Po chwili bezruchu wahadełko zaczęło swój taniec. Wskazywało litery tak szybko, że Grzegorz patrzący raz na babkę, raz na podłogę, nie był w stanie rozszyfrować jakie wyrazy udało się przez nie wydobyć.
- Wszystko zaczęło się od huku i na huku musi się zakończyć. - szepnęła.
- To fajnie, ale teraz musimy coś wykombinować, najlepiej szybko.
Monstrum krążyło po pokoju zgięte w pasie, machając rękami, jakby grało z nimi w ciuciubabkę. Podchodziło coraz bliżej stołu. Bił od niej okropny chłód, który był tak przenikliwy, że zdawał się przenikać aż do kości.
- Ej, ty tam! - usłyszeli w progu -Może masz ochotę na spacer? - krzyknął Wojtek.
Pokraczne straszydło ruszyło za nim.
- Zaczęło od huku i na huku skończy. - szepnęła.
- To chyba oczywiste, że chodzi o broń, którą się zastrzeliła. Mniej oczywiste jest gdzie ją znajdziemy.
Po kilkunastu minutach stracili zapał. Broń mogła być wszędzie. W ich głowie zawitała pustka. Siedzieli oparci o stół.
Nagle poczuli jak ktoś chwyta ich za ramiona.
- Ja spróbowałabym poszukać w albumie.
- Jezu Kaśka, łazisz jak kot! - wzdrygnął się Grzegorz.
- Masz rację. Może tam coś znajdziemy. - Anna złapała za album.
Strona za stroną, niczym nie wyróżniające się zdjęcia. Mieli się poddać, kiedy zauważyli, że między stronami, zamiast bibuły tkwi włożony wycinek ze starej gazety.
Nie było już czego dorzucić do ognia, w wątłym świetle nie dało się prawie niczego dostrzec. Grzegorz zapalił papierosa i przyświecił zapalniczką. Na fragmencie gazety widniało zdjęcie wykonane po tragedii, po dłuższej obserwacji zgodnie doszli do wniosku, że jest to barierka pomostu.
- Udało się odciągnąć to... zagrożenie. - powiedział zasapany Wojtek wchodząc do budynku.
- Słońce, lepiej złap oddech, nie koniec gimnastyki, zaraz zajęcia z pływania. - powiedziała jego partnerka, po czym ignorując fakt, że ma otwarte ze zdziwienia usta wyminęła go w drzwiach.
- Ją też coś opętało? - zapytał.
Teraz znów kroczyli we czwórkę, niosąc płonącą gałąź jak pochodnię.
- Kiedy wynieśliście Kamila? - zapytała Karolina.
Grzegorz i Anna zamarli w bezruchu.
- Nawet nie zauważyłam, że już go tam nie ma.
- Pięknie. Spokojnie, jesteście w bezpiecznych rękach. Zaraz znajdziemy tą broń. Wojtek Rambo jest z wami. - powiedział, po czym wbiegł na pomost.
Zarośnięta mchem deska wytrąciła go z równowagi, z hukiem przyłożył głową o deski. Podniósł się po dłuższej chwili.
Reszta przyjaciół broczyła już w lodowatej wodzie.
- No tak, wy sobie popływajcie, ja przypilnuję, żeby nikt się nie utopił i dołożę do ognia. - mruknął, po czym rozsiadł się na deskach i zapalił.
- Moooniiika, ach Monika... - zaśpiewał pod nosem.
- Co mu jest? - szepnął Grzegorz.
- Puszczają mu nerwy. - mruknęła Anka.
Karolina wślizgnęła się na pomost. Trzymała w ręku srebrny, połyskujący rewolwer.
- Misia, nie baw się tym. - Wojtek zabrał jej broń. Sprawdził zawartość bębenka. Cztery naboje.
Wszyscy siedzieli teraz na deskach. Grzali się w blasku ogniska. Na horyzoncie zaczęło się przejaśniać.
- Wystrzeli prawdopodobnie tylko raz, o ile w ogóle. Największe szanse ma pocisk, który był w komorze. Na twoim miejscu tym razem postąpił bym inaczej, niż uczą filmy o zombie, i nie celował w głowę. - zachichotał podając rewolwer Annie.
- Nigdy nie strzelałaś? - zapytał, widząc że dziewczyna nawet nie za bardzo wie jak chwycić broń. Kazał jej wstać, po czym wyjaśnił, że lepiej poczekać, aż cel będzie naprawdę blisko i uważać na silny odrzut - o ile wypali.
- Myślę, że najbezpieczniej będzie przeczekać do rana tutaj. Zastawimy czymś pomost i zdrzemniemy się.
Wszyscy chętnie przytaknęli Grzegorzowi. Przeczucie, że od powrotu do normalności dzieli ich jedynie krok dawała im nadzieję. Wierzyli, że mogą się wydostać. że stali się bandą niepokonanych bohaterów, którzy zmiotą monstrum z powierzchni ziemi. Ułożyli się przy ognisku. Wycieńczeni tak, że nawet nie pomyśleli o warcie. Po kilku minutach wszyscy zasnęli.
- Wszystko zaczęło się od huku i na huku musi się zakończyć. - szepnęła.
- To fajnie, ale teraz musimy coś wykombinować, najlepiej szybko.
Monstrum krążyło po pokoju zgięte w pasie, machając rękami, jakby grało z nimi w ciuciubabkę. Podchodziło coraz bliżej stołu. Bił od niej okropny chłód, który był tak przenikliwy, że zdawał się przenikać aż do kości.
- Ej, ty tam! - usłyszeli w progu -Może masz ochotę na spacer? - krzyknął Wojtek.
Pokraczne straszydło ruszyło za nim.
- Zaczęło od huku i na huku skończy. - szepnęła.
- To chyba oczywiste, że chodzi o broń, którą się zastrzeliła. Mniej oczywiste jest gdzie ją znajdziemy.
Po kilkunastu minutach stracili zapał. Broń mogła być wszędzie. W ich głowie zawitała pustka. Siedzieli oparci o stół.
Nagle poczuli jak ktoś chwyta ich za ramiona.
- Ja spróbowałabym poszukać w albumie.
- Jezu Kaśka, łazisz jak kot! - wzdrygnął się Grzegorz.
- Masz rację. Może tam coś znajdziemy. - Anna złapała za album.
Strona za stroną, niczym nie wyróżniające się zdjęcia. Mieli się poddać, kiedy zauważyli, że między stronami, zamiast bibuły tkwi włożony wycinek ze starej gazety.
Nie było już czego dorzucić do ognia, w wątłym świetle nie dało się prawie niczego dostrzec. Grzegorz zapalił papierosa i przyświecił zapalniczką. Na fragmencie gazety widniało zdjęcie wykonane po tragedii, po dłuższej obserwacji zgodnie doszli do wniosku, że jest to barierka pomostu.
- Udało się odciągnąć to... zagrożenie. - powiedział zasapany Wojtek wchodząc do budynku.
- Słońce, lepiej złap oddech, nie koniec gimnastyki, zaraz zajęcia z pływania. - powiedziała jego partnerka, po czym ignorując fakt, że ma otwarte ze zdziwienia usta wyminęła go w drzwiach.
- Ją też coś opętało? - zapytał.
Teraz znów kroczyli we czwórkę, niosąc płonącą gałąź jak pochodnię.
- Kiedy wynieśliście Kamila? - zapytała Karolina.
Grzegorz i Anna zamarli w bezruchu.
- Nawet nie zauważyłam, że już go tam nie ma.
- Pięknie. Spokojnie, jesteście w bezpiecznych rękach. Zaraz znajdziemy tą broń. Wojtek Rambo jest z wami. - powiedział, po czym wbiegł na pomost.
Zarośnięta mchem deska wytrąciła go z równowagi, z hukiem przyłożył głową o deski. Podniósł się po dłuższej chwili.
Reszta przyjaciół broczyła już w lodowatej wodzie.
- No tak, wy sobie popływajcie, ja przypilnuję, żeby nikt się nie utopił i dołożę do ognia. - mruknął, po czym rozsiadł się na deskach i zapalił.
- Moooniiika, ach Monika... - zaśpiewał pod nosem.
- Co mu jest? - szepnął Grzegorz.
- Puszczają mu nerwy. - mruknęła Anka.
Karolina wślizgnęła się na pomost. Trzymała w ręku srebrny, połyskujący rewolwer.
- Misia, nie baw się tym. - Wojtek zabrał jej broń. Sprawdził zawartość bębenka. Cztery naboje.
Wszyscy siedzieli teraz na deskach. Grzali się w blasku ogniska. Na horyzoncie zaczęło się przejaśniać.
- Wystrzeli prawdopodobnie tylko raz, o ile w ogóle. Największe szanse ma pocisk, który był w komorze. Na twoim miejscu tym razem postąpił bym inaczej, niż uczą filmy o zombie, i nie celował w głowę. - zachichotał podając rewolwer Annie.
- Nigdy nie strzelałaś? - zapytał, widząc że dziewczyna nawet nie za bardzo wie jak chwycić broń. Kazał jej wstać, po czym wyjaśnił, że lepiej poczekać, aż cel będzie naprawdę blisko i uważać na silny odrzut - o ile wypali.
- Myślę, że najbezpieczniej będzie przeczekać do rana tutaj. Zastawimy czymś pomost i zdrzemniemy się.
Wszyscy chętnie przytaknęli Grzegorzowi. Przeczucie, że od powrotu do normalności dzieli ich jedynie krok dawała im nadzieję. Wierzyli, że mogą się wydostać. że stali się bandą niepokonanych bohaterów, którzy zmiotą monstrum z powierzchni ziemi. Ułożyli się przy ognisku. Wycieńczeni tak, że nawet nie pomyśleli o warcie. Po kilku minutach wszyscy zasnęli.