Nie będę mógł publikować przez jakiś czas, proszę o wyrozumiałość.
Troenen poszedł za nim, by przekroczyć próg magazynu. Chłopak podniósł mały worek, a mężczyznę posłał po worek stojący w kącie pokoju. Kiedy tylko odwrócił się i podszedł do wskazanego miejsca, drzwi za nim zatrzasnęły się. Dzieciak śmiał się naprawdę głośno. Wszelkie próby wydostania się na zewnątrz spełzły na niczym. Po około godzinie usłyszał za drzwiami głos cieśli, który nie upolował niczego, jak się okazało nie dlatego, że nie miał broni, a dlatego, że był kompletnie pijany. Chwiejnym krokiem ruszył wzdłuż warsztatu, jednak zatrzymał się, kiedy zobaczył szczerzącego się uczniaka.
- Czego? - warknął tylko, zwalniając kroku.
- Pamiętasz tego strażnika, który wystawił cię na pośmiewisko? - spytał pijanego mężczyznę.
- No pamiętam. Śmiać się chcesz? Zaraz oberwiesz! - powiedział i złapał chłopaka za ubranie, po czym podniósł go na tyle wysoko, że oderwał stopy od posadzki.
- Nie skąd! - pisnął przerażony. - Po prostu siedzi w magazynie! - dodał, po czym cieśla puścił go tak, że upadł na plecy.
- Jeżeli nie żartujesz, to jestem pod wrażeniem, jeśli jednak kłamiesz, to będzie to ostatni twój wygłup, już ja o to zadbam. - mruknął. Z ogromnego stołu na środku warsztatu wziął najdłuższe dłuto. Chwiejnym krokiem podszedł do drzwi.
- Jesteś tam!? - ryknął. Nie usłyszał odpowiedzi. Patrzył na chłopaka wyjmując pręt ze skobla. Wtedy drwal z całej siły kopnął w drzwi, przewracając cieślę.
Chłopak patrzył przerażony. Dłuto wypadło z jego dłoni, z nosa pociekła krew. Cieśla był wściekły, jego twarz była teraz purpurowa ze złości. W mgnieniu oka stanął na równe nogi.
- Oto nasz wielki wojownik! Miecz przeciwko dłutu? - zadrwił z niego. Oponent upuścił oręż.
- Walczmy na pięści, sprawiedliwie. - syknął do niego i ruszył do ataku. Byli potężnej postury, chłopak przerażony ukrył się pod stołem. Na przemian wyprowadzali ciosy, po około minucie obaj mieli poobijane twarze. Opanowany drwal starał się parować ciosy rywala, nie przewidział jednak, że tylko on zamierzał walczyć uczciwie. Nie zdążył się zasłonić, gdy cieśla sypnął mu w oczy garścią trocin. Powalił go na ziemię. Poczuł jak silne dłonie zacisnęły się na jego gardle.
- Oto jak ginie naiwniak. Myślałeś, że nie wiem kim jesteś? Wieści szybko się roznoszą, dziwaku. Udało ci się oszukać większość durnych chłopów i kilku tępych strażników. - ręce Troenena miotały się. Zaczął gwałtownie słabnąć. Czuł, że traci przytomność. Odwrócił głowę w kierunku stołu. Pijany cieśla nie zauważył, że chłopak wcisnął w dłoń leżącego dłuto. Z całej siły pchnął nim w brzuch rywala, który zawył z bólu i odskoczył. Drwal podniósł się, w ostatniej chwili odskoczył, unikając ostrza miecza. Cieśla wskoczył na stół. Dzierżył w dłoni połyskujący w świetle oręż.
- Muszę przyznać, że świetny z ciebie wojownik. Nasza zabawa jednak dobiegła końca. - krzyknął uśmiechając się. Chłopak ukradkiem przesuwał się w stronę drzwi. Po chwili zostali tam już tylko we dwójkę. Wtem rozległ się świst. Obydwaj równie zdziwieni patrzyli na złamaną strzałę, leżącą na stole.
- Kiepski z ciebie strzelec. - rzekł nie odwracając się cieśla.
- Nie celowałem w ciebie.
Po tej odpowiedzi usłyszeli trzeszczenie, a potem trzask. Stalowy, masywny żyrandol spadał teraz na obu mężczyzn. Obaj skoczyli w kierunku drzwi, jednak po chwili Troenen usłyszał ryk, jaki wydał z siebie jego wróg. Jego stopę przyciskał do desek stalowy krąg, nie mógł się ruszyć. Trociny szybko zajęły się ogniem od jednej ze świec.
Zrozumieli, że spłonie żywcem. Cieśla podał miecz rywalowi.
- Skończ to co zacząłeś.
Trzymał teraz miecz nad jego głową. Zawahał się.
- Zaślepia cię gniew, który pewnego dnia i tak by cię strawił. Mogłeś podważyć nim żyrandol albo odciąć nogę, by spróbować przeżyć. Wolałeś jednak się poddać, bo tak naprawdę jesteś słaby. - powiedział kładąc go przy nim najbliżej jak mógł, by tamten jednak go nie dosięgnął.
Troenen poszedł za nim, by przekroczyć próg magazynu. Chłopak podniósł mały worek, a mężczyznę posłał po worek stojący w kącie pokoju. Kiedy tylko odwrócił się i podszedł do wskazanego miejsca, drzwi za nim zatrzasnęły się. Dzieciak śmiał się naprawdę głośno. Wszelkie próby wydostania się na zewnątrz spełzły na niczym. Po około godzinie usłyszał za drzwiami głos cieśli, który nie upolował niczego, jak się okazało nie dlatego, że nie miał broni, a dlatego, że był kompletnie pijany. Chwiejnym krokiem ruszył wzdłuż warsztatu, jednak zatrzymał się, kiedy zobaczył szczerzącego się uczniaka.
- Czego? - warknął tylko, zwalniając kroku.
- Pamiętasz tego strażnika, który wystawił cię na pośmiewisko? - spytał pijanego mężczyznę.
- No pamiętam. Śmiać się chcesz? Zaraz oberwiesz! - powiedział i złapał chłopaka za ubranie, po czym podniósł go na tyle wysoko, że oderwał stopy od posadzki.
- Nie skąd! - pisnął przerażony. - Po prostu siedzi w magazynie! - dodał, po czym cieśla puścił go tak, że upadł na plecy.
- Jeżeli nie żartujesz, to jestem pod wrażeniem, jeśli jednak kłamiesz, to będzie to ostatni twój wygłup, już ja o to zadbam. - mruknął. Z ogromnego stołu na środku warsztatu wziął najdłuższe dłuto. Chwiejnym krokiem podszedł do drzwi.
- Jesteś tam!? - ryknął. Nie usłyszał odpowiedzi. Patrzył na chłopaka wyjmując pręt ze skobla. Wtedy drwal z całej siły kopnął w drzwi, przewracając cieślę.
Chłopak patrzył przerażony. Dłuto wypadło z jego dłoni, z nosa pociekła krew. Cieśla był wściekły, jego twarz była teraz purpurowa ze złości. W mgnieniu oka stanął na równe nogi.
- Oto nasz wielki wojownik! Miecz przeciwko dłutu? - zadrwił z niego. Oponent upuścił oręż.
- Walczmy na pięści, sprawiedliwie. - syknął do niego i ruszył do ataku. Byli potężnej postury, chłopak przerażony ukrył się pod stołem. Na przemian wyprowadzali ciosy, po około minucie obaj mieli poobijane twarze. Opanowany drwal starał się parować ciosy rywala, nie przewidział jednak, że tylko on zamierzał walczyć uczciwie. Nie zdążył się zasłonić, gdy cieśla sypnął mu w oczy garścią trocin. Powalił go na ziemię. Poczuł jak silne dłonie zacisnęły się na jego gardle.
- Oto jak ginie naiwniak. Myślałeś, że nie wiem kim jesteś? Wieści szybko się roznoszą, dziwaku. Udało ci się oszukać większość durnych chłopów i kilku tępych strażników. - ręce Troenena miotały się. Zaczął gwałtownie słabnąć. Czuł, że traci przytomność. Odwrócił głowę w kierunku stołu. Pijany cieśla nie zauważył, że chłopak wcisnął w dłoń leżącego dłuto. Z całej siły pchnął nim w brzuch rywala, który zawył z bólu i odskoczył. Drwal podniósł się, w ostatniej chwili odskoczył, unikając ostrza miecza. Cieśla wskoczył na stół. Dzierżył w dłoni połyskujący w świetle oręż.
- Muszę przyznać, że świetny z ciebie wojownik. Nasza zabawa jednak dobiegła końca. - krzyknął uśmiechając się. Chłopak ukradkiem przesuwał się w stronę drzwi. Po chwili zostali tam już tylko we dwójkę. Wtem rozległ się świst. Obydwaj równie zdziwieni patrzyli na złamaną strzałę, leżącą na stole.
- Kiepski z ciebie strzelec. - rzekł nie odwracając się cieśla.
- Nie celowałem w ciebie.
Po tej odpowiedzi usłyszeli trzeszczenie, a potem trzask. Stalowy, masywny żyrandol spadał teraz na obu mężczyzn. Obaj skoczyli w kierunku drzwi, jednak po chwili Troenen usłyszał ryk, jaki wydał z siebie jego wróg. Jego stopę przyciskał do desek stalowy krąg, nie mógł się ruszyć. Trociny szybko zajęły się ogniem od jednej ze świec.
Zrozumieli, że spłonie żywcem. Cieśla podał miecz rywalowi.
- Skończ to co zacząłeś.
Trzymał teraz miecz nad jego głową. Zawahał się.
- Zaślepia cię gniew, który pewnego dnia i tak by cię strawił. Mogłeś podważyć nim żyrandol albo odciąć nogę, by spróbować przeżyć. Wolałeś jednak się poddać, bo tak naprawdę jesteś słaby. - powiedział kładąc go przy nim najbliżej jak mógł, by tamten jednak go nie dosięgnął.