Najpierw, na bardzo dokładnej drogowej mapie Polski, wyrysował całą trasę. "Jadzia" to imię jego zmarłej żony, która była bratnią duszą i największą miłością życia. Mieczysław Parczyński z Gdańska miał 65 lat, kiedy wsiadł na rower i ruszył w drogę, która okazała się jego najpiękniejszym sposobem na przeżywanie żałoby po stracie ukochanej żony.
"Zrobiłem wszystko, by zachować odpowiedni kształt każdej litery. Zdarzało się, że na sporych połaciach kraju wśród lasów, moczarów i bagien brak było dróg. Musiałem zadowolić się gruntowymi traktami, czasem ścieżkami" opowiadał później.
W ciągu 94 dni swojej wyprawy przejechał 5730 kilometrów Niesamowita i piękna historia miłości, straty, pasji i tęsknoty.