8
W części pierwszej skróciłem swoją historią do minimum, żeby nikogo nie zanudzić.
Jest tu: https://jbzd.com.pl/obr/2071031/historia-pewnego-przegrywu-by-heniek-lancuch
Chciałbym rozwinąć trochę temat depresji, fobii i paranoi, bo myślę, że to problemy które w jakimś stopniu dotykają procent osób przebywających na tej katolickiej stronie.

Może kogoś to zmotywuje, do zrobienia czegoś i poprawy swojego życia.
Zmagałem się z niezłym combo spierdolenia, o którym niektórzy z was mogą tylko pomżyć ( ͡° ͜ʖ ͡°) Depresja, fobia społeczna, paranoja, uzasadnione kompleksy (zapadnięta klatka piersiowa/lejkowata) brak starego (pijanego, bo był przemocowcem, pijakiem i moja mama się z nim rozstała)
Trzy pierwsze pojawiły się po tym, kiedy dziewczyna w której byłem na zabój zakochany mnie odrzuciła, a dwa ostatnie nabrały mocy. Wcześniej, nie przeszkadzała mi moja ''zapadnięta'' klatka, ani brak ojca w moim życiu. Tak po prostu było.
Przez prawie 4 lata, między 18 a 22 rokiem moje życie było wegetacją, opartą na jedzeniu, oglądaniu porno i spaniu. Oczywiście chodziłem do szkoły, bo musiałem, ale spędzałem tam tak mało czasu ile tylko mogłem.
Szkoła się skończyła i nadszedł czas ''dorosnąć'' zacząć zarabiać własne pieniądze. Uśmiechnęło się do mnie szczęście, bo od razu po wakacjach znalazłem pracę na budowie. Nic trudnego, ale dla mnie to było jak rozszczepianiu atomów. Poczucie beznadziejności było na tyle wysokie, że nie mogłem spać w nocy, bo zastanawiałem się nad tym czy poradzę sobie z obsługą młotka. Czułem, że nie nadaję się do niczego, że wszystko czego dotknę popsuję i narobię innym problemów.
Siedziałem cicho i robiłem swoje. Moje relacje z innymi pracownikami nie istniały a z szefem ograniczały się do ''Dzień dobry/Cześć. Dziękuję (kiedy odbierałem pieniądze) i Do widzenia/na razie.
Przyszła zima i praca się skończyła. Z zaoszczędzonych pieniędzy które zarobiłem wegetowałem przez kolejne 2 lata. Jedzenie, spanie i porno.
Odczuwałem olbrzymi wstyd przed rodziną, w oczach której byłem zwykłym leniem, któremu nie chce się pracować. Któremu nie chce się nic, bo nawet prawa jazdy nie potrafiłem zrobić jak człowiek, tylko jebałem się z tym 2 lata.
Byłem wrakiem człowieka. Wyjście z domu do sklepu, było dla mnie wysiłkiem porównywalnym z przebiegnięciem maratonu. Najmniejszy stres wywoływał u mnie skręt kiszek, duszności i potliwość, co sprawiało że denerwowałem się jeszcze bardziej.
Pieniądze się skończyły, a ja skończyłem 22 wiosny. Moi rówieśnicy są w szczęśliwych związkach. Są zaręczeni, zakochani. Niektórzy mają już nawet dzieci, a ja co mam? Nic. Nie mam pracy, kolegów, dziewczyny, nawet obojga rodziców nie mam. Żałość i poczucie wstydu, to wszystko co mam.
Zacząłem szukać pracy. Potencjalni pracodawcy dzwonili, a ja umawiałem się na spotkania które nigdy nie dochodził do skutku. Tam nie pójdę, tam też nie, a Ci to na pewno oszukać mnie chcą. Jak tu nie, to przecież znajdę inną pracę. Tłumaczyłem sobie. Chciałem pracować, ale czułem że do niczego się nie nadaję, tak jak we wspomnianym przykładzie z budową i młotkiem.
Znalazłem ogłoszenie do firmy niedaleko mojego domu. Lepiej nie będzie. Z pewnością nie byłem najlepszym kandydatem z 2 letnią przerwą w CV, ale szczęście się do mnie uśmiechnęło i jakimś cudem dostałem tę pracę.
Starałem się wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafię, chcąc zminimalizować potencjalne ryzyko zwolnienia mnie.
Przez pierwsze kilka dni pracy praktycznie nie jadłem, nie piłem, a do łazienki chodziłem kiedy nie mogłem już wytrzymać, bo się bałem. Wiem jak absurdalnie to brzmi, ale tak było. Chodziłem w bluzie, mimo że było mi gorąco, bo nie chciałem jej zdejmować. Jeszcze bym się w nią zaplątał czy coś i inni by się ze mnie śmiali. Paranoja taka jest ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Powoli zacząłem rozmawiać z ludźmi. Spędzając z kimś 8 godzin dziennie w jednym pomieszczeniu ciężko tego uniknąć. Po roku pracy zacząłem mieć normalne relacje z innymi pracownikami i zacząłem wracać do normalności.
Historia pewnego przegrywu by Heniek_Łancuch kontynuacja ( ͡° ͜ʖ ͡°)
0.29464292526245