10
Widział wszystko jak przez mgłę. Krztusił się własną krwią. Czuł, że ktoś ciągnie go po ziemi, słyszał krzyki kilku osób, nie miał pojęcia co się dzieje, gdzie jest ani w jakim jest stanie. Nie mógł się poruszyć, niczego powiedzieć, z trudem łapał coraz płytszy oddech. Zobaczył jasne światło. Znów stracił świadomość. “Zachciało się emocji. Mam za swoje.” przemknęło mu przez głowę. Kiedy pierwszy raz się przebudził, tkwił przykuty do łóżka. Ciemne pomieszczenie na pewno nie było szpitalną salą. Zdołał tylko ruszyć stopą, wydawało mu się, że coś przewrócił. Poczuł silny ból, ale też radość. Wiedział, że żyje.

Za którymś razem przebudził się w trakcie zmiany opatrunku. Jęknął cicho.

- Nie po to tyle czasu nad tobą chodzę, żebyś teraz się przekręcił. Męczę się i męczę. Nie rób mi tego. - słyszał znajomy głos. “Czyżby to była ona? Niemożliwe.” - pomyślał. Otworzył oczy i faktycznie, przy jego łóżku nie stał nikt inny jak córka Cyngla. “Jackpot. Trzeba wyczekać moment.”

Skończyła wymieniać bandaż bardzo szybko i sprawnie, widocznie nie robiła tego po raz pierwszy.

- Wyszło wyjątkowo zgrabnie. Teraz to po prostu musisz z tego wyjść, bo... - powiedziała, a jej głos zadrżał.
- Bo? - szepnął cicho kierowca. Dziewczyna wybuchnęła płaczem.
- Ty naprawdę nie wiesz, kiedy się zamknąć. - ledwo wydukała przez łzy. "Będę walczył." - pomyślał. Nie sądził że jest z nim aż tak źle. Chwycił jej dłoń. Znów stracił świadomość.

To był piękny dzień. Słońce świeciło wyjątkowo jasno, delikatnie pieszcząc piękne, kolorowe bukiety i wiązanki kwiatów. Mimo, że pogrzeb zakończył się już dawno temu, nad grobem wciąż stało mnóstwo ludzi.

Najbliżej stał Cyngiel, jego była żona i ich córka.

- To powinienem być ja. Nie zasłużył na taki los. Nie dość, że straciłem najlepszego przyjaciela, to w dodatku będę kaleką do końca życia. Nie mogę pracować dalej, jestem bezużyteczny.

W wyniku obrażeń lekarze musieli odjąć mu nogę. Opuścił głowę. Zostało już tylko kilka osób.

- Faktycznie, wydaje się, że nie będziesz potrzebny do niczego. Twoi koledzy po fachu zdecydowali się zorganizować zbiórkę, która pozwoli ci wieść spokojne życie w gronie najbliższych. - powiedział przedostatni opuszczający rodzinę.

- Niestety, nie udało się ustalić sprawcy tej okropnej zbrodni. - usłyszał za plecami głos kierowcy
- Jesteśmy czyści. - dodał cicho z uśmiechem.
0.24938201904297