15
Spadłem tak nisko, że nie miałem nawet pojęcia jak głęboko się znalazłem. Szyb był bardzo wąski, na pewno jednak nie był płytki. Nie mogłem być nieprzytomny zbyt długo, bo kurz wzbity w powietrze przez upadek jeszcze wirował nade mną w wątłym świetle czołówki.

Musiałem spaść na plecy, minęła chwila zanim udało mi się wziąć głęboki wdech. Powoli stanąłem na nogach, próbując się rozejrzeć. Telefon nie miał zasięgu, jednak świecił dość mocno. W wędrówce towarzyszyło mi echo własnych kroków. Korytarz zdawał się nie mieć końca. Znalazłem po drodze zardzewiały kilof, starą torbę, jakiś pusty notes.

Wraz z postępem wędrówki zauważyłem, że sklepienie tunelu oraz ściany zbliżają się do mnie coraz szybciej. Wkrótce na ścianach zaczęły pojawiać się rysy, dość głębokie, jakby ktoś przeciągał po ścianie jakimś metalowym obiektem. Zamarłem. Do moich uszu dotarł cichy pomruk. Zgasiłem światło, przywierając do ściany. Nasłuchiwałem, jednak jedyne co usłyszałem to mój stłumiony oddech. Pomyślałem, że po prostu mi się wydawało, brak bodźców od dłuższego czasu potrafi mamić zmysły. Szedłem dalej.

W pewnym momencie coś pod moimi stopami wydało z siebie szelest. "Liście? Tutaj?" Przemknęło mi przez głowę. Spojrzałem pod stopy. Białe, duże płaty wyscielały podłoże tunelu. Podniosłem jeden fragment, potem drugi. Prawie identyczne, biało szare, kruche, ledwo mieściły się na dłoni. Wtedy dotarło do mnie, że to łuski. Jak duże zwierzę może mieć takie łuski?

Tunel ciągnął się dalej. Wiedziałem, że jest naprawdę długi, dlatego usiadłem, opierając plecy o ścianę tunelu. Nie schodziłem sam, wiedziałem że moi przyjaciele w takiej sytuacji od razu wyszli na powierzchnię i wezwali pomoc. Myślałem o tym paląc papierosa i popijając wodę z butelki. Po upadku bolało mnie biodro, nie na tyle jednak, żeby porzucić dalszą eksplorację. W końcu moim oczom ukazało się coś, co mogę nazwać tylko końcem tunelu, za wyjątkiem okręgu na ścianie, wokół którego widniały jakieś napisy, chyba po łacinie.

"To by było na tyle, jeśli chodzi o wędrowanie w tą stronę." - mruknąłem pod nosem, po czym stuknąłem rogiem telefonu w dziwny okrąg. Usłyszałem głuchy odgłos. Uświadomiłem sobie, że to otwór, ciut większy niż studzienka kanalizacyjna, zaślepiony glinianą powłoką. Podniosłem z pod stóp spory kamień i z całej siły przyłożyłem w sam środek kręgu. Skorupa pękła na pół, by po chwili opaść i roztłuc się na małe kawałki.

Do mojego nosa dotarł silny odór długo stojącej wody, zgnilizny. Zaświeciłem latarką wewnątrz. Zwężenie miało maksymalnie trzy metry, postanowiłem wziąć tylko latarkę, zapalniczkę i resztę liny.
0.27312397956848