Dopiero kiedy przecisnąłem się przez otwór zdałem sobie sprawę, że przecież mogłem przywiązać linę do plecaka i przeciągnąć go za mną. Postanowiłem po niego wrócić, a przy okazji zrobić zdjęcie tego dziwnego otworu.
Przywiązałem więc linę do plecaka, a drugi koniec do kostki. Kiedy wyłaziłem z otworu, poczułem, że lina jest naprężona. Szarpnąłem, plecak najwyraźniej się zablokował, miałem nadzieję że szarpiąc obluzuje się i da radę przejść. Myliłem się.
Lina szarpnęła moją nogą, posyłając mnie z impetem na kamienną posadzkę. Spanikowałem. Próbowałem złapać się czegoś, jednak palce ślizgały się po posadzce. Ślepy traf zdecydował, że na linii mojej dłoni znalazł się nóż. Udało mi się go chwycić. Otwór znajdował się około pół metra nad posadzką, leżałem teraz na plecach z nogą w przejściu z korytarza na drugą stronę.
Ciągnięcie było coraz silniejsze. Udało mi się zgiąć w pasie, musiałem przeciąć linę, nim cokolwiek co ją ciągnęło pozbawiłoby mnie kostki. Udało się. Zasapany leżałem chwilę na wznak. Przestraszyłem się. Tuż nade mną światło odbijały dwa okrągłe punkty. Były to oczy.
Krzyknąłem, a cokolwiek to było rzuciło się w panice do ucieczki. Znów byłem sam. Straciłem linę, został mi nóż, latarka, czołówka, notes, zapalniczka i papierosy. Po raz kolejny podniosłem się po upadku. Tym razem jednak wiedząc, że muszę mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Cokolwiek słyszałem wcześniej, nie było wytworem mojej wyobraźni.
Przywiązałem więc linę do plecaka, a drugi koniec do kostki. Kiedy wyłaziłem z otworu, poczułem, że lina jest naprężona. Szarpnąłem, plecak najwyraźniej się zablokował, miałem nadzieję że szarpiąc obluzuje się i da radę przejść. Myliłem się.
Lina szarpnęła moją nogą, posyłając mnie z impetem na kamienną posadzkę. Spanikowałem. Próbowałem złapać się czegoś, jednak palce ślizgały się po posadzce. Ślepy traf zdecydował, że na linii mojej dłoni znalazł się nóż. Udało mi się go chwycić. Otwór znajdował się około pół metra nad posadzką, leżałem teraz na plecach z nogą w przejściu z korytarza na drugą stronę.
Ciągnięcie było coraz silniejsze. Udało mi się zgiąć w pasie, musiałem przeciąć linę, nim cokolwiek co ją ciągnęło pozbawiłoby mnie kostki. Udało się. Zasapany leżałem chwilę na wznak. Przestraszyłem się. Tuż nade mną światło odbijały dwa okrągłe punkty. Były to oczy.
Krzyknąłem, a cokolwiek to było rzuciło się w panice do ucieczki. Znów byłem sam. Straciłem linę, został mi nóż, latarka, czołówka, notes, zapalniczka i papierosy. Po raz kolejny podniosłem się po upadku. Tym razem jednak wiedząc, że muszę mieć oczy i uszy szeroko otwarte. Cokolwiek słyszałem wcześniej, nie było wytworem mojej wyobraźni.