14
Siedzę sobie spokojnie w pracy, na przerwie dzwoni żona i zaczyna opowiadać co się przed chwilą dowiedziała.
Dla kontekstu sytuacji dodam, że pod szpitalem który bierze udział w tej historii pacjent zmarł w kolejce na śor.

A więc wracają do historii dzwoni i opowiada :
"Słucha co się stało. Dzwoniła do mnie Gosia (moja szwagierka), żaliła się, że denerwują ją strasznie w pracy i chce trochę odpocząć. Zawiozła więc Zuzię do żłobka i pojechała do rodzinnego naściemniać, że jest chora. Pojechała i tłumaczy, że ją mięśnie bolą, głowa i coś tam jeszcze. Lekarz POZ w związku z tymi "udawanymi" dolegliwościami skierował ją do szpitala powiatowego na badania na covida. Pojechała, pobrali krew, zrobili badanie. Zadzwonili za parę godzin, że ma wynik - pozytywny.
I teraz ona - 10 dni kwarantanny a dziecko i szwagier - 20 dni kwarantanny.
Mało tego, zanim zgłosił się sanepid obdzwoniła znajomych kto chce mieć 10 dni zwolnienia to poda go jako kontakt. I chyba też pójdę na wolne. No i tyle, pogadamy w domu"

Także jak wiadomo, w naszym kraju z dykty wszystko jest możliwe.
A w szpitalu taka sytuacja, że w związku z tragedią wszystkim po kolei dopierdzielają wynik pozytywny aby potem umyć ręce.
I tak nikt nie kontroluje tych wyników i tak.
0.25145721435547