47
Wbijam sobie do żabencji pod blokiem zakupić dwa browarki i coś na przekąskę do wieczornego grania. Uśmiechnięty bo już w myślach otwieram piwko, wchodze i mowie szczęśliwe „ dobry wieczór”.
Patusiarska blond Karynka z kolczykiem w nosie zza kasy podnosi swoje oczy nad którymi widnieją skrzydła orła i coś tam chamsko burka pod nosem. Myślę sobie „okej, spier*alaj, nie zepsujesz mi humoru”. No i idę dumnym krokiem niczym wygrany życiowo człowiek na kierowniczym stanowisku, dochodzę do regału z chmielowymi nektarami, biorę dwie butelki plus jakieś czipsy i powoli kieruje się do kasy.
Nadal dumnym krokiem człowieka sukcesu idę do kasy. Blond patuska już z nienawiścią w oczach, podnosi się i z wielkim bólem dupy zaczyna mnie obsługiwać. Podliczyła wszystko i przychodzi do płatności kartą.. karty nie mogłem znaleźć, wypadła mi z portfela i wleciała w środek kurki przez dziurę w kieszeni.
Szukam, szukam, szukam.. I nagle słyszę „ehhh.. weź się pośpiesz.” No i w tym momencie już się zdenerwowałem. Wtedy zaczęła się akcja.
Przez około 25 minut wybierałem alkohol, którego wcale nie chciałem kupić, stojący zza plecami Karyny, tu ta butelka - a jednak nie bo coś, pokaże pani tą butelke - a coś za mała, ta za duża, tego nie lubię itp itd. Już po 6 butelce skrzydła orła chciały odlecieć ze wściekłości, Karyna cała czerwona i widać, że jeszcze chwila a kolczyk się stopi. Huk z tym, ciągniemy to dalej.
Po mniej więcej tych 25 minutach powiedziałem, ze jednak nic więcej nie chce i biorę te dwa browce.
Blond niewiasta wybuchła. Zaczęła drzeć ryja, a ja zacząłem się z niej śmiać. Zapłaciłem i wyszedłem.
Śmiechów nie było końca!
0.26569485664368