"Miło znów cię widzieć." - usłyszał, gdy tylko wszedł do środka. Na ścianach, zamiast plakatów i innych informacji, korkowe tablice oraz gabloty okupowały teksty, wszystkie jego autorstwa. Pracownice biblioteki uśmiechały się szczerze. Te prace to niespodzianka z ich własnej inicjatywy. Uśmiechnął się szeroko. Szybko zajął swoje stare miejsce. Znów zaczął pisać. Czasami, kiedy wchodził do biblioteki, został zaczepiany przez pracownice. Krótka pogawędka, mająca na celu przekazanie "życzeń" czytelników. Jedna z nauczycielek, lubiła historie zrozumiałe, o walce dobra ze złem, pewien nauczyciel wolał kryminały, jeszcze ktoś inny opowieści fantastyczne, poezję. Pisał więc dla wszystkich, próbując każdego gatunku, przeważnie trafiając w gusta swoich odbiorców.
Pewnego dnia na lekcji religii odpłynął myślami gdzieś zupełnie daleko. Skrobał coś nieudolnie w notesie, patrząc przez okno. Wtedy nauczycielka, poprosiła aby na chwilę podszedł do biurka. W pomieszczeniu panowała luźna atmosfera, umowa była jasna, ci, którzy interesowali się zajęciami, siedzieli z przodu klasy, słuchając i biorąc aktywny udział w lekcji. Dlatego zdziwił się, siedząc z tyłu, wśród cichych rozmów kolegów i koleżanek, którzy z reguły nie przeszkadzali jej w prowadzeniu zajęć.
"Słyszałam o tym, że piszesz. Mam do ciebie prośbę, mógłbyś zostać na chwilę po zajęciach?" - zapytała. Zaintrygowało go to, nie spodziewał się prośby akurat od tej nauczycielki. Co mógłby dla niej napisać? Myśli krążyły w jego głowie. W końcu lekcja minęła, został w klasie sam na sam z nauczycielką.
"Chodzi o napisanie tekstu dla księdza. Czy byłbyś zainteresowany napisaniem czegoś o treści religijnej? Nie musisz się śpieszyć." - padło krótkie pytanie. Zawahał się. "Co konkretnie miałbym napisać?". Postanowił nie cofać się przed niczym. Chodziło o rozważania stacji drogi krzyżowej. Zgodził się bez namysłu. Jeszcze tego samego dnia zabrał się do pracy. Wydrukował tekst. Uderzając w klawisze sam zastanawiał się, czy wierzy w to co pisze, robiąc przerwy częściej niż zwykle. Następnego dnia po lekcji zostawił prace na biurku nauczycielki. Kiwnęła głową z aprobatą. Wychodząc kątem oka zauważył, że założyła okulary. Kilka kolejnych lekcji z rzędu upewniała się, by przypomnieć mu, kiedy jego praca zostanie odczytana. Mimo tego nie pojawił się w kościele. "Tekst rozważań przypadł wszystkim do gustu. Szkoda, że ciebie tam nie było." - powiedziała spokojnie. Nie odpowiedział, opuścił głowę, by znów pisać w notesie.
Tego samego dnia, na lekcji polskiego, siedząc w ostatniej ławce znów pisał w swoim notesie. "Wszyscy wyciągamy karteczki." - powiedziała spokojnie polonistka. "Nie będzie żadnego sprawdzianu, ani kartkówki. Dzisiaj, każdy ma 20 minut, na napisanie wiersza, a na koniec przeczytamy wszystkie i krótko je ocenimy." - dodała po chwili. Zapadła cisza. Każdy skrobał coś na papierze, niektórzy konsultowali się między sobą, inni chichotali pod nosem. Czas na pisanie w końcu minął. Dziewczyny pisały głównie o przyrodzie, pięknie świata ożywionego i nieożywionego, miłości. Większość chłopaków ułożyło zabawne rymowanki, mniej lub bardziej udane, mniej lub bardziej zabawne, była nawet praca o polityce. Siedziałem na samym końcu, dlatego przeczytałem swój tekst jako ostatni. Kiedy skończyłem czytać, w klasie zapanowała kompletna cisza. Wszyscy patrzyli w moją stronę. "Ha, kiedy będziemy przerabiać twoje prace, zamiast tych, którzy już i tak od dawna gryzą piach?" - zapytał jeden z kolegów. "Na bank plagiat." - mruknęła klasowa kujonka. Nie mogła jednak znaleźć autora tych słów, ani tych słów, nikt nie mógł. Wytłumaczenie było oczywiste.
"Zostań dziś chwilę po lekcji." - usłyszałem. "Niedługo odbędzie się pewien konkurs, napisz proszę pracę. Ochrona środowiska, gatunek - poezja." - krótkie objaśnienie i pogawędka na temat ostatniej pracy. To była zdecydowanie jej ulubiona praca, najdłuższa, jaką do tej pory napisałem, bezbłędna. Uśmiech nie zniknął z jej twarzy ani na chwilę.
Pewnego dnia na lekcji religii odpłynął myślami gdzieś zupełnie daleko. Skrobał coś nieudolnie w notesie, patrząc przez okno. Wtedy nauczycielka, poprosiła aby na chwilę podszedł do biurka. W pomieszczeniu panowała luźna atmosfera, umowa była jasna, ci, którzy interesowali się zajęciami, siedzieli z przodu klasy, słuchając i biorąc aktywny udział w lekcji. Dlatego zdziwił się, siedząc z tyłu, wśród cichych rozmów kolegów i koleżanek, którzy z reguły nie przeszkadzali jej w prowadzeniu zajęć.
"Słyszałam o tym, że piszesz. Mam do ciebie prośbę, mógłbyś zostać na chwilę po zajęciach?" - zapytała. Zaintrygowało go to, nie spodziewał się prośby akurat od tej nauczycielki. Co mógłby dla niej napisać? Myśli krążyły w jego głowie. W końcu lekcja minęła, został w klasie sam na sam z nauczycielką.
"Chodzi o napisanie tekstu dla księdza. Czy byłbyś zainteresowany napisaniem czegoś o treści religijnej? Nie musisz się śpieszyć." - padło krótkie pytanie. Zawahał się. "Co konkretnie miałbym napisać?". Postanowił nie cofać się przed niczym. Chodziło o rozważania stacji drogi krzyżowej. Zgodził się bez namysłu. Jeszcze tego samego dnia zabrał się do pracy. Wydrukował tekst. Uderzając w klawisze sam zastanawiał się, czy wierzy w to co pisze, robiąc przerwy częściej niż zwykle. Następnego dnia po lekcji zostawił prace na biurku nauczycielki. Kiwnęła głową z aprobatą. Wychodząc kątem oka zauważył, że założyła okulary. Kilka kolejnych lekcji z rzędu upewniała się, by przypomnieć mu, kiedy jego praca zostanie odczytana. Mimo tego nie pojawił się w kościele. "Tekst rozważań przypadł wszystkim do gustu. Szkoda, że ciebie tam nie było." - powiedziała spokojnie. Nie odpowiedział, opuścił głowę, by znów pisać w notesie.
Tego samego dnia, na lekcji polskiego, siedząc w ostatniej ławce znów pisał w swoim notesie. "Wszyscy wyciągamy karteczki." - powiedziała spokojnie polonistka. "Nie będzie żadnego sprawdzianu, ani kartkówki. Dzisiaj, każdy ma 20 minut, na napisanie wiersza, a na koniec przeczytamy wszystkie i krótko je ocenimy." - dodała po chwili. Zapadła cisza. Każdy skrobał coś na papierze, niektórzy konsultowali się między sobą, inni chichotali pod nosem. Czas na pisanie w końcu minął. Dziewczyny pisały głównie o przyrodzie, pięknie świata ożywionego i nieożywionego, miłości. Większość chłopaków ułożyło zabawne rymowanki, mniej lub bardziej udane, mniej lub bardziej zabawne, była nawet praca o polityce. Siedziałem na samym końcu, dlatego przeczytałem swój tekst jako ostatni. Kiedy skończyłem czytać, w klasie zapanowała kompletna cisza. Wszyscy patrzyli w moją stronę. "Ha, kiedy będziemy przerabiać twoje prace, zamiast tych, którzy już i tak od dawna gryzą piach?" - zapytał jeden z kolegów. "Na bank plagiat." - mruknęła klasowa kujonka. Nie mogła jednak znaleźć autora tych słów, ani tych słów, nikt nie mógł. Wytłumaczenie było oczywiste.
"Zostań dziś chwilę po lekcji." - usłyszałem. "Niedługo odbędzie się pewien konkurs, napisz proszę pracę. Ochrona środowiska, gatunek - poezja." - krótkie objaśnienie i pogawędka na temat ostatniej pracy. To była zdecydowanie jej ulubiona praca, najdłuższa, jaką do tej pory napisałem, bezbłędna. Uśmiech nie zniknął z jej twarzy ani na chwilę.