Humor
4 l
24
Chciałbym urodzić się kobietą.
„Zniszczyć” sobie młodość ciągłymi imprezami, toksycznymi związkami i zamiataniem pod dywan wszystkich ważnych spraw i odpowiedzialności. Udawać głupią, nieporadną i niesamodzielną, żyjąc w tym czasie na koszt rodziców, chłopaków i kochanków na zmianę. Cały czas się bawić, spać do której mi się chce, sypiać z kim mi się podoba i nie myśleć o niczym na więcej niż 12h do przodu. Niczym się nie martwić, bo i tak jak nie chłopak, to jakiś adorator czy inny „przyjaciel” wszystko by za mnie ogarniali, załatwiali wszystkie sprawy, problemy a nawet zamawiali czy robili jedzenie i podstawiali pod nos.
Zrobić sobie 2-3 dzieci z kolesiami o wyglądzie supermodeli, by w wieku 27-32 lat związać się z jakimś frajerem co to będzie pracował na mnie i moje potomstwo po 10-12h przez 6dni w tygodniu, by po pracy zjeść obiad i pójść spać na kanapie, bo mnie zawsze bolałaby głowa. Roztyć się, zapuścić, uzależnić od słodyczy, fajek, piwa, Instagrama i Netflixa, i do końca życia na zmianę patrzeć jak moje, obdarowane genami przez top facetów dzieci pięknie i zdrowo rosną oraz wspominać swoją młodość, gdzie w dekadę miałbym za sobą więcej imprez, przygód, podróży, związków, dramatów, kłótni itp. niż większość przeciętnych facetów w tym kraju razem wzięta.
Wydaje się niemożliwe? To w takim razie nie macie pojęcia co robiły te wszystkie dziewczyny, co to „szukają poważnego związku” pod koniec drugiej ciąży, albo jak wygląda życie żon, których „mąż pracuje od rana do wieczora” ale mi to się już jednak nie opłaca iść do pracy…
Ale ja nie jestem taka jak inne.
„Zniszczyć” sobie młodość ciągłymi imprezami, toksycznymi związkami i zamiataniem pod dywan wszystkich ważnych spraw i odpowiedzialności. Udawać głupią, nieporadną i niesamodzielną, żyjąc w tym czasie na koszt rodziców, chłopaków i kochanków na zmianę. Cały czas się bawić, spać do której mi się chce, sypiać z kim mi się podoba i nie myśleć o niczym na więcej niż 12h do przodu. Niczym się nie martwić, bo i tak jak nie chłopak, to jakiś adorator czy inny „przyjaciel” wszystko by za mnie ogarniali, załatwiali wszystkie sprawy, problemy a nawet zamawiali czy robili jedzenie i podstawiali pod nos.
Zrobić sobie 2-3 dzieci z kolesiami o wyglądzie supermodeli, by w wieku 27-32 lat związać się z jakimś frajerem co to będzie pracował na mnie i moje potomstwo po 10-12h przez 6dni w tygodniu, by po pracy zjeść obiad i pójść spać na kanapie, bo mnie zawsze bolałaby głowa. Roztyć się, zapuścić, uzależnić od słodyczy, fajek, piwa, Instagrama i Netflixa, i do końca życia na zmianę patrzeć jak moje, obdarowane genami przez top facetów dzieci pięknie i zdrowo rosną oraz wspominać swoją młodość, gdzie w dekadę miałbym za sobą więcej imprez, przygód, podróży, związków, dramatów, kłótni itp. niż większość przeciętnych facetów w tym kraju razem wzięta.
Wydaje się niemożliwe? To w takim razie nie macie pojęcia co robiły te wszystkie dziewczyny, co to „szukają poważnego związku” pod koniec drugiej ciąży, albo jak wygląda życie żon, których „mąż pracuje od rana do wieczora” ale mi to się już jednak nie opłaca iść do pracy…
Ale ja nie jestem taka jak inne.