20
Z nudów w robocie czytałem sobie o tym jak próbowano mierzyć prędkość światła. W tekście zrobiłem pewnie masę błędów, bo żaden ze mnie ekspert i kończyłem podstawówkę a nie fizykę, więc zachęcam do komentowania i poprawiania mnie.
Już w starożytności filozofowie filozofowali, że prędkość światła musi być skończona. Bez dowodów, tylko na zasadzie ,,trust me bro". Jako, że nie było za bardzo dowodów, to przyjmowano że prędkość jest raczej nieskończona.
Potem pewnie każdy słyszał o eksperymencie Galileusza, z światełkami i wieżami. Na jednej wieży był chłop z latarnią a na drugiej też chłop który miał reagować na gaśnięcie i zapalanie się światła. Błąd pomiarowy i niewielkie odległości nie pozwalały na zbadanie tej prędkości. Potem stwierdził ,,wsm to nwm, raczej nieskończona, ale jak nie jest to pewnie jest w chuj duża".
Inni uczeni próbowali powtarzać jego eksperyment, ale efekt ten sam.
W kolejnych wiekach był sobie taki Ole Rømer no i po obserwacji Jowisza pisał ,,HALO CZEMU ZAĆMIENIA JOWISZA SĄ W RÓŻNYM CZASIE W ZALEŻNOŚCI OD ODLEGŁOŚCI ZIEMI OD JOWISZA!?!? To ta prędkość światła chyba jest skończona nie?" No i wszyscy pisali mu że albo głupi albo pierdolnięty, ale potem przyszedł taki płodny, ale bezdzietny pan ze śmiesznym nazwiskiem Christiaan Huygens, wziął te jego prace opisujące zjawisko no i licząc po prostu drogę przez czas wyszło mu 220000km/s. Jeszcze nie uważano tego za pełnoprawny dowód, ale coś już próbowano liczyć.
Już w starożytności filozofowie filozofowali, że prędkość światła musi być skończona. Bez dowodów, tylko na zasadzie ,,trust me bro". Jako, że nie było za bardzo dowodów, to przyjmowano że prędkość jest raczej nieskończona.
Potem pewnie każdy słyszał o eksperymencie Galileusza, z światełkami i wieżami. Na jednej wieży był chłop z latarnią a na drugiej też chłop który miał reagować na gaśnięcie i zapalanie się światła. Błąd pomiarowy i niewielkie odległości nie pozwalały na zbadanie tej prędkości. Potem stwierdził ,,wsm to nwm, raczej nieskończona, ale jak nie jest to pewnie jest w chuj duża".
Inni uczeni próbowali powtarzać jego eksperyment, ale efekt ten sam.
W kolejnych wiekach był sobie taki Ole Rømer no i po obserwacji Jowisza pisał ,,HALO CZEMU ZAĆMIENIA JOWISZA SĄ W RÓŻNYM CZASIE W ZALEŻNOŚCI OD ODLEGŁOŚCI ZIEMI OD JOWISZA!?!? To ta prędkość światła chyba jest skończona nie?" No i wszyscy pisali mu że albo głupi albo pierdolnięty, ale potem przyszedł taki płodny, ale bezdzietny pan ze śmiesznym nazwiskiem Christiaan Huygens, wziął te jego prace opisujące zjawisko no i licząc po prostu drogę przez czas wyszło mu 220000km/s. Jeszcze nie uważano tego za pełnoprawny dowód, ale coś już próbowano liczyć.
W tym też okresie szukano też paralaksy gwiazd w celu potwierdzenia piekłocentrycznej teorii Kopernika, ale dostępne metody utrudniały na precyzyjne określenie jej.
Większość chyba wie co to paralaksa. Jak nie, to wyciągnij paluch przed siebie i zamknij jedno oko. Następnie zamknij oko. Palec pozornie się przesuwa, bo miejsce z którego obserwujemy się zmienia (raz jedno raz drugie oko). No to gwiazdy też powinny się przesuwać gdyby ziemia popylała wokół słońca i zmieniała położenie.
Był taki chop w 1727 James Bradley (pewnie ten co wymyślił BWP Bradley) i pewnie też szukał paralaksy. No ale się nie zgadzało, bo zjawisko było zbyt duże niż zakładano i takie same dla wszystkich gwiazd na niebie (tzn inaczej wygląda na różnej wysokości kątowej na niebie, ale wielkość efektu jest niezależna od odległości gwiazdy). Paralaksa powinna być różna w zależności od odległości gwiazd, ale tak nie było. Były 3 wytłumaczenia.
1: żyjemy w symulacji i to żydowski spisek
2: otacza nas stosunkowo blisko sferyczna kopuła z diodami LED
3: Prędkość światła jest skończona, a ziemia krąży wokół słońca a to jest tego efekt
Hipoteza 1 odpada bo żydów wypędzano i palono profilaktycznie, 2 też bo nie znano jeszcze diod LED Więc zostaje hipoteza 3.
W tej hipotezie trzeba założyć że odległości gwiazd są różne aby nie było można tego wytłumaczyć paralaksą i że prędkość światła jest skończona, bo gdyby nie była to efektu by nie było.
No ale jak to działa niby?
Wyobraźmy sobie że pada deszcz bez wpływu wiatru, pionowo w dół ze skończoną prędkością. Leje nam na łeb i na ziemię. Jak zaczyniemy się poruszać, to prędkość względna się zmieni a nam będzie się wydawać że krople lecą w naszą stronę i będzie lać nam na twarz. Jak zaczniemy robić kółka jak ziemia po orbicie i spojrzymy w górę, to będzie nam się wydawać że deszcz robi kółka razem z nami. Gdyby deszcz spadał z nieskończoną prędkością, to natychmiast krople spadałyby nam na głowę i ziemię a efektu byśmy nie obserwowali
Wytłumaczenie oparte jest na tłumaczeniu klasycznym, bo jest prostsze niż relatywistyczne. Wytłumaczenie według szczególnej teorii względności jest dokładniejsze i zakłada, że to źródło światła się porusza + daje możliwość precyzyjnego obliczenia faktycznego położenia obiektu, ale o tym może kiedyś.
Efekt aberracji jest taki sam dla wszystkich gwiazd, bo wynika tylko z prędkości i kierunku ruchu, a nie odległości. Liczy się każdy ruch obserwatora np. obrót ziemii wokół własnej osi, układu słonecznego wokół centrum galaktyki itp. ale ważny jest tutaj dla nas ruch ziemii wokół słońca.
Aberracja udowodniła, że ziemia krąży wokół słońca i że prędkość światła jest skończona. Na tej podstawie było można wyprowadzić wzór za pomocą którego było można obliczyć prędkość światła za pomocą prędkości orbitalnej i kąta aberracji. Kiedy poznano kilka dekad później odległość ziemii od słońca i było można obliczyć prędkość orbitalną, prędkość światła wg obliczeń wyniosła wtedy około 300000km/s co było bardzo blisko faktycznej wartości.
Większość chyba wie co to paralaksa. Jak nie, to wyciągnij paluch przed siebie i zamknij jedno oko. Następnie zamknij oko. Palec pozornie się przesuwa, bo miejsce z którego obserwujemy się zmienia (raz jedno raz drugie oko). No to gwiazdy też powinny się przesuwać gdyby ziemia popylała wokół słońca i zmieniała położenie.
Był taki chop w 1727 James Bradley (pewnie ten co wymyślił BWP Bradley) i pewnie też szukał paralaksy. No ale się nie zgadzało, bo zjawisko było zbyt duże niż zakładano i takie same dla wszystkich gwiazd na niebie (tzn inaczej wygląda na różnej wysokości kątowej na niebie, ale wielkość efektu jest niezależna od odległości gwiazdy). Paralaksa powinna być różna w zależności od odległości gwiazd, ale tak nie było. Były 3 wytłumaczenia.
1: żyjemy w symulacji i to żydowski spisek
2: otacza nas stosunkowo blisko sferyczna kopuła z diodami LED
3: Prędkość światła jest skończona, a ziemia krąży wokół słońca a to jest tego efekt
Hipoteza 1 odpada bo żydów wypędzano i palono profilaktycznie, 2 też bo nie znano jeszcze diod LED Więc zostaje hipoteza 3.
W tej hipotezie trzeba założyć że odległości gwiazd są różne aby nie było można tego wytłumaczyć paralaksą i że prędkość światła jest skończona, bo gdyby nie była to efektu by nie było.
No ale jak to działa niby?
Wyobraźmy sobie że pada deszcz bez wpływu wiatru, pionowo w dół ze skończoną prędkością. Leje nam na łeb i na ziemię. Jak zaczyniemy się poruszać, to prędkość względna się zmieni a nam będzie się wydawać że krople lecą w naszą stronę i będzie lać nam na twarz. Jak zaczniemy robić kółka jak ziemia po orbicie i spojrzymy w górę, to będzie nam się wydawać że deszcz robi kółka razem z nami. Gdyby deszcz spadał z nieskończoną prędkością, to natychmiast krople spadałyby nam na głowę i ziemię a efektu byśmy nie obserwowali
Wytłumaczenie oparte jest na tłumaczeniu klasycznym, bo jest prostsze niż relatywistyczne. Wytłumaczenie według szczególnej teorii względności jest dokładniejsze i zakłada, że to źródło światła się porusza + daje możliwość precyzyjnego obliczenia faktycznego położenia obiektu, ale o tym może kiedyś.
Efekt aberracji jest taki sam dla wszystkich gwiazd, bo wynika tylko z prędkości i kierunku ruchu, a nie odległości. Liczy się każdy ruch obserwatora np. obrót ziemii wokół własnej osi, układu słonecznego wokół centrum galaktyki itp. ale ważny jest tutaj dla nas ruch ziemii wokół słońca.
Aberracja udowodniła, że ziemia krąży wokół słońca i że prędkość światła jest skończona. Na tej podstawie było można wyprowadzić wzór za pomocą którego było można obliczyć prędkość światła za pomocą prędkości orbitalnej i kąta aberracji. Kiedy poznano kilka dekad później odległość ziemii od słońca i było można obliczyć prędkość orbitalną, prędkość światła wg obliczeń wyniosła wtedy około 300000km/s co było bardzo blisko faktycznej wartości.
Następnie przyszedł czas na pierwsze pomiary labolatoryjne. Arnando Fizeau wymyślił sobie prościutką metodę kiedy akurat odwiedzał starego. Na dzwonnicy dał światełko, i przepuszczał je przez koło zębate. Za kołem było lustro (8km od źródła). Koło wprawiano w ruch aż przy pewnej prędkości obraz powrotny światła przestawał być widoczny, bo światło po odbiciu od lustra w drodze powrotnej uderzało w ząb koła nie przechodząc dalej. Znając prędkość obrotową koła przy której wiązka znikała, odległość, liczbę i szerokość szczelin między zębami dało się obliczyć w ten sposób prędkość światła. Nie była to najdokładniejsza metoda, ale pierwsza którą było można mierzyć C na ziemii. Wyszło mu jakoś 315000km/s
Potem metodę udoskonalano zwiększając odległość i ilość zębów aż przyszedł pan Focault (ten od wahadła fuko co było w jednym odcinku o płaskiej ziemi u skyfana), wyjebał koło zębate i zastąpił obracającym się lustrem. Zasada podobna. Tzn skorzystał z koncepcji, którą zasugerował jakiś arago.
Jak znamy prędkość obrotową lustra i odległości przy jakiej wiązka znika, albo jak bardzo się przesuwa to można z tego policzyć prędkość światła. Światło powracające do obracającego się lustra pada na nie pod trochę innym kątem niż wcześniej odbite. Precyzja zwiększona, bo nie musimy się aż tak martwić o precyzję wykonania koła i pomiar jest bardziej ciągły bo mierzymy przesunięcie wiązki zależne od prędkości obrotowej lustra. Przy dzisiejszej technologii ta metoda daje około 1% błędu pomiarowego. Fuko tą metodą wyznaczył prędkość światła na 298000km/s. Wykorzystywano tą metodę też do sprawdzenia czy w wodzie światło ma inną prędkość. Jak wiadomo ma mniejszą.
Wygenerowany obrazek metody focaulta jest średni więc wstawiam kradziony uproszczony i z chata gpt bo ma ładny opis i wzory. Światło po odbiciu o obracające się lustro powinno polecieć do innego lustra i po odbiciu wrócić znowu do obracającego się lustra i wtedy już do obsterwatora. Wtedy światło odbite od i wracające do obracającego się lustra pada pod różnym kątem.
W tej metodzie dokładając lustra w odpowiedni sposób można łatwo zwiększać drogę światłu zwiększając precyzję.
Potem metodę udoskonalano zwiększając odległość i ilość zębów aż przyszedł pan Focault (ten od wahadła fuko co było w jednym odcinku o płaskiej ziemi u skyfana), wyjebał koło zębate i zastąpił obracającym się lustrem. Zasada podobna. Tzn skorzystał z koncepcji, którą zasugerował jakiś arago.
Jak znamy prędkość obrotową lustra i odległości przy jakiej wiązka znika, albo jak bardzo się przesuwa to można z tego policzyć prędkość światła. Światło powracające do obracającego się lustra pada na nie pod trochę innym kątem niż wcześniej odbite. Precyzja zwiększona, bo nie musimy się aż tak martwić o precyzję wykonania koła i pomiar jest bardziej ciągły bo mierzymy przesunięcie wiązki zależne od prędkości obrotowej lustra. Przy dzisiejszej technologii ta metoda daje około 1% błędu pomiarowego. Fuko tą metodą wyznaczył prędkość światła na 298000km/s. Wykorzystywano tą metodę też do sprawdzenia czy w wodzie światło ma inną prędkość. Jak wiadomo ma mniejszą.
Wygenerowany obrazek metody focaulta jest średni więc wstawiam kradziony uproszczony i z chata gpt bo ma ładny opis i wzory. Światło po odbiciu o obracające się lustro powinno polecieć do innego lustra i po odbiciu wrócić znowu do obracającego się lustra i wtedy już do obsterwatora. Wtedy światło odbite od i wracające do obracającego się lustra pada pod różnym kątem.
W tej metodzie dokładając lustra w odpowiedni sposób można łatwo zwiększać drogę światłu zwiększając precyzję.
No to teraz metody ,,współczesne"
Dzięki rozwoju technologii i opracowaniu teorii elektromagnetyzmu Louis Essen i Gordon (ten z half life). Pomyśleli w 1946 żeby taką naukową mikrofalówkę (rezonator wnękowy) wykorzystać do pomiaru C. Pomylili się wtedy o 9km/s. Jak wiadomo fale od radiowych przez mikrofale po promieniowanie gamma to tak jakby światło.
Teoria Maxwella (taka postać z Don't Starve) mówi, że fala elektromagnetyczna rozchodzi się z prędkością światła. Dlatego długość fali zmienia się wraz z częstotliwością. Fale ugułem ze sobą interferują, znoszą się, rezonują itp i można to wykorzystać. Długość fali, to długość po której fala wraca do tej samej fazy.
Wnętrze mikforali musi być precyzyjnie wykonane. Jak znamy jej dokładne wymiary i częstotliwość mierzoną elektronicznie, to możemy zmierzyć długość fali. Musimy zmierzyć n czyli ilość trybów fali. n to jest tak jakby ilość połówek fali jaka się mieści w mikrofalówce. Powinna być taka sama jak ilość maksymalnych wychyleń fali. Można to zmierzyć sondą w mikrofali i mierząc natężenie pola elektromagnetycznego w środku.
Jak już znamy ilość trybów jaka się mieści w środku, częstotliwość zmierzoną elektronicznie i wielkość przyrządu, to podstawiając do wzoru powinniśmy znać długość fali a z tego już można policzyć prędkość światła.
I MOŻNA TĄ METODĘ WYKORZYSTAĆ W DOMU.
Tzn. podobną chyba że chce wam się liczyć ilość trybów itp. W mikrofali powstaje fala stojąca.
wypierdalacie talerzyk z mikrofali żeby się nie kręciło, wpierdalacie coś co się topi np. czekolada, ser, masło itp. żarcie najszybciej się nagrzewa w miejscach z największym wychyleniem fali. Dlatego jak tylko się nadtopi to mierzycie odległość między dwoma stopieniami. Zmierzyliście 1 tryb czyli jakby pół fali. Dajecie to x2, Przeliczacie na metry, patrzycie z jaką częstotliwością pracuje wasza mikrofalówka (pamiętajcie o przedrostkach. Przeliczacie MHz na Hz. Pewnie 2450MHz) no i ze wzoru C=długość fali×częstotliwość wychodzi wam C w m/s.
Obrazek chujowy bo nie znalazłem fajnego schematu działania a jeszcze AI się buntuje i odmawia generowania obrazków więc tu łatwiej zrozumieć chyba opis niż schemat.
Dzięki rozwoju technologii i opracowaniu teorii elektromagnetyzmu Louis Essen i Gordon (ten z half life). Pomyśleli w 1946 żeby taką naukową mikrofalówkę (rezonator wnękowy) wykorzystać do pomiaru C. Pomylili się wtedy o 9km/s. Jak wiadomo fale od radiowych przez mikrofale po promieniowanie gamma to tak jakby światło.
Teoria Maxwella (taka postać z Don't Starve) mówi, że fala elektromagnetyczna rozchodzi się z prędkością światła. Dlatego długość fali zmienia się wraz z częstotliwością. Fale ugułem ze sobą interferują, znoszą się, rezonują itp i można to wykorzystać. Długość fali, to długość po której fala wraca do tej samej fazy.
Wnętrze mikforali musi być precyzyjnie wykonane. Jak znamy jej dokładne wymiary i częstotliwość mierzoną elektronicznie, to możemy zmierzyć długość fali. Musimy zmierzyć n czyli ilość trybów fali. n to jest tak jakby ilość połówek fali jaka się mieści w mikrofalówce. Powinna być taka sama jak ilość maksymalnych wychyleń fali. Można to zmierzyć sondą w mikrofali i mierząc natężenie pola elektromagnetycznego w środku.
Jak już znamy ilość trybów jaka się mieści w środku, częstotliwość zmierzoną elektronicznie i wielkość przyrządu, to podstawiając do wzoru powinniśmy znać długość fali a z tego już można policzyć prędkość światła.
I MOŻNA TĄ METODĘ WYKORZYSTAĆ W DOMU.
Tzn. podobną chyba że chce wam się liczyć ilość trybów itp. W mikrofali powstaje fala stojąca.
wypierdalacie talerzyk z mikrofali żeby się nie kręciło, wpierdalacie coś co się topi np. czekolada, ser, masło itp. żarcie najszybciej się nagrzewa w miejscach z największym wychyleniem fali. Dlatego jak tylko się nadtopi to mierzycie odległość między dwoma stopieniami. Zmierzyliście 1 tryb czyli jakby pół fali. Dajecie to x2, Przeliczacie na metry, patrzycie z jaką częstotliwością pracuje wasza mikrofalówka (pamiętajcie o przedrostkach. Przeliczacie MHz na Hz. Pewnie 2450MHz) no i ze wzoru C=długość fali×częstotliwość wychodzi wam C w m/s.
Obrazek chujowy bo nie znalazłem fajnego schematu działania a jeszcze AI się buntuje i odmawia generowania obrazków więc tu łatwiej zrozumieć chyba opis niż schemat.
No a potem zrobiono interferometry. Wsm też głównie chodziło o zmierzenie długości fali.
Częstotliwość fali zazwyczaj znamy. Rozdzielamy skupioną wiązkę na 2 a potem robimy tak żeby się złączyły. Poruszamy jedynym lusterkiem żeby obserwować jak interferują ze sobą. W ten sposób mierzymy długość fali i z tego liczymy C. Im wyższa częstotliwość tym podobno większa precyzja, ale ciężej ustalić samą stałą częstotliwość chodź niby są sposoby żeby to obejść. Jak nie było laserów to tak robiono z wiązkami niższych częstotliwości.
Potem jeszcze zmieniono definicję metra żeby była ładna okrągła liczba no i C=299 792 458 m/s
Częstotliwość fali zazwyczaj znamy. Rozdzielamy skupioną wiązkę na 2 a potem robimy tak żeby się złączyły. Poruszamy jedynym lusterkiem żeby obserwować jak interferują ze sobą. W ten sposób mierzymy długość fali i z tego liczymy C. Im wyższa częstotliwość tym podobno większa precyzja, ale ciężej ustalić samą stałą częstotliwość chodź niby są sposoby żeby to obejść. Jak nie było laserów to tak robiono z wiązkami niższych częstotliwości.
Potem jeszcze zmieniono definicję metra żeby była ładna okrągła liczba no i C=299 792 458 m/s
A tak wgl to Einstein założył, że prędkość światła w próżni jest zawsze taka sama dla każdego obserwatora niezależnie od prędkości i kierunku poruszania się obserwatora i źródła światła. Czasoprzestrzeń ciągle będzie robić fikołki żeby C dla każdego obserwatora wynosiła tyle samo niezależnie od jego prędkości w przestrzeni czy czasie aby chronić ciąg przyczynowo-skutkowy, ale to nie tematy na dzisiaj tym bardziej że pewnie bredzę.
Wypierdalam.
Wypierdalam.