. Przy jego łóżku stali rodzice, trzymając synka za ręce. Pielęgniarka zaczęła powoli podawać leki uśmierzające. Lekarz spoglądał na monitor pokazujący pracę serca i poziom saturacji. Na jego twarzy pojawił się szok, gdy nagle zaczął odczytywać totalnie inne parametry.

Dylan zaczął się budzić, jego serce normalnie pracować, a saturacja wróciła do normy zdrowego człowieka… Wstrzymano procedurę. Wszyscy byli w szoku. Matka płakała. Niespodziewane przez nikogo polepszenie stanu zdrowia okazało się zaskakujące, ale i trwałe. Była Niedziela Zmartwychwstania.

W ciągu następnych dni stan chłopca na tyle się poprawił, że 16 maja został wypisany ze szpitala i wrócił do domu. W kolejnych miesiącach przeszedł chemioterapię. W 2018 r. brytyjscy lekarze autorytatywnie stwierdzili, że jest całkowicie zdrowy. Stąd dopiero teraz świat dowiedział się o tym wielkanocnym cudzie.

Tak to, co się wydarzyło, nazywa mama Dylana:

Nie jestem bardzo wierząca, ale jak inaczej spojrzeć na to, czego doświadczyliśmy, jak nie na wielkanocny cud? – mówi wzruszona kobieta. – Starszemu z moich synów, Bryce’owi, powiedziałam, że Dylan zrobił to, co Jezus: po czasie męki i śmierci powstał z martwych.

Dla całej rodziny Askin Wielkanoc już na zawsze będzie oznaczała podwójne zmartwychwstanie.



https://pl.aleteia.org/2018/04/06/wielkanocny-cud-lekarze-odlaczyli-chlopca-od-aparatury-a-on-zmartwychwstal/?fbclid=IwAR0JnsvlKRVwvN4TAv2MQ7JpKcEjcBT2Sl-ND1dZRDUd84UKmNWE0VH0LWw&utm_medium=aleteiapl&utm_source=facebook
CUd?
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.07561206817627