Wiedza
6 l
2
- Musimy przeszukać ten dom. Jeśli chcemy się dowiedzieć o co tutaj chodzi, będziecie musieli mi zaufać. - powiedziała Anna
idąc w stronę swojej torby. Położyła ją na stole. Wyjęła z niej notes, jakiś kryształ na sznurku, małe lusterko, książkę,
nóż zaostrzony z dwóch stron i dzwonek.
- Dobrze, ale czego właściwie szukamy? - zapytał Wojciech. W oddali słychać było wycie.
- Czegoś, czym można rysować, potrzebujemy wody, świeca bardzo by się przydała. - powiedziała po chwili, po czym zaczęła skrobać nożem po stole.
- Nie robisz tego po raz pierwszy, zgadza się? - zapytała ją Karolina.
- Próbowałam uporać się ze swoimi problemami na własną rękę. Z różnym skutkiem, nigdy jednak nie zdażyło się, by te działania nie miały efektu. -
Dodała, nim ktokolwiek zdążył zapytać.
Znalezienie tych przedmiotów nie zajęło im dużo czasu. Świece były w kartonie koło kominka, do rysowania nadała się szminka znaleziona w toaletce.
- Pójdę po sól. - mruknął Grzegorz idąc w stronę kuchni. Kiedy otworzył drzwi do salonu wpadł snop światła.
- Gotowe. - powiedziała do siebie półgłosem Anna. Zerwał się świszczący wiatr, wszyscy wyraźnie usłyszeli trzask łamanego drewna i tłuczonego szkła.
- Grzesiek! - krzyknęła Karolina i wbiegła do kuchni. Zobaczyła przyjaciela kucającego przy kuchennych szafkach. Gałąź, która wleciała do środka tłukąc szybę
w oknie przebiła drzwiczki jednej z nich tuż obok jego głowy. Spojrzał na nią.
- Mam sól. - powiedział prezentując tytkę.
- Dobrze, lepiej chodź do nas.
Wojtek i Anna patrzyli na niego badawczym spojrzeniem.
- Wszystko w porządku. Nie wiem co robisz - powiedział patrząc na Annę - ale chyba dobrze ci idzie, bo albo uratowałaś mi dupę, albo zmusiłaś to coś
do podjęcia działania, co tak czy owak oznacza jedno - dokądś zmierzamy.
Anna uśmiechnęła się.
- Oggzn, to jego symbol widnieje w okręgu na stole. Patron wojny. - wyjaśniła spokojnie.
- Jeśli to pomogło, bo chyba nic innego nie miało wpływu na to co się stało, to teraz ci wierzę. - powiedziała Karolina.
- Grzesiu, z twoim refleksem szachisty zacznij bić pokłony do tego wydziaranego na stole symbolu. - zachichotał Wojtek.
- Muszę jeszcze narysować dwa symbole. Shangs na suficie i Elegby na drzwiach. Moglibyście przez ten czas znieść więcej drewna,
zapowiada się długa i ciężka noc.
Nikt nie zawadzał jej w wykonywaniu rysunków. Pogoda zdecydowanie uspokoiła się, przyjaciele wnosili drewno do chaty, a dziewczyna stojąc na krześle
mazała szminką po suficie, mamrocząc coś pod nosem jak w transie. Zabarykadowali okna, jedyne opcje dostania się do wnętrza to drzwi główne. Uciec
mogli przez kuchnię.
- Daj papierosa. - powiedziała Ania, gestykulując w stronę Grzegorza.
- Ty palisz? - zapytał podając paczkę.
- Od teraz nikt nie może wyjść na zewnątrz. Tylko w specjalnych okolicznościach. - odpowiedziała, odpalając papierosa od świecy na stole.
- I w twoim przypadku to tylko seanse spirytystyczne. - powiedział do niego szeptem Wojtek, mrugając porozumiewawczo, za co oberwał od Karoliny.
Anna nie zwracając na nich uwagi rysowała teraz mnóstwo drobnych symboli na drzwiach, dmuchając na nie tytoniowym dymem i raz po raz nucąc coś jak mantrę.
Znów usłyszeli krzyk na zewnątrz, tym razem znacznie bliżej.
- Karolino, weź sól, usyp ścieżki w progach drzwi i na parapetach okiennic. Jeden duży na podłodze, tak aby obejmował stół i krzesła.
Zasłonili okna, w środku zrobiło się cicho, nie wiedzieli dlaczego mimo błąkającego się nieopodal monstrum odczuwali spokój.
idąc w stronę swojej torby. Położyła ją na stole. Wyjęła z niej notes, jakiś kryształ na sznurku, małe lusterko, książkę,
nóż zaostrzony z dwóch stron i dzwonek.
- Dobrze, ale czego właściwie szukamy? - zapytał Wojciech. W oddali słychać było wycie.
- Czegoś, czym można rysować, potrzebujemy wody, świeca bardzo by się przydała. - powiedziała po chwili, po czym zaczęła skrobać nożem po stole.
- Nie robisz tego po raz pierwszy, zgadza się? - zapytała ją Karolina.
- Próbowałam uporać się ze swoimi problemami na własną rękę. Z różnym skutkiem, nigdy jednak nie zdażyło się, by te działania nie miały efektu. -
Dodała, nim ktokolwiek zdążył zapytać.
Znalezienie tych przedmiotów nie zajęło im dużo czasu. Świece były w kartonie koło kominka, do rysowania nadała się szminka znaleziona w toaletce.
- Pójdę po sól. - mruknął Grzegorz idąc w stronę kuchni. Kiedy otworzył drzwi do salonu wpadł snop światła.
- Gotowe. - powiedziała do siebie półgłosem Anna. Zerwał się świszczący wiatr, wszyscy wyraźnie usłyszeli trzask łamanego drewna i tłuczonego szkła.
- Grzesiek! - krzyknęła Karolina i wbiegła do kuchni. Zobaczyła przyjaciela kucającego przy kuchennych szafkach. Gałąź, która wleciała do środka tłukąc szybę
w oknie przebiła drzwiczki jednej z nich tuż obok jego głowy. Spojrzał na nią.
- Mam sól. - powiedział prezentując tytkę.
- Dobrze, lepiej chodź do nas.
Wojtek i Anna patrzyli na niego badawczym spojrzeniem.
- Wszystko w porządku. Nie wiem co robisz - powiedział patrząc na Annę - ale chyba dobrze ci idzie, bo albo uratowałaś mi dupę, albo zmusiłaś to coś
do podjęcia działania, co tak czy owak oznacza jedno - dokądś zmierzamy.
Anna uśmiechnęła się.
- Oggzn, to jego symbol widnieje w okręgu na stole. Patron wojny. - wyjaśniła spokojnie.
- Jeśli to pomogło, bo chyba nic innego nie miało wpływu na to co się stało, to teraz ci wierzę. - powiedziała Karolina.
- Grzesiu, z twoim refleksem szachisty zacznij bić pokłony do tego wydziaranego na stole symbolu. - zachichotał Wojtek.
- Muszę jeszcze narysować dwa symbole. Shangs na suficie i Elegby na drzwiach. Moglibyście przez ten czas znieść więcej drewna,
zapowiada się długa i ciężka noc.
Nikt nie zawadzał jej w wykonywaniu rysunków. Pogoda zdecydowanie uspokoiła się, przyjaciele wnosili drewno do chaty, a dziewczyna stojąc na krześle
mazała szminką po suficie, mamrocząc coś pod nosem jak w transie. Zabarykadowali okna, jedyne opcje dostania się do wnętrza to drzwi główne. Uciec
mogli przez kuchnię.
- Daj papierosa. - powiedziała Ania, gestykulując w stronę Grzegorza.
- Ty palisz? - zapytał podając paczkę.
- Od teraz nikt nie może wyjść na zewnątrz. Tylko w specjalnych okolicznościach. - odpowiedziała, odpalając papierosa od świecy na stole.
- I w twoim przypadku to tylko seanse spirytystyczne. - powiedział do niego szeptem Wojtek, mrugając porozumiewawczo, za co oberwał od Karoliny.
Anna nie zwracając na nich uwagi rysowała teraz mnóstwo drobnych symboli na drzwiach, dmuchając na nie tytoniowym dymem i raz po raz nucąc coś jak mantrę.
Znów usłyszeli krzyk na zewnątrz, tym razem znacznie bliżej.
- Karolino, weź sól, usyp ścieżki w progach drzwi i na parapetach okiennic. Jeden duży na podłodze, tak aby obejmował stół i krzesła.
Zasłonili okna, w środku zrobiło się cicho, nie wiedzieli dlaczego mimo błąkającego się nieopodal monstrum odczuwali spokój.