41
Ja byłem katolikiem.

Motywy które przekonywały mnie do tej religii to oczywiście niebo, ale najmniej bo jestem pracowitom istotą więc dobrobyt bym sobie wypracował.

Oczywiście w ryzach zasad trzymała mnie kara wiecznych mąk za nie przestrzeganie zasad.

A najbardziej podobała mi się wizja wiecznych mąk dla wrogów.
Ktoś opluł ci twarz, to nie dość , że mu oddajesz to jeszcze on raczej nie jest wierzącym bo to zrobił więc trafi kiedyś na męki.
Oczywiście osobiście bym męki wieczne nie wymyślił bo aż tak mój gniew nie sięga by kogoś wiecznie torturować, ale skoro dla mnie były realne to się cieszyć, że chociaż taka kara jest.
Nieograniczony jest gniew boży :p

Zemsta Boga za mnie dawała mi komfort psychiczny bo jestem wrażliwą osoba i łatwo mnie skrzywdzić, przez co jestem pamiętliwy.
Myślenie , że ktoś za ciebie wymierzy kiedyś sprawiedliwość na złym szefie, koledze czy rządzących uspakaja na pewno wielu wiernych, powodując u nich poczucie sprawiedliwości.

O ile wieczne męki to adekwatna kara...

Ale jak mówiłem nie jestem wierzącym, nikogo nie zmuszam do nic, po prostu u jednych przychodzi taki czas , że przestają wierzyć, nawracają się lub zmieniają religię.
Zależy to po prostu od osoby.
0.068246126174927