78
Musiałem odezwać się do byłej. Nasze relacje po rozstaniu były wciąż koleżeńskie. Studentka medycyny - to jedyna osoba, której mogłem zaufać na tyle, by podzielić się informacjami. Postanowiłem zaaranżować spotkanie, nic specjalnego, posiadówka przy ognisku, kilku wspólnych znajomych. O 16 byłem już w sklepie. Dobrze ją znałem, dlatego wiedziałem co rozwiąże jej język - Jaguś z energetykiem, uderza do głowy dość szybko i niezbyt gwałtownie, w końcu chciałem porozmawiać, nie mogłem za szybko upić towarzystwa. Na miejscu zjawiłem się pierwszy, kumpel użyczył mi działkę, na której się budował. Odludzie, cisza i spokój. Włączyłem radio, zacząłem rąbać drewno na opał. Słońce było jeszcze wysoko, reszta miała zjawić się dopiero około 20. Usiadłem wygodnie na plastikowym, ogrodowym krześle myśląc jak opisać jej całe zajście.

Postanowiłem nie kłamać, powiedzieć wszystko "od a do z", bo była to jedyna osoba, która potrafiła wyczuć kiedy mijam się z prawdą. Planowałem jak wydostać ukrytą paczkę z terenu zakładu, nic jednak nie przychodziło mi do głowy. "Zimna tortilla" - mruknąłem pod nosem i z uśmiechem rzuciłem niedopałek papierosa między drewniane kłody. Pierwsze kłęby dymu zaczęły wydobywać się z niego już kilka minut później. Mój najlepszy kumpel przyjechał jak zwykle przed czasem.
- Browarka? - zapytał, po czym i tak otworzył dwa, podając mi jednego nim zdążyłem odpowiedzieć.
- Słuchaj, stary, chcesz do niej wrócić? - zapytał z przenikliwym spojrzeniem.
- Co? - bąknąłem zamyślony - Nie, daj mi spokój, nie ma na to szans. Przecież wie o tym. - mruknąłem.
- Ty tak myślisz, ale nigdy jej tego nie powiedziałeś.
- Myślę, że jest to na tyle logiczne, że nie muszę.
Warknąłem, temat się uciął. Długa pogawędka o sprawch mało istotnych, dowiedziałem się że się wyprowadza. Przybiło mnie to.
- Nie miej mi za złe, interesy. Współpracuję teraz z pewną firmą. Twoją firmą, więc będziemy się widywać. Cieszysz się?

Zbaraniałem. Nie mogłem zapytać o jakie interesy chodzi. Z uśmiechem tylko pokiwałem głową.
W końcu przybyła reszta. Pochmurne niebo sprawiło, że ogień rzucał teraz światło dookoła. Rozstawiłem krzesła, po chwili pojawiła się reszta gości.
Dyskretnie kiwnąłem głową do byłej dając znak, że chcę z nią pogadać na osobności. Chwilę się zawahała, ale w końcu poszła za mną.
- Wiesz, nie wiem od czego zacząć... - szepnąłem.
- Najlepiej od początku. - uśmiechnęła się.

Opowiedziałem jej wszystko. Słuchała cierpliwie i uważnie, raz na jakiś czas wtrącając tylko pytanie. Kiedy skończyłem, popatrzyła na mnie ze strachem w oczach.
- Jesteś nienormalny. Wiesz co ci grozi! Nie wierzę, po prostu nie wierzę! - teraz już podniosła głos. Zdenerwowałem się, byłem przekonany, że ma mnie za czubka, albo zgłosi, że zna lokalizację paczki. Przez długą chwilę patrzyła się w ogień, rozmyślała tak intensywnie, że wydawało mi się, iż pomiędzy odgłosami trzaskającego ogniska i rozmową reszty towarzystwa słyszę jej myśli jak szepty.
- Gdzie ta paczka? - zapytała, zwracając wzrok na mnie.
- Tam gdzie ją zostawiłem. Nie wykombinowałem jeszcze, jak ją wydostać. - mruknąłem.

Staliśmy teraz oboje zamyśleni. Zupełnie tak jak kiedyś. Wraz z upojeniem alkoholowym złapała mnie melancholia. To właśnie przez moje wyskoki nie byliśmy już razem.
- Jest pewien sposób. - mruknęła po chwili. - jak Odyseusz. Muszę nadać paczkę, która trafi w twoje ręce, wyrzucisz jej zawartość i wsadzisz do niej tamtą, która trafi w moje ręce. Poznasz jej numer, będziesz przeglądał listy i kiedy go zobaczysz, podmienisz zawartość.
- Jesteś genialna. - powiedziałem patrząc jej w oczy.
- Doceniam komplement, jednak nie do końca. Z tego co mówisz, te fiolki to raczej chemia, nie medycyna. Nie znam się na chemii, ale spróbuję kogoś znaleźć.

Po tej rozmowie zaczęliśmy pić bez jakiegokolwiek umiaru. Skończyło się przymusowym noclegiem na miejscu. Część spała na krzesłach, owinięta kocami, blisko ognia, część na materacu wewnątrz domu, ktoś inny w samochodzie. Dołożyłem do ognia.
0.31429004669189