3
Teraz nie miałem już wyjścia. Musiałem iść dalej. Tunel znów się rozszerzał. Tym razem do tego stopnia, że ledwo widziałem ściany i sklepienie. Zdecydowałem iść przy ścianie, łatwiej w ten sposób uniknąć zagrożenia. W końcu dotarłem do wrót. Masywne skrzydła były okute stalą. Mocno się naprężyłem by je popchnąć, ustąpiły jednak przy lekkim nacisku.

Moim oczom ukazała się komnata. Duże łoże, coś na kształt komody, siedzisko wykute z kamienia. Rozejrzałem się powoli. Ściany były wybielone, kilka uchwytów na ścianach, w niektórych były miecze, w innych wypalone pochodnie. Moją uwagę przykuły książki na podłodze, wyglądały na porozrzucane. Były one zgniłe, nie udało mi się niczego z nich odszyfrować. Moje oczy powędrowały ścianami tego pomieszczenia, by spocząć na czymś, co wyglądało na trofeum.

Podłużna, ogromna czaszka, z otworem w samym środku i wieloma wyrostkami wokół, otoczona w najszerszym punkcie grubym pierścieniem z kości. Niezbyt przyjemny widok. Szedłem ostrożnie dalej. W litej posadzce znajdowały się rowki. Prowadziły one do następnej komnaty. Liczne regały zagracone były różnymi fiołkami, dziwnymi instrumentami, czymś w rodzaju skomplikowanych, jednak nieznanych narzędzi. Na jednej z półek stały gliniane donice, uschnięte, pokrzywione łodygi sterczały z nich beznadziejnie. Tuż obok nich leżała księga.
0.26645612716675