Kochane Dzidki!
Dziś w mieście na podkarpaciu, w "stolycy" województwa odzyskałem wiarę w ludzi :)
Rano musiałem dostać się na dworzec w celu wyjazdu z miasta, bo jako dzidowiec oprócz siedzenia w piwnicy mam inne obowiązki, ale nie o tym.
Wsiadłem do cudownego tworu jakim jest autobus miejski, a tam szok i niedowierzanie! Brak biletomatu, a u mnie w łapie tylko karta i banknot 100 polskich cebulionów. Więc jako urodzony optymista wbijam do kierowcy z zacieszem na ryjcu i mówię: Panie kochany Kierowco! Potrzebuje normalny, jednoprzejazdowy bilecik!
-czery ośymdźeśont bedzie!
Mówię, Panie kochany, ze mną dziś tylko Władysław III Jagiełło jedzie:/
-a to Panu nie pomogę.
Smutek, załamanie równe temu które doswiadcza dzidowiec w momentecie wyjścia z piwnicy to przy tym jest jak dar od losu.
Załamany i znający swoje życiowe szczęście wiedziałem, że bez ważnego biletu będzie mandat przeszedłem przez autobus z pytaniem, czy ktoś nie zechce zamienić króla na kilku innych mniejszych.
Pierwsza Pani stanowczo i z pogardą odpowiedziała "nie!"
Smutek się pogłębiał, kolejny przystanek zbliżał, myśl o kanarach ciążyła jak myśl o kostusze..
Podszedłem do młodego mężczyzny (ok.25 lat) i znowu o króli pytam, a on z uśmiechem odpowiada, że raczej ma i już sprawdza!
Sprawdził- nie miał... Ale mówi, proszę zabrać tą monetę o nominalne 5 cebulionów.
Mój szok był tak wielki, że serce zaczęło bić mi szybciej, ręce zaczęły drzeć, a po plecach jak niagara spływał pot.
Podziękowałem, kupiłem bilet, zażądałem od tego bohatera numeru konta i przelałem cały dłóg!
Okazało się, że obaj wysiadaliśmy na tym samym przystanku i wiecie co się stało zanim kierowca otworzył drzwi!?!?
W głośnikach rozległ się komunikat: proszę przygotować bilety do kontroli :)
Spojrzałem w oczy mojemu zbawcy, a on krótko i zdexydowanie powiedział: udało się!
Pamiętajcie, nie kazdy bohater nosie peleryne!
Dziś w mieście na podkarpaciu, w "stolycy" województwa odzyskałem wiarę w ludzi :)
Rano musiałem dostać się na dworzec w celu wyjazdu z miasta, bo jako dzidowiec oprócz siedzenia w piwnicy mam inne obowiązki, ale nie o tym.
Wsiadłem do cudownego tworu jakim jest autobus miejski, a tam szok i niedowierzanie! Brak biletomatu, a u mnie w łapie tylko karta i banknot 100 polskich cebulionów. Więc jako urodzony optymista wbijam do kierowcy z zacieszem na ryjcu i mówię: Panie kochany Kierowco! Potrzebuje normalny, jednoprzejazdowy bilecik!
-czery ośymdźeśont bedzie!
Mówię, Panie kochany, ze mną dziś tylko Władysław III Jagiełło jedzie:/
-a to Panu nie pomogę.
Smutek, załamanie równe temu które doswiadcza dzidowiec w momentecie wyjścia z piwnicy to przy tym jest jak dar od losu.
Załamany i znający swoje życiowe szczęście wiedziałem, że bez ważnego biletu będzie mandat przeszedłem przez autobus z pytaniem, czy ktoś nie zechce zamienić króla na kilku innych mniejszych.
Pierwsza Pani stanowczo i z pogardą odpowiedziała "nie!"
Smutek się pogłębiał, kolejny przystanek zbliżał, myśl o kanarach ciążyła jak myśl o kostusze..
Podszedłem do młodego mężczyzny (ok.25 lat) i znowu o króli pytam, a on z uśmiechem odpowiada, że raczej ma i już sprawdza!
Sprawdził- nie miał... Ale mówi, proszę zabrać tą monetę o nominalne 5 cebulionów.
Mój szok był tak wielki, że serce zaczęło bić mi szybciej, ręce zaczęły drzeć, a po plecach jak niagara spływał pot.
Podziękowałem, kupiłem bilet, zażądałem od tego bohatera numeru konta i przelałem cały dłóg!
Okazało się, że obaj wysiadaliśmy na tym samym przystanku i wiecie co się stało zanim kierowca otworzył drzwi!?!?
W głośnikach rozległ się komunikat: proszę przygotować bilety do kontroli :)
Spojrzałem w oczy mojemu zbawcy, a on krótko i zdexydowanie powiedział: udało się!
Pamiętajcie, nie kazdy bohater nosie peleryne!