Wszysytkie polskie końce świata

11
Choć we wiadomościach mamy kolejne rozdziały Armageddonu, to warto pamiętać, że niewiele da się z tym zrobić, a papierowa książka nie potrzebuje baterii ani dostępu do netu. Do schronu jak znalazł.
Lata 80. i 90. ubiegłego wieku w Polsce zaznaczyły się szczególną literaturą (post)apokaliptyczną, która pojawiała się głównie w obrębie SF. Powstałe ówcześnie dzieła były efektem splotu kilku czynników; lęku przed wojną nuklearną, końca siemięrżnego komunizmu, upadku państw ościennych i zderzenia z psującą się już wówczas kulturą Zachodu. Polska fantastyka z tego okresu często była bardziej filozoficzna niż przygodowa w przeciwieństwie do modnych wtedy nurtów. Poniżej kilka ulubionych pozycji:
Wszysytkie polskie końce świata
"Druga jesień": Żwikiewicz to specyficzna postać, a jego deliryczna proza ma swój rytm i urok. "Druga Jesień" to zapis „alienformowania” Ziemi przez inną cywilizację, dynamicznego organicznego, przekształcenia całej biosfery w zupełnie odmienne formy. Zniszczenie całego znanego świata odbywa się niejako przy okazji, jako efekt uboczny. Destrukcja nie jest przy tym kompletna i nieodwracalna. 
Wszysytkie polskie końce świata
"Apokalipsta wg pana Jana" Schmidta. Mamy tu Wrocław jako ostoję cywilizacji, choroby popromienne, walkę o zasoby, epicką walkę z nadciągającym wrogiem oraz granicę polsko-chińską. Wszystko okraszone posępnym humorem i filozofią. Czego można chcieć więcej? No może tego, żeby książka nie urywała się w połowie.
Wszysytkie polskie końce świata
"Czerwony żar", "El Niño 2035", "Noteka", krótkie formy Lewandowskiego często sięgają po motyw końca dziejów.
Do tego wszystkiego należy oczywiście wymienić książki i opowiadania Dukaja, Zajdla, Ziemianskiego budujące niepowtarzalny klimat rodzimego postapo.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Ciekawostki Warhammera 40.000, część 2: Dzieci Śmiejącego się Boga

1
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 2: Dzieci Śmiejącego się Boga
Zeznanie skryby ekspedycji Ordo Xenos, Arkadius Vhalor, spisane przed egzekucją. 

Datowane na: M41.998.015
W mroku galaktyki, w której prawda o starożytnym imperium jest już tylko kosmicznym pyłem, a pamięć wykuta w ogniu gwiazd dawno wyblakła, w zakamarkach Pajęczego Traktu wciąż trwa tajemniczy sakrament. Jego celebranci są przeodziani w maski imitujące śmiech i rozpacz, dysonans pomiędzy dniem a nocą. Ich scena nie stoi ani w pałacu, ani w amfiteatrze. Biegnie wzdłuż Pajęczego Traktu, poprzez zimne skorupy martwych światów. Odwiedzają sale tronowe gargantuicznych Światostatków, jak i mroczne korytarze, które nigdy nie powinny zaznać światła. Nazywani są Arlekinami, wojownikami i śmiechem swego boga, który rozcina tkaninę rzeczywistości.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 2: Dzieci Śmiejącego się Boga
W świecie starożytnej, wymierającej rasy Aeldari teatr nie jest jedynie rozrywką. Jest bronią, egzorcyzmem, rytem, który pozwala dotknąć tego, co nie powinno zostać nazwane, i poczuć to w każdej cząstce. Arlekini nie istnieją po to, by pocieszać, lecz by pamiętać i przypominać. Ich dzieło jest mechanizmem obronnym upadłej cywilizacji, tej, która nie może pozwolić sobie na zapomnienie. Upadek ma w każdej duszy Aeldari pulsować jak niezagojona rana, raz za razem otwierana, by nie została stłumiona. Jak pleśń rozrastająca się w ich wnętrzu, jak skaza Osnowy, którą poskromić może jedynie wieczna pamięć.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 2: Dzieci Śmiejącego się Boga
Taki właśnie cel ma Saedath, święte przedstawienie Arlekinów. Nie jest to do końca epos ani zwyczajny rytuał. To żywa pamięć o chwale, pysze, zdradzie, śmierci bogów i narodzinach głodu, którego nie da się nasycić. Najważniejszą częścią jest Taniec o Upadku, opowieść o chwili, w której Aeldari sięgnęli tak daleko w ekstazę i pragnienie, że rzeczywistość pękła. Z powstałej, pulsującej rany wynurzyła się Ona, Ta Która Pragnie. Drapieżnik, bóg głodu i ostateczna zguba dla ciała oraz duszy każdego Aeldari.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 2: Dzieci Śmiejącego się Boga
W teatrze w ludzkim rozumieniu aktor odgrywa rolę. Dla istot takich jak Aeldari, wrażliwych na Wielki Ocean, jest to coś więcej, to żywe ucieleśnienie emocji. Arlekini nie grają postaci w ludzkim sensie, oni stają się nimi na czas aktu lub sceny. Każda maska jest jak ostrze wykute z traumy i każda ma swoją cenę. Są role królów, błaznów, proroków i bóstwa, którego imienia nie można wypowiedzieć. A jednak rola nie dotyka nikogo poza samym aktorem. W kulminacji Tańca pojawia się postać, o której inni mówią szeptem, nawet jeśli udają, że się nie boją.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 2: Dzieci Śmiejącego się Boga
Solitaire nie jest po prostu najlepszym tancerzem ani nawet najodważniejszym wojownikiem. Jest anomalią, odpowiedzią na kosmiczny horror. To istota, która z własnej woli weszła na Ścieżkę Potępienia, a jego dusza, według legend i logiki Osnowy, jest już naznaczona jako własność Slaanesha. Solitaire jest jedynym, który może wcielić się w rolę Tej Która Pragnie podczas rytualnego przedstawienia. Każdy inny Arlekin, który próbowałby tego samego, ryzykowałby natychmiastowe szaleństwo albo śmierć. Jego gra stoi na krawędzi. Im głębiej wchodzi w rolę, tym mocniej zaprasza drapieżnika do własnego umysłu.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 2: Dzieci Śmiejącego się Boga
Paradoks polega na tym, że Solitaire, za cenę duszy, kupuje prawo do bycia Aeldari, którego  Osnowa nie chwyta do końca. Zwykły Aeldari jest dla Osnowy jasny i głośny, pełen barwy, a przez to łatwy do wyczucia dla drapieżnika. On natomiast bywa jak pęknięcie w normalnym rezonansie. Nie jest pusty jak ludzki parias, lecz jego obecność w Osnowie ma w sobie coś niepoprawnego. Zyskuje też zdolność stania na krawędzi skrajnych archetypów, nie dlatego, że jest silniejszy, lecz dlatego, że żyje już z wyrokiem. Paniczna ucieczka, którą Slaanesh tak kocha, zostaje mu w pewnym sensie odebrana przez świadome samopoświęcenie.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 2: Dzieci Śmiejącego się Boga
Cegorach, Śmiejący się Bóg, jest sercem tej tragedii i jej chłodnym reżyserem. Legenda mówi, że gdy Solitaire ginie, Cegorach staje do gry ze Slaaneshem o jego duszę. Nie do bitwy, do gry, bo tylko podstęp i ironia mogą coś ugrać przeciw głodowi. To jednocześnie piękne i potworne. Sugeruje, że Solitaire są dla Cegoracha warci ryzyka, a zarazem że nawet ratunek jest częścią planu. Śmiejący się Bóg nie jest miłosierdziem. Jest strategiem. Jeśli kocha, to jak reżyser, a więc i finał ma uderzyć w serce widza.

Dlatego najstraszniejsze pytanie nie brzmi: kim jest Solitaire? 

Najstraszniejsze brzmi: kim jest bóg, który pozwala, by tacy istnieli, i nazywa to koniecznością?
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.092951059341431