Wiedza
7 l
7
Harold McCluskey pracował przy odzyskiwaniu ameryku-241 - jednego z silnie promieniotwórczych produktów ubocznych powstających podczas uzyskiwania plutonu.Do eksplozji doszło zaledwie 1.5 metra od niego. W jciało wbiły się pozostałości żywicy jonowymiennej wraz z pierwiastkami promieniotwórczymi, guma z kawałkami ołowiu oraz sporo drobnych fragmentów metalowych. Początkowo wszystkie działania wobec pacjenta prowadzono wyłącznie za pomocą zdalnych manipulatorów, bo przyjęta przez niego dawka promieniowania ponad 500 razy przekraczała normę. Jak Harold sam wspominał po latach, czterech z grupy dziewięciu lekarzy uznało, że jego szansa na przeżycie wynosi 50 proc., pozostali tylko kiwali głowami. Oto jego historia:
Ośrodek Hanford to bardzo ważny element w atomowej historii USA. W czasie II wojny światowej był to całkowicie zamknięty dla osób postronnych, utajniony kompleks badawczo-produkcyjny. Tam wyprodukowano pluton, który wykorzystano w trakcie testu pierwszej bomby jądrowej w Nowym Meksyku oraz do stworzenia bomby zrzuconej w 1945 r. na Nagasaki.
Jednym z laboratoriów na terenie kompleksu jest Hanford's Plutonium Finishing Plant, w czasie wojny ukrywające się pod kodową nazwą Fabryka Z.
Koniec sierpnia 1976 r. był dla Harolda McCluskeya szczególny. 29. dnia tego miesiąca 64-letni technik operacji chemicznych obchodził 40-lecie ślubu z żoną Ellą. Impreza była krótka, ponieważ tej nocy Haroldowi przypadła nocna zmiana. Zaczął ją dokładnie o północy. Pracownicy zakładu wracali właśnie do pracy po pięciomiesięcznym strajku, co w tym przypadku miało kluczowe znaczenie.
McCluskey pracował przy odzyskiwaniu ameryku-241 - jednego z silnie promieniotwórczych produktów ubocznych powstających podczas uzyskiwania plutonu Nadzorowany przez niego proces przebiegał w stalowych komorach rękawicowych, których jedną ze ścian stanowiło grube szkło ołowiowe. Pierwszym etapem procesu było zalanie stężonym kwasem azotowym żywicy jonowymiennej zawierającej pierwiastki radioaktywne. Niestety, żywica, którą tej nocy miał obrabiać technik, czekała na swoją kolej jeszcze od czasu rozpoczęcia strajku.
McCluskey wiedział o tym i pamiętał, że instrukcje bezpieczeństwa mówiły, iż żywicę należy obrabiać jak najszybciej od wytworzenia, ponieważ w przeciwnym wypadku mogą zajść nieprzewidziane reakcje. Zgłosił to swojemu szefowi, ale ten po konsultacji z jeszcze wyższym przełożonym nakazał jednak kontynuację procesu. Jak wspominał potem sam technik: jeśli ktoś ma tylko 12 klas, 30 lat pracy i jest tuż przed emeryturą, to raczej nie będzie hazardzistą i wykona polecenie.
McCluskey zabrał się więc do pracy. Tuż przed godziną 3 rano usłyszał złowieszczy syk, a komora rękawicowa wypełniła się brązowym dymem (dwutlenkiem azotu powstającym z rozkładu kwasu azotowego). Mężczyzna zdążył tylko krzyknąć: "To wybuchnie!", chwilę później nastąpiła eksplozja. Technik był w tym momencie około 1,5 metra od komory. Eksplozja spowodowała całkowite zniszczenie szyby ze szkła ołowiowego. Jego odłamki wbiły się w ciało McCluskeya. Oprócz tego w skórze znalazły się pozostałości żywicy wraz z pierwiastkami promieniotwórczymi, guma z kawałkami ołowiu oraz sporo drobnych fragmentów metalowych. Pary stężonego kwasu, które buchnęły mężczyźnie w twarz, spowodowały u niego przejściową ślepotę.
Natychmiast zaczęła się skomplikowana akcja ratunkowa. Poszkodowany sam stanowił w tym momencie źródło promieniowania, więc pomoc trzeba było prowadzić zdalnie. Przewieziono go do szpitala w Richland i umieszczono w specjalnym żelbetowym pomieszczeniu przewidzianym dla osób silnie napromieniowanych. Początkowo wszystkie działania wobec pacjenta prowadzono wyłącznie za pomocą zdalnych manipulatorów, bo przyjęta przez niego dawka promieniowania ponad 500 razy przekraczała normę. Jak wspominał po latach, czterech z grupy dziewięciu lekarzy uznało, że jego szansa na przeżycie wynosi 50 proc., pozostali tylko kiwali głowami.
A jednak McCluskey żył. Codziennie sam się obmywał i wycierał co było niesamowicie bolesne, ponieważ całą jego skórę poparzył stężony kwas azotowy. Wodę i ręczniki po myciu traktowano jako odpad silnie radioaktywny. Aby jak najszybciej usunąć metale promieniotwórcze z jego organizmu, poddano go eksperymentalnej wówczas terapii chelatowej. Otrzymał prawie 600 zastrzyków dożylnych. Lekarze i pielęgniarki zajmujący się pacjentem, ubrani w kombinezony chroniące przed promieniowaniem, cierpliwie przez wiele tygodni usuwali wbite fragmenty z jego twarzy, rąk i reszty ciała. W szpitalu spędził kilka trudnych miesięcy. Po dwóch miesiącach w wydychanym powietrzu nadal można było wykryć ameryk.
Po mniej więcej pół roku wypuszczono go ze szpitala. Ponieważ jego ciało nadal promieniowało (choć była to już tylko jedna piąta pierwotnego poziomu), przez znajomych i sąsiadów był nazywany "Atomowym Człowiekiem".
Ludzie w większości odsunęli się od niego, obawiając się napromieniowania. Dopiero miejscowy pastor baptystów zachęcił innych członków zgromadzenia do zmiany nastawienia.
Laboratorium, w którym zdarzył się wybuch, zostało oczywiście od razu zamknięte. Poziom promieniowania wewnątrz był taki, że nikt przez lata nawet nie myślał o wejściu na jego teren. Odbyły się tylko bardzo krótkie inspekcje, które miały na celu zinwentaryzowanie zawartości pomieszczenia.
Dopiero w 2014, po prawie 40 latach od eksplozji, uznano, że poziom promieniowania obniżył się na tyle, że można zacząć sprzątać laboratorium. Przygotowania do realizacja tego trudnego zadania zaczęły się już w 2008 r
Jedną najtrudniejszych operacji był demontaż olbrzymich komór rękawicowych oraz innego sprzętu. Pracownicy mieli na sobie specjalne, szczelne stroje do takiej pracy, a powietrze do oddychania było im podane z zewnątrz. Wewnątrz kombinezonów utrzymywano nadciśnienie, aby nic z pomieszczenia nie przedostało się do środka. Przed wejściem pracowników całe pomieszczenie zostało spryskane specjalnym aerozolem, aby trwale związać obecny tam pył, który nadal promieniował. Laboratorium 242-Z, zwane pokojem McCluskeya, miało zostać oczyszczone do 2016 r., po czym ta część Fabryki Z miało być zrównane z ziemią. Prace w pokoju McCluskeya trwały do roku 2017.
Jest to tylko fragment procesu oczyszczania i dekontaminacji związanych z projektem całkowitego zamknięcia Hanford. Koszty przedsięwzięcia szacuje się na 50-60 miliardów dolarów, a zakończenie prac zaplanowano na rok 2035. Tutaj należy wspomnieć że zatrudnieni do oczyszczania ośrodka pracownicy mimo zabezpieczeń zaczęli wykazywać objawy choroby popromiennej ale o tym opowiem Wam innym razem.
A Harold McCluskey? Zmarł 11 lat po wypadku. Przyczyną śmierci była choroba serca, z którą zmagał się już od dawna. Co ciekawe, nigdy nie zachorował na raka. Miał natomiast inne problemy zdrowotne, szczególnie związane z oczami. Były one jednak wynikiem nie napromieniowania, ale tego, że jego twarz została poddana działaniu silnie żrącego i utleniającego kwasu azotowego.
"Atomowy Człowiek" nie lubił mediów, a wręcz ich unikał. Rozczarują się jednak ci, którzy chcieliby zrobić z niego symbol walki z energią atomową. W swoich (niewielu) wypowiedziach popierał prace nad materiałami promieniotwórczymi, a swój wypadek uważał za "czysto przemysłowy". W 1984 roku udzielił wywiadu magazynowi People
https://people.com/archive/blasted-in-a-radiation-accident-eight-years-ago-harold-mccluskey-is-still-the-hottest-human-alive-vol-22-no-23/
Źródła: https://inis.iaea.org/search/searchsinglerecord.aspx?recordsFor=SingleRecord&RN=20008040
https://en.wikipedia.org/wiki/Harold_McCluskey
https://www.youtube.com/watch?v=K-6bTvzBVA4
https://www.youtube.com/watch?v=d0_vVczQxr0
http://wyborcza.pl/0,0.html
https://www.nbcnews.com/news/us-news/welcome-most-toxic-place-america-n689141
Ośrodek Hanford to bardzo ważny element w atomowej historii USA. W czasie II wojny światowej był to całkowicie zamknięty dla osób postronnych, utajniony kompleks badawczo-produkcyjny. Tam wyprodukowano pluton, który wykorzystano w trakcie testu pierwszej bomby jądrowej w Nowym Meksyku oraz do stworzenia bomby zrzuconej w 1945 r. na Nagasaki.
Jednym z laboratoriów na terenie kompleksu jest Hanford's Plutonium Finishing Plant, w czasie wojny ukrywające się pod kodową nazwą Fabryka Z.
Koniec sierpnia 1976 r. był dla Harolda McCluskeya szczególny. 29. dnia tego miesiąca 64-letni technik operacji chemicznych obchodził 40-lecie ślubu z żoną Ellą. Impreza była krótka, ponieważ tej nocy Haroldowi przypadła nocna zmiana. Zaczął ją dokładnie o północy. Pracownicy zakładu wracali właśnie do pracy po pięciomiesięcznym strajku, co w tym przypadku miało kluczowe znaczenie.
McCluskey pracował przy odzyskiwaniu ameryku-241 - jednego z silnie promieniotwórczych produktów ubocznych powstających podczas uzyskiwania plutonu Nadzorowany przez niego proces przebiegał w stalowych komorach rękawicowych, których jedną ze ścian stanowiło grube szkło ołowiowe. Pierwszym etapem procesu było zalanie stężonym kwasem azotowym żywicy jonowymiennej zawierającej pierwiastki radioaktywne. Niestety, żywica, którą tej nocy miał obrabiać technik, czekała na swoją kolej jeszcze od czasu rozpoczęcia strajku.
McCluskey wiedział o tym i pamiętał, że instrukcje bezpieczeństwa mówiły, iż żywicę należy obrabiać jak najszybciej od wytworzenia, ponieważ w przeciwnym wypadku mogą zajść nieprzewidziane reakcje. Zgłosił to swojemu szefowi, ale ten po konsultacji z jeszcze wyższym przełożonym nakazał jednak kontynuację procesu. Jak wspominał potem sam technik: jeśli ktoś ma tylko 12 klas, 30 lat pracy i jest tuż przed emeryturą, to raczej nie będzie hazardzistą i wykona polecenie.
McCluskey zabrał się więc do pracy. Tuż przed godziną 3 rano usłyszał złowieszczy syk, a komora rękawicowa wypełniła się brązowym dymem (dwutlenkiem azotu powstającym z rozkładu kwasu azotowego). Mężczyzna zdążył tylko krzyknąć: "To wybuchnie!", chwilę później nastąpiła eksplozja. Technik był w tym momencie około 1,5 metra od komory. Eksplozja spowodowała całkowite zniszczenie szyby ze szkła ołowiowego. Jego odłamki wbiły się w ciało McCluskeya. Oprócz tego w skórze znalazły się pozostałości żywicy wraz z pierwiastkami promieniotwórczymi, guma z kawałkami ołowiu oraz sporo drobnych fragmentów metalowych. Pary stężonego kwasu, które buchnęły mężczyźnie w twarz, spowodowały u niego przejściową ślepotę.
Natychmiast zaczęła się skomplikowana akcja ratunkowa. Poszkodowany sam stanowił w tym momencie źródło promieniowania, więc pomoc trzeba było prowadzić zdalnie. Przewieziono go do szpitala w Richland i umieszczono w specjalnym żelbetowym pomieszczeniu przewidzianym dla osób silnie napromieniowanych. Początkowo wszystkie działania wobec pacjenta prowadzono wyłącznie za pomocą zdalnych manipulatorów, bo przyjęta przez niego dawka promieniowania ponad 500 razy przekraczała normę. Jak wspominał po latach, czterech z grupy dziewięciu lekarzy uznało, że jego szansa na przeżycie wynosi 50 proc., pozostali tylko kiwali głowami.
A jednak McCluskey żył. Codziennie sam się obmywał i wycierał co było niesamowicie bolesne, ponieważ całą jego skórę poparzył stężony kwas azotowy. Wodę i ręczniki po myciu traktowano jako odpad silnie radioaktywny. Aby jak najszybciej usunąć metale promieniotwórcze z jego organizmu, poddano go eksperymentalnej wówczas terapii chelatowej. Otrzymał prawie 600 zastrzyków dożylnych. Lekarze i pielęgniarki zajmujący się pacjentem, ubrani w kombinezony chroniące przed promieniowaniem, cierpliwie przez wiele tygodni usuwali wbite fragmenty z jego twarzy, rąk i reszty ciała. W szpitalu spędził kilka trudnych miesięcy. Po dwóch miesiącach w wydychanym powietrzu nadal można było wykryć ameryk.
Po mniej więcej pół roku wypuszczono go ze szpitala. Ponieważ jego ciało nadal promieniowało (choć była to już tylko jedna piąta pierwotnego poziomu), przez znajomych i sąsiadów był nazywany "Atomowym Człowiekiem".
Ludzie w większości odsunęli się od niego, obawiając się napromieniowania. Dopiero miejscowy pastor baptystów zachęcił innych członków zgromadzenia do zmiany nastawienia.
Laboratorium, w którym zdarzył się wybuch, zostało oczywiście od razu zamknięte. Poziom promieniowania wewnątrz był taki, że nikt przez lata nawet nie myślał o wejściu na jego teren. Odbyły się tylko bardzo krótkie inspekcje, które miały na celu zinwentaryzowanie zawartości pomieszczenia.
Dopiero w 2014, po prawie 40 latach od eksplozji, uznano, że poziom promieniowania obniżył się na tyle, że można zacząć sprzątać laboratorium. Przygotowania do realizacja tego trudnego zadania zaczęły się już w 2008 r
Jedną najtrudniejszych operacji był demontaż olbrzymich komór rękawicowych oraz innego sprzętu. Pracownicy mieli na sobie specjalne, szczelne stroje do takiej pracy, a powietrze do oddychania było im podane z zewnątrz. Wewnątrz kombinezonów utrzymywano nadciśnienie, aby nic z pomieszczenia nie przedostało się do środka. Przed wejściem pracowników całe pomieszczenie zostało spryskane specjalnym aerozolem, aby trwale związać obecny tam pył, który nadal promieniował. Laboratorium 242-Z, zwane pokojem McCluskeya, miało zostać oczyszczone do 2016 r., po czym ta część Fabryki Z miało być zrównane z ziemią. Prace w pokoju McCluskeya trwały do roku 2017.
Jest to tylko fragment procesu oczyszczania i dekontaminacji związanych z projektem całkowitego zamknięcia Hanford. Koszty przedsięwzięcia szacuje się na 50-60 miliardów dolarów, a zakończenie prac zaplanowano na rok 2035. Tutaj należy wspomnieć że zatrudnieni do oczyszczania ośrodka pracownicy mimo zabezpieczeń zaczęli wykazywać objawy choroby popromiennej ale o tym opowiem Wam innym razem.
A Harold McCluskey? Zmarł 11 lat po wypadku. Przyczyną śmierci była choroba serca, z którą zmagał się już od dawna. Co ciekawe, nigdy nie zachorował na raka. Miał natomiast inne problemy zdrowotne, szczególnie związane z oczami. Były one jednak wynikiem nie napromieniowania, ale tego, że jego twarz została poddana działaniu silnie żrącego i utleniającego kwasu azotowego.
"Atomowy Człowiek" nie lubił mediów, a wręcz ich unikał. Rozczarują się jednak ci, którzy chcieliby zrobić z niego symbol walki z energią atomową. W swoich (niewielu) wypowiedziach popierał prace nad materiałami promieniotwórczymi, a swój wypadek uważał za "czysto przemysłowy". W 1984 roku udzielił wywiadu magazynowi People
https://people.com/archive/blasted-in-a-radiation-accident-eight-years-ago-harold-mccluskey-is-still-the-hottest-human-alive-vol-22-no-23/
Źródła: https://inis.iaea.org/search/searchsinglerecord.aspx?recordsFor=SingleRecord&RN=20008040
https://en.wikipedia.org/wiki/Harold_McCluskey
https://www.youtube.com/watch?v=K-6bTvzBVA4
https://www.youtube.com/watch?v=d0_vVczQxr0
http://wyborcza.pl/0,0.html
https://www.nbcnews.com/news/us-news/welcome-most-toxic-place-america-n689141