3
Ludzie robią różne rzeczy, kiedy stoją przyparci do muru. Zwłaszcza młodzi ludzie, często słyszy się o kimś, kto podejmując złe decyzje w życiu źle kończy i niby nic w tym dziwnego, dopóki taka decyzja nie dotyczy nas samych.

Kilka lat temu miałem dziewczynę, pracę, przyjaciół - ogólnie wszystko, czego można sobie zażyczyć. Byłem szczęśliwym człowiekiem.
Pamiętam dokładnie, byłem tego dnia w pracy, kiedy czytając kolejny dokument, litery na papierze zaczęły się zlewać w całość, po chwili podbiegło do mnie kilkoro ze współpracowników. Wydawało mi się że krzyczą, nie słyszałem ich jednak, widziałem tylko ich rozwarte usta, wszystko nagle zwolniło, zalane jasnością w końcu rozmyło się i zniknęło.

Obudziłem się w szpitalnym łóżku. Przez kilka minut próbowałem przypomnieć sobie co się stało, jednak dopiero po usłyszeniu wersji zdarzeń od pielęgniarki zdołałem przypomnieć sobie moment, w którym odpłynąłem. Myślałem, że próbuje mnie wkręcić, jednak była na to zbyt poważna. Podejrzewali epilepsję, którą musiał wywołać jakiś niesprecyzowany czynnik. Niedługo później przyjechała rodzina, po ich reakcji na mój widok zrozumiałem, że pielęgniarka nie wdawała się w szczegóły historii. Tata uświadomił mnie, że te kilka sekund które pamiętam, trwało przez dobre pięć minut, kiedy skulony na posadzce miotałem się przez dobre kilka minut, kiedy jeden z kolegów trzymał moją głowę. Przestraszyłem się. Nie wiedzieli co jest grane, diagnoza z epilepsją była kompletnym strzałem, jak się później okazało dalekim od prawdy.

Codzienność wróciła. Po dwóch dniach wolnych spędzonych u dziewczyny wróciłem do pracy. Wszystko było w porządku, koledzy z pracy nie mogli być bardziej uprzejmi i pomocni. Pewnego popołudnia wracałem odwieźć ją do domu, byliśmy na jakiejś imprezie, wstęp wolny, lokalna kapela, nic specjalnego. Odprowadziłem ją do drzwi. Pożegnaliśmy się i już miałem wracać do domu, kiedy schodząc po schodach wszystko się powtórzyło, tym razem jednak tracąc równowagę uderzyłem skronią o kant stopnia. Pamiętam tylko krzyk, przeraźliwy, długi krzyk.

Znów obudziłem się w szpitalnym łóżku. Leki, które mi przepisano na nic się nie zdały. tym razem byłem zmuszony przez rodzinę o zostanie na obserwacji.
Pisałem do niej, czy wszystko w porządku, czy mnie odwiedzi, że tęsknie. Trzeciego dnia napisała mi krótką i treściwą wiadomość - "To koniec". Byłem zdruzgotany. Wróciłem do domu, po raz kolejny wszystko wróciło do normy, tym razem na dłużej, około miesiąca. Właśnie w momencie, kiedy poczułem się spokojniejszy, wszystko rozpoczęło się od nowa.

Tym razem siedziałem za kółkiem. Na moment straciłem poczucie przestrzeni, okropne doświadczenie. Jedyne co zdążyłem zrobić w panice, to uderzyć drętwiejącą ręką przycisk świateł awaryjnych i wyszarpnąć za smycz kluczyki ze stacyjki.
Duży błąd.
0.30236101150513