Spojrzałem jej w oczy. Była załamana. Jak mogła jednak poddać się, kiedy chodzi o jej własne życie? Spanikowałem. Jedyna osoba, która potrafiła pomóc mi przetrwać w tym przeklętym miejscu właśnie się poddała. Nie było czasu na kulturę i uprzejmości. Z całej siły chwyciłem ją za przedramię, po czym wciągnąłem do swojego "pokoju".
Długo płakała. Kiedy w końcu się uspokoiła, powiedziałem spokojnie, jednak stanowczo:
- Jeśli już zamierzasz zginąć tutaj bez sensu, powiedz mi wszystko co wiesz o tym miejscu, wtedy puszczę cię wolno, bo nie zamierzam się poddać, a wygląda na to że wiesz wiele więcej ode mnie.
Długo milczała. Mimo głośnego korytarza w głębi ciemnego pomieszczenia dało się słyszeć szuranie, odgłos przypominał właściwie ciągnięcie czegoś po betonowej posadzce, rytmiczne, cierpliwe, nieustanne.
- Zamykanie dwóch osób w jednym pokoju też nie jest wyjściem. Wiesz dlaczego dzieci boją się ciemności? To pierwotny i naturalny strach, jednak nie przed samą ciemnością, a przed tym co się w niej kryje.
Szuranie było już słychać coraz bliżej, ona jednak kontynuowała:
- Tego też już próbowałam. Cztery osoby straciły przez to życie, wiem co czai się poza zasięgiem naszego wzroku.
Spokojnie wstała, podchodząc do drzwi. Szuranie stało się wręcz nerwowe, zaciekłe, znacznie nabrało tempa.
- Jeśli chcesz, mogę pokazać ci co wiem o tym miejscu, a le najmniejszy błąd spowoduje, że stracisz życie, może nawet zginiemy razem.
- Dlaczego więc nie chcesz spróbować?
Szuranie słyszalne było już z odległości mniejszej niż 20 metrów, kiedy otworzyła drzwi. Snop światła ukazał moim oczom wielką, opasłą kreaturę, która ciągnęła wielkie brzuszysko po ziemi, opierając się na licznych dziwnych, podobnych do owadzich odnóżach. Dwie długie szczeliny na górze głowy lekko drgnęły, nim zamarła w bezruchu, tak jakby czekając na dalszy bieg wydarzeń. W momencie kiedy kobieta przekroczyła próg, stwór parsknął i oddalił się, nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi.
- Co to do cholery było?! - wrzasnąłem.
- Nic nadzwyczajnego. Niegroźny stwór, który nie rusza właściwej osoby we właściwym pokoju. Dopóki nie zaśniesz w cudzym pokoju, jesteś bezpieczny. Zobaczysz i usłyszysz jeszcze parę ciekawych rzeczy.
Siedzieliśmy teraz, ja w progu, ona na korytarzu. Ludzie którzy nas mijali, zdawali się nie zwracać na nas uwagi. Rozmawialiśmy o naszych życiach zanim trafiliśmy do tego
szamba. Moja rozmówczyni wydawała się być teraz spokojniejsza.
- Jak tu trafiłeś? - zapytała po chwili milczenia.
- Zobaczyłem ogromny błysk, poczułem jak przeszywa mnie żar i to chyba tyle. Piorun albo jakiś wybuch. A ty?
Nastała cisza. Pierwszy raz w tym miejscu mogłem stwierdzić, że zrobiło się dla mnie wyjątkowo cicho.
- Biegłam do domu, do mojej córki. Prawie się udało, gdybym rozejrzała się przed wbiegnięciem na ulicę pewnie byłabym teraz przy niej.
Teraz ją poznałem. W ułamku sekundy dotarło do mnie, że prawdopodobnie ja ją zabiłem. Zamilkłem.
- Kiedy coś, przed czym chowamy się do pokoi, stanęło przy moich drzwiach, słyszałem płacz dziecka.
- Bredzisz, nigdy tego nie słyszałam. - mruknęła, jednak obserwowała mnie z zaciekawieniem.
- Myślę, że to miejsce wie o nas więcej niż byśmy chcieli. Myślę, że chciało mnie w ten sposób wywabić, skusić, żebym chociaż uchylił drzwi.
Kilka kolejnych osób nas minęło. Wiedziałem, że czas gra na naszą niekorzyść.
- Jest jeszcze coś, oprócz twojego pupilka w moim pokoju, o czym warto się dowiedzieć? - zapytałem.
- Pewnego razu postanowiłam dojść do ściany naprzeciw tej, na której są drzwi.
Po przekroczeniu pewnego dystansu nie oddalasz się. Idziesz, jednak światło wydobywające się spod drzwi, nie maleje ani nie słabnie. Oprócz tego, nie ma tutaj dzieci, w ogóle, dlatego ciężko mi uwierzyć, że jakieś słyszałeś. A, prawie bym zapomniała - widziałam, co kryje się na korytarzu. Co poluje na ludzi, którzy zamykają drzwi. Kiedy otworzyłam je pierwszy raz, stało dokładnie przed moimi - dlatego żyję.
Długo płakała. Kiedy w końcu się uspokoiła, powiedziałem spokojnie, jednak stanowczo:
- Jeśli już zamierzasz zginąć tutaj bez sensu, powiedz mi wszystko co wiesz o tym miejscu, wtedy puszczę cię wolno, bo nie zamierzam się poddać, a wygląda na to że wiesz wiele więcej ode mnie.
Długo milczała. Mimo głośnego korytarza w głębi ciemnego pomieszczenia dało się słyszeć szuranie, odgłos przypominał właściwie ciągnięcie czegoś po betonowej posadzce, rytmiczne, cierpliwe, nieustanne.
- Zamykanie dwóch osób w jednym pokoju też nie jest wyjściem. Wiesz dlaczego dzieci boją się ciemności? To pierwotny i naturalny strach, jednak nie przed samą ciemnością, a przed tym co się w niej kryje.
Szuranie było już słychać coraz bliżej, ona jednak kontynuowała:
- Tego też już próbowałam. Cztery osoby straciły przez to życie, wiem co czai się poza zasięgiem naszego wzroku.
Spokojnie wstała, podchodząc do drzwi. Szuranie stało się wręcz nerwowe, zaciekłe, znacznie nabrało tempa.
- Jeśli chcesz, mogę pokazać ci co wiem o tym miejscu, a le najmniejszy błąd spowoduje, że stracisz życie, może nawet zginiemy razem.
- Dlaczego więc nie chcesz spróbować?
Szuranie słyszalne było już z odległości mniejszej niż 20 metrów, kiedy otworzyła drzwi. Snop światła ukazał moim oczom wielką, opasłą kreaturę, która ciągnęła wielkie brzuszysko po ziemi, opierając się na licznych dziwnych, podobnych do owadzich odnóżach. Dwie długie szczeliny na górze głowy lekko drgnęły, nim zamarła w bezruchu, tak jakby czekając na dalszy bieg wydarzeń. W momencie kiedy kobieta przekroczyła próg, stwór parsknął i oddalił się, nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi.
- Co to do cholery było?! - wrzasnąłem.
- Nic nadzwyczajnego. Niegroźny stwór, który nie rusza właściwej osoby we właściwym pokoju. Dopóki nie zaśniesz w cudzym pokoju, jesteś bezpieczny. Zobaczysz i usłyszysz jeszcze parę ciekawych rzeczy.
Siedzieliśmy teraz, ja w progu, ona na korytarzu. Ludzie którzy nas mijali, zdawali się nie zwracać na nas uwagi. Rozmawialiśmy o naszych życiach zanim trafiliśmy do tego
szamba. Moja rozmówczyni wydawała się być teraz spokojniejsza.
- Jak tu trafiłeś? - zapytała po chwili milczenia.
- Zobaczyłem ogromny błysk, poczułem jak przeszywa mnie żar i to chyba tyle. Piorun albo jakiś wybuch. A ty?
Nastała cisza. Pierwszy raz w tym miejscu mogłem stwierdzić, że zrobiło się dla mnie wyjątkowo cicho.
- Biegłam do domu, do mojej córki. Prawie się udało, gdybym rozejrzała się przed wbiegnięciem na ulicę pewnie byłabym teraz przy niej.
Teraz ją poznałem. W ułamku sekundy dotarło do mnie, że prawdopodobnie ja ją zabiłem. Zamilkłem.
- Kiedy coś, przed czym chowamy się do pokoi, stanęło przy moich drzwiach, słyszałem płacz dziecka.
- Bredzisz, nigdy tego nie słyszałam. - mruknęła, jednak obserwowała mnie z zaciekawieniem.
- Myślę, że to miejsce wie o nas więcej niż byśmy chcieli. Myślę, że chciało mnie w ten sposób wywabić, skusić, żebym chociaż uchylił drzwi.
Kilka kolejnych osób nas minęło. Wiedziałem, że czas gra na naszą niekorzyść.
- Jest jeszcze coś, oprócz twojego pupilka w moim pokoju, o czym warto się dowiedzieć? - zapytałem.
- Pewnego razu postanowiłam dojść do ściany naprzeciw tej, na której są drzwi.
Po przekroczeniu pewnego dystansu nie oddalasz się. Idziesz, jednak światło wydobywające się spod drzwi, nie maleje ani nie słabnie. Oprócz tego, nie ma tutaj dzieci, w ogóle, dlatego ciężko mi uwierzyć, że jakieś słyszałeś. A, prawie bym zapomniała - widziałam, co kryje się na korytarzu. Co poluje na ludzi, którzy zamykają drzwi. Kiedy otworzyłam je pierwszy raz, stało dokładnie przed moimi - dlatego żyję.