Walka z islamizacją Europy

33
Europa utraciła wiarę w samą siebie – nie tylko chrześcijaństwo, ale w ogóle sens, ofiarę i odpowiedzialność międzypokoleniową. Islam nie jest przyczyną tego kryzysu, lecz jednym z jego skutków. Kluczowe pytanie nie brzmi więc: kto jest winny, ale czy chrześcijaństwo w Europie ma jeszcze odwagę być wymagające, czy potrafi być czymś więcej niż tradycją lub etyką i czy znajdą się ludzie, którzy będą je realnie żyć, a nie tylko wspominać.

Rozwój ekonomiczny sprawił, że żyjemy wygodnie i dostatnio. Bóg przestał być „potrzebny” bogatym i sytym. W tej próżni duchowej pojawia się islam – nie dlatego, że jest prawdziwszy, ale dlatego, że jest spójniejszy. Daje jasne reguły, nie negocjuje prawdy i tworzy silną wspólnotę. To dokładnie te elementy, z których Europa dobrowolnie zrezygnowała.

Jeśli Europa ulegnie islamowi, nie stanie się tak dlatego, że islam jest silny, lecz dlatego, że Europa przestanie być czymkolwiek. Pusta cywilizacja zawsze zostaje zastąpiona przez tę, która jeszcze wierzy w sens istnienia, granice i ofiarę. Paradoksalnie chrześcijaństwo nigdy nie rozwijało się w dobrobycie – rosło w czasach prześladowań, po upadkach imperiów i w chaosie. Jeśli więc nadejdzie kryzys, wiara może wrócić, ale już nie masowo – raczej jako mniejszościowa, twarda i wymagająca.

Być może to, co dziś umiera, nie jest chrześcijaństwem, lecz jego uproszczona forma: świąteczna, bez wyrzeczeń, sprowadzona do folkloru. To, co zostanie, będzie mniejsze, ale prawdziwsze – i historia pokazuje, że to wystarcza, by z czasem coś odbudować.

Kluczowe jest nie negocjowanie prawdy. Religia, która zaczyna negocjować prawdę, przestaje być religią, a staje się ofertą światopoglądową – a oferta zawsze przegra z wygodą. Gdy grzech staje się „kontekstualny”, dogmat „symboliczny”, a przykazania „do reinterpretacji”, komunikat brzmi: możesz, ale nie musisz. Człowiek w dobrobycie zawsze wybierze „nie muszę”.

Pierwotne chrześcijaństwo było absolutne i wymagające. Dziś często redukuje się je do hasła „ważne, żeby być dobrym człowiekiem”, co jest raczej etyką humanistyczną niż wiarą. Problemem Kościoła nie jest surowość, lecz niejednoznaczność. Ludzie są w stanie żyć według trudnych zasad, jeśli są jasne, spójne i uznane za prawdziwe.

To nie Kościół przegrywa – przegrywa społeczeństwo, które od niego odchodzi. Kościół może istnieć jako mniejszość. Społeczeństwo bez fundamentu prawdy nie potrafi stawiać granic, nie ma przyszłości demograficznej i nie umie się bronić. Islam nie jest tu zagrożeniem, lecz lustrem, w którym Europa widzi własną pustkę.

Nie da się już cofnąć tego procesu w skali całych społeczeństw. Da się to zrobić w skali osób, rodzin i małych wspólnot. Tak chrześcijaństwo zawsze wracało. Zaczyna się wtedy, gdy człowiek przestaje pytać, czy wiara mu „pasuje”, a zaczyna pytać, czy jest prawdziwa – i podporządkowuje jej swoje życie. To nie jest droga dla wielu. Nigdy nie była. A więc wojna?
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.10614395141602