7
Pomyślał że to myśliwy, który najwyraźniej wracał z polowania. Jego ostre rysy twarzy i bystre oczy gwałtownie nabrały delikatnego i spokojnego grymasu.
- Witaj, nie widziałem cię tu wcześniej, skąd przychodzisz? Nie jesteś chyba strażnikiem, co? - zagaił przyjacielsko, poprawił na ramieniu łuk, po czym wyjął z torby jabłko, które najwyraźniej było przebite strzałą na wylot.
- Szukam chłopaka... - wydukał zamyślony.
- Jestem Dahrond, ale nie rób sobie nadziei co do mnie, jestem z natury samotnikiem. - powiedział mierząc żartobliwie rozmówcę spojrzeniem, po czym wyciągnął rękę.
- Mam na imię Troenen. Jestem drwalem. - powiedział do nowo poznanego towarzysza. W głębi duszy zastanowił się przez chwilę, czy byłby w stanie powiedzieć mu o sobie coś więcej?

- Jesteś myśliwym? Nie widziałeś w okolicy chłopaka o czarnych włosach i ciemnych oczach? Mniej więcej twojego wzrostu, może trochę młodszy. - zapytał Troenen właściwie bardziej z przymusu, niż ciekawości, czy chęci odnalezienia zaginionego.
- Ależ skąd! Nie jestem myśliwym, tym łukiem się czasem drapię po plecach, a te martwe króliki jak co dzień zabieram na spacer po lesie, świeże powietrze im służy. Chłopak jest u cieśli, który za próbę kradzieży zmusił go do pracy w warsztacie. - odpowiedział spokojnie.
– Jesteś jego ojcem? - rzucił zaciekawiony do drwala.
- Nie, obiecałem komuś, że znajdę i przyprowadzę go z powrotem do domu. - powiedział patrząc na młodziana.
- Będziesz musiał więc się wysilić, by zabrać go z miasta. - rzekł przeciągając się i ziewając.
- Zaprowadzisz mnie tam? - spytał drwal, który liczył na dobroczynność Dahronda. Jak się szybko okazało, przeliczył się, bo "myśliwy" ukradł mu nawet stary sierp, kiedy tylko nadarzyła się okazja. "Cóż, przynajmniej znalazłem tego chłopaka." pomyślał idąc ulicą miasteczka. Postanowił zaciągnąć się do straży miasta. Masa kolorów i zapachów uderzyła w niego nagle, musiał odpocząć od tego wszystkiego, był przytłoczony i zniechęcony. Od kilkunastu lat nie był w mieście, zdążył się więc od niego odzwyczaić. Wkroczenie w szeregi straży o dziwo nie było to zbyt skomplikowane, dostał stary i zniszczony miecz oraz przykazano mu, by pilnował ogólnego porządku. Wkrótce miał dostać też konia oraz zbroję, na co drwal jednak nie liczył. Kiedy tylko opuścił ciasną i zadymioną komnatę straży, od razu udał się do warsztatu. W drodze zatrzymał go właściciel sadu, który opisał wygląd Dahronda oraz fakt regularnej kradzieży jabłek z jego drzew.
- Dziś przekroczył już wszelkie granice, krojąc zebrane na wino jabłka zdrzemnąłem się na chwilę, a ten wariat strzelił do tego, które trzymałem w dłoni śpiąc! Naprawdę się przestraszyłem, bo nie jest zbyt dobrym strzelcem, mógł łatwo chybić! - gorączkował się staruszek. Troenen nie wierzył w słowa starca, póki nie przypomniał sobie "dziurawego" jabłka.
- Będę miał na niego oko. - odpowiedział spokojnie. Jegomość był zadziwiony odpowiedzią strażnika, która nie była wulgarna, miała sens i wyrażała rzeczywistą chęć pomocy, co jak na tutejszą straż było zupełnie abstrakcyjne. Przez chwilę jeszcze rozmawiali, po czym Troenen poczęstowany jabłkiem ruszył dalej w kierunku warsztatu cieśli. Nie wszedł tam od razu, najpierw udał się do karczmy, gdzie siedząc przy okiennicy obserwował ludzi i otoczenie. Czuł się nieswojo, nie przepadał za towarzystwem. Badał wnętrze budynku nieobecnym wzrokiem, kiedy do środka wszedł pewien mężczyzna. Jednym uważnym spojrzeniem dostrzegł wszystkie istotne szczegóły. Był on tej samej postury, w jego włosach drwal zauważył trociny, w kieszeni fartucha znajdowało się dłuto. Nie namyślając się długo usiadł przy barze, upewnił się, że cieśla go zauważy. Pijąc zimne piwo słuchał, jak mężczyzna gawędzi ze służką, dowiedział się, iż ów chłopak pracuje w warsztacie przymusem za to, że chciał ukraść narzędzia.
- A jednak, złodziej mówiący prawdę. - mruknął sam do siebie. Było to prawie tak samo dziwne jak fakt, że sam zdecydował się pomóc mieszczance.
0.29900312423706