Nasze zasoby były dość ograniczone, można by wręcz powiedzieć, że przykre. Musieliśmy jednak działać. Plan był prosty, ryzyko zminimalizowane do minimum. Naszym celem było pobliskie miasto, a dokładnie apteka oraz spory supermarket. Każdy wiedział dokładnie co ma robić. Apteka oraz sklep były zlokalizowane zaraz obok posterunku. To był największy problem. Siła ognia nie pozwalała na przejęcie go szturmem, co najwyżej na stawianie oporu na tyle długo, by zdążyć zrobić swoje. Ryzyko na straty w ludziach było wtedy i tak za wysokie, by podjąć tak bezpośrednie kroki. Tej nocy potrzeba było czegoś wiele większego. Genialnego, praktycznie cudu - albo jednego szaleńca.
Silnik wył, jakby miał zaraz wyskoczyć z ramy. Usłyszeliśmy pisk opon, przesunęliśmy wieko studzienki jak tylko hałas nad naszymi głowami zelżał. Wraz z trzema kompanami stałem już na ulicy, kiedy Kierowca w końcu do nas dobiegł. Głośny wybuch. Eksplozja samochodu, który uderzył wprost w posterunek oślepiła nas na moment. Kierowca wraz z jednym z mężczyzn zaczęli włamywać się do najbliższych dwóch samochodów. Trójka kolejnych była już praktycznie przy drzwiach apteki. Rozległ się warkot silnika, mężczyzna który uruchomił jeden z pojazdów na ulicy pędził pod drzwi sklepu. Przez chwilę jeszcze panowała cisza, zanim z posterunku rozległy się krzyki.
Padł pierwszy strzał - ostrzegawczy. Małe zwinne auto stojące pod apteką było już gotowe do odjazdu, co zasygnalizował klakson.
- Jazda! - wydałem rozkaz przez krótkofalówkę. Zniknęło tak szybko, jak szybko się pojawiło. Stare combi było już w połowie upchane żywnością, kiedy na ulicę wysypała się większość personelu posterunku JAREK.
- Dym, teraz! - Padł drugi rozkaz. Kilka świec dymnych własnej roboty przyniosła mniejszy efekt niż się tego spodziewałem. Kilku moich ludzi stało teraz vis a vis uzbrojonego patrolu.
Nagle klakson. - Jazda, jazda! - wydarłem się przez krótkofalówkę. Combi ruszyło w przeciwnym kierunku. Na planie akcji zostały tylko dwa zdobyczne pojazdy. Z pewnością strzelali do nas, jednak przez dym unoszący się już nad całą ulicą nie było prosto trafić. Pojazd przed nami zdążył uciec, zostaliśmy tylko my dwaj.
- Jeszcze możemy się wycofać. - powiedziałem, patrząc na Kierowcę.
- Zaczynamy! - usłyszałem w odpowiedzi. Auto ruszyło, tym razem jednak jechaliśmy spokojnie. Cztery busy patrolu ruszyły za nami. Połknęli haczyk. Przeciętny personel posterunku wynosił około 24 funkcjonariuszy. W każdym busie było ich przynajmniej trzech. Teraz nasza akcja zaczynała się naprawdę. Kiedy oddaliliśmy się o kilka minut drogi od posterunku, rozpoczął się prawdziwy pościg. W tym samym czasie posterunek został zajęty szturmem, a szabrowanie supermarketu kontynuowane - tak przynajmniej zakładał mój plan. Otworzyłem plecak, w którym miałem sporo przedmiotów, utrudniających pościg. Pierwszy bus JAREK zbliżył się na tyle, by rozpocząć ogień. Zbliżał się ostry zakręt.
- Teraz! - krzyknął kierowca, a na jego komendę wylałem na asfalt sporą ilość oleju silnikowego. Pierwszy bus wpadł w poślizg, uderzając w samochody zaparkowane przy chodniku.
- Zwolnij, zgubimy ich! - krzyknąłem do kierowcy. Po kilku chwilach światła drugiego busa zaczęły się zbliżać z ogromną prędkością. Czekała ich jednak kolejna niespodzianka, tym razem jednak bardziej ryzykowna. Musiałem czekać aż będą dosłownie siedzieć nam na ogonie. Zaczęli ostrzeliwać auto. Wybita tylna szyba tylko ułatwiła mi zadanie. Opierając się o tylną kanapę rzuciłem prowizoryczną kolczatkę pod przednie prawe koło busa. Złapali gumę, jednak kierowca postanowił kontynuować pościg. Uderzył w nasz samochód, wciąż prowadzili ostrzał. Wyjąłem broń, w tym samym momencie dostrzegłem, że pasażer busa dobył broni automatycznej. Wiedziałem, że nosi kamizelkę kuloodporną, dlatego zdecydowałem się strzelać w drugą oponę. Opróżniłem cały magazynek. Udało się, bus zaczął znacznie zwalniać.
- Teraz wszystko w twoich rękach. - powiedziałem do kierowcy, widząc w lusterku ostatni nietknięty bus.
Silnik wył, jakby miał zaraz wyskoczyć z ramy. Usłyszeliśmy pisk opon, przesunęliśmy wieko studzienki jak tylko hałas nad naszymi głowami zelżał. Wraz z trzema kompanami stałem już na ulicy, kiedy Kierowca w końcu do nas dobiegł. Głośny wybuch. Eksplozja samochodu, który uderzył wprost w posterunek oślepiła nas na moment. Kierowca wraz z jednym z mężczyzn zaczęli włamywać się do najbliższych dwóch samochodów. Trójka kolejnych była już praktycznie przy drzwiach apteki. Rozległ się warkot silnika, mężczyzna który uruchomił jeden z pojazdów na ulicy pędził pod drzwi sklepu. Przez chwilę jeszcze panowała cisza, zanim z posterunku rozległy się krzyki.
Padł pierwszy strzał - ostrzegawczy. Małe zwinne auto stojące pod apteką było już gotowe do odjazdu, co zasygnalizował klakson.
- Jazda! - wydałem rozkaz przez krótkofalówkę. Zniknęło tak szybko, jak szybko się pojawiło. Stare combi było już w połowie upchane żywnością, kiedy na ulicę wysypała się większość personelu posterunku JAREK.
- Dym, teraz! - Padł drugi rozkaz. Kilka świec dymnych własnej roboty przyniosła mniejszy efekt niż się tego spodziewałem. Kilku moich ludzi stało teraz vis a vis uzbrojonego patrolu.
Nagle klakson. - Jazda, jazda! - wydarłem się przez krótkofalówkę. Combi ruszyło w przeciwnym kierunku. Na planie akcji zostały tylko dwa zdobyczne pojazdy. Z pewnością strzelali do nas, jednak przez dym unoszący się już nad całą ulicą nie było prosto trafić. Pojazd przed nami zdążył uciec, zostaliśmy tylko my dwaj.
- Jeszcze możemy się wycofać. - powiedziałem, patrząc na Kierowcę.
- Zaczynamy! - usłyszałem w odpowiedzi. Auto ruszyło, tym razem jednak jechaliśmy spokojnie. Cztery busy patrolu ruszyły za nami. Połknęli haczyk. Przeciętny personel posterunku wynosił około 24 funkcjonariuszy. W każdym busie było ich przynajmniej trzech. Teraz nasza akcja zaczynała się naprawdę. Kiedy oddaliliśmy się o kilka minut drogi od posterunku, rozpoczął się prawdziwy pościg. W tym samym czasie posterunek został zajęty szturmem, a szabrowanie supermarketu kontynuowane - tak przynajmniej zakładał mój plan. Otworzyłem plecak, w którym miałem sporo przedmiotów, utrudniających pościg. Pierwszy bus JAREK zbliżył się na tyle, by rozpocząć ogień. Zbliżał się ostry zakręt.
- Teraz! - krzyknął kierowca, a na jego komendę wylałem na asfalt sporą ilość oleju silnikowego. Pierwszy bus wpadł w poślizg, uderzając w samochody zaparkowane przy chodniku.
- Zwolnij, zgubimy ich! - krzyknąłem do kierowcy. Po kilku chwilach światła drugiego busa zaczęły się zbliżać z ogromną prędkością. Czekała ich jednak kolejna niespodzianka, tym razem jednak bardziej ryzykowna. Musiałem czekać aż będą dosłownie siedzieć nam na ogonie. Zaczęli ostrzeliwać auto. Wybita tylna szyba tylko ułatwiła mi zadanie. Opierając się o tylną kanapę rzuciłem prowizoryczną kolczatkę pod przednie prawe koło busa. Złapali gumę, jednak kierowca postanowił kontynuować pościg. Uderzył w nasz samochód, wciąż prowadzili ostrzał. Wyjąłem broń, w tym samym momencie dostrzegłem, że pasażer busa dobył broni automatycznej. Wiedziałem, że nosi kamizelkę kuloodporną, dlatego zdecydowałem się strzelać w drugą oponę. Opróżniłem cały magazynek. Udało się, bus zaczął znacznie zwalniać.
- Teraz wszystko w twoich rękach. - powiedziałem do kierowcy, widząc w lusterku ostatni nietknięty bus.