- Muszę wam coś powiedzieć. To zdjęcie, które widzieliśmy, to byłam ja. Nie wiedziałam, że mam siostrę. Rodzice nigdy nie wspominali mi o tym, a dziadkowie zmarli dawno temu. Wydaje mi się, że nie trafiliśmy tutaj przez przypadek. Tylko dlaczego wy zostaliście w to wciągnięci?
Położyła na parkiecie książkę, przy ścianie gdzie wcześniej stała komoda postawiła kilka świec. Słychać było tylko delikatny szum liści i szelest
odwracanych kartek. Na ścianie widniał symbol Amona.
- Ktoś próbował tutaj rytuałów okultystycznych, raczej z marnym skutkiem. Chciał przywołać coś lub kogoś, możliwe, że przez to
jesteśmy w tej sytuacji. Może uda nam się rozwiązać tą zagadkę.
- Ania? Wojtek? Gdzie jesteście? Grzegorz! Karolina! - zza drzwi dobiegło ich wołanie znajomego głosu.
Wojtek ruszył w stronę drzwi.
- Nie otwieraj. Nie wiem co to, ale to na pewno nie jest Kamil. - szepnęła . Na środku stołu leżało lustro, na którym postawiła słoik z wodą.
- Teraz po kolei przytrzymajcie przez chwilę słoik z wodą.
Anna znów powtarzała pod nosem jakąś mantrę z zamkniętymi oczami. Grupka wymieniła nieufne spojrzenia. Wojciech wzruszył ramionami i złapał za słoik.
Nie wiedział jak długo go trzymać, ale z braku jakichkolwiek efektów w końcu puścił naczynie. Po nim zrobił to samo Grzegorz, później Karolina.
Anna otworzyła teraz oczy, powtarzając wciąż te same słowa już o wiele głośniej, chwyciła za szklane naczynie. Woda wewnątrz nabrała mętnego koloru, dało się odczuć
zapach zgnilizny.
- A więc chodzi o mnie...
- Tak właśnie! O ciebie, wyleganico, larwo! Jak mogłaś... Kto tu jest potworem! - przekleństwa przeplatały się z łomotaniem w drzwi.
- Odejdź, zostaw nas w spokoju! - krzyknęła w stronę drzwi. Łomot nasilił się. Najdłuższą świecę odpaliła od tej na stole i wstawiła ją do słoika tak, żeby nie zgasła.
Cokolwiek stało po drugiej stronie drzwi z nieludzkim skowytem uciekło w głąb lasu.
- Nie oceniam cię, ale co takiego zrobiłaś, że teraz istoty z zaświatów zatruwają ci życie? - szepnął Grzegorz, choć sam nie był pewien, czy chce usłyszeć odpowiedź.
Ryk szarży przeszył powietrze. Deska w drzwiach złamała się z trzaskiem. Blask kominka oświetlał rękę i mankiet koszuli, którą wszyscy rozpoznali.
- Wróciłem do ciebie, cieszysz się? - zaskrzeczał nieprzyjemnie wysoki głos.
- Czego chcesz? Powiedz o co ci chodzi! - wrzasnęła w odpowiedzi.
- Teraz, dzięki chłopakowi, mam szansę uciąć sobie z tobą pogawędkę, nim prędzej czy później dostanę się do środka.
Grzegorz cicho wstał z krzesła, chwycił w dłoń pogrzebacz od kominka, po czym powoli przesuwał się w stronę drzwi. Reszta zrozumiała jego zamysł.
- Nie uwierzę, jeśli powiesz mi, że nie pamiętasz co się stało. Minęło dwadzieścia lat. Dwadzieścia długich, zimnych i ciemnych lat, na samym dnie tego parszywego jeziora.
- Dlaczego więc trzymasz nas tutaj wszystkich? - wrzasnęła Karolina, żeby jeszcze przez chwilę ciągnąć dyskusję. Nastała cisza.
- Wydajcie mi ją... - usłyszeli przeciągły skrzek.
Przez chwilę się zawahali.
- Jeśli chce się targować, to znaczy, że jednak mamy jakieś szanse. - szepnął Wojciech.
Stali teraz po obu stronach drzwi.
- Nie. Czymkolwiek jesteś odejdź raz na zawsze i zostaw ją w spokoju. - Karolina wstała z krzesła - a jeśli tak bardzo ci zależy, to wejdź po coś przyszło.
Położyła na parkiecie książkę, przy ścianie gdzie wcześniej stała komoda postawiła kilka świec. Słychać było tylko delikatny szum liści i szelest
odwracanych kartek. Na ścianie widniał symbol Amona.
- Ktoś próbował tutaj rytuałów okultystycznych, raczej z marnym skutkiem. Chciał przywołać coś lub kogoś, możliwe, że przez to
jesteśmy w tej sytuacji. Może uda nam się rozwiązać tą zagadkę.
- Ania? Wojtek? Gdzie jesteście? Grzegorz! Karolina! - zza drzwi dobiegło ich wołanie znajomego głosu.
Wojtek ruszył w stronę drzwi.
- Nie otwieraj. Nie wiem co to, ale to na pewno nie jest Kamil. - szepnęła . Na środku stołu leżało lustro, na którym postawiła słoik z wodą.
- Teraz po kolei przytrzymajcie przez chwilę słoik z wodą.
Anna znów powtarzała pod nosem jakąś mantrę z zamkniętymi oczami. Grupka wymieniła nieufne spojrzenia. Wojciech wzruszył ramionami i złapał za słoik.
Nie wiedział jak długo go trzymać, ale z braku jakichkolwiek efektów w końcu puścił naczynie. Po nim zrobił to samo Grzegorz, później Karolina.
Anna otworzyła teraz oczy, powtarzając wciąż te same słowa już o wiele głośniej, chwyciła za szklane naczynie. Woda wewnątrz nabrała mętnego koloru, dało się odczuć
zapach zgnilizny.
- A więc chodzi o mnie...
- Tak właśnie! O ciebie, wyleganico, larwo! Jak mogłaś... Kto tu jest potworem! - przekleństwa przeplatały się z łomotaniem w drzwi.
- Odejdź, zostaw nas w spokoju! - krzyknęła w stronę drzwi. Łomot nasilił się. Najdłuższą świecę odpaliła od tej na stole i wstawiła ją do słoika tak, żeby nie zgasła.
Cokolwiek stało po drugiej stronie drzwi z nieludzkim skowytem uciekło w głąb lasu.
- Nie oceniam cię, ale co takiego zrobiłaś, że teraz istoty z zaświatów zatruwają ci życie? - szepnął Grzegorz, choć sam nie był pewien, czy chce usłyszeć odpowiedź.
Ryk szarży przeszył powietrze. Deska w drzwiach złamała się z trzaskiem. Blask kominka oświetlał rękę i mankiet koszuli, którą wszyscy rozpoznali.
- Wróciłem do ciebie, cieszysz się? - zaskrzeczał nieprzyjemnie wysoki głos.
- Czego chcesz? Powiedz o co ci chodzi! - wrzasnęła w odpowiedzi.
- Teraz, dzięki chłopakowi, mam szansę uciąć sobie z tobą pogawędkę, nim prędzej czy później dostanę się do środka.
Grzegorz cicho wstał z krzesła, chwycił w dłoń pogrzebacz od kominka, po czym powoli przesuwał się w stronę drzwi. Reszta zrozumiała jego zamysł.
- Nie uwierzę, jeśli powiesz mi, że nie pamiętasz co się stało. Minęło dwadzieścia lat. Dwadzieścia długich, zimnych i ciemnych lat, na samym dnie tego parszywego jeziora.
- Dlaczego więc trzymasz nas tutaj wszystkich? - wrzasnęła Karolina, żeby jeszcze przez chwilę ciągnąć dyskusję. Nastała cisza.
- Wydajcie mi ją... - usłyszeli przeciągły skrzek.
Przez chwilę się zawahali.
- Jeśli chce się targować, to znaczy, że jednak mamy jakieś szanse. - szepnął Wojciech.
Stali teraz po obu stronach drzwi.
- Nie. Czymkolwiek jesteś odejdź raz na zawsze i zostaw ją w spokoju. - Karolina wstała z krzesła - a jeśli tak bardzo ci zależy, to wejdź po coś przyszło.