18
Tydzień później

- Mamy dwa dni. - powiedział Beton, kiedy skończyli jeść śniadanie.
- Dwa dni na co? - zapytała jego żona.
- W bunkrze możemy siedzieć około trzech miesięcy, jednak nasze zapasy wkrótce się wyczerpią. Po tym co widziałem w mieście wątpię, by ludzie nie wyszukali większości z użytecznych rzeczy.

Uważnie przyglądał się swoim rozmówczyniom. Widział, że wierzą w to co mówi i ufają mu. Postanowił więc przedstawić im swój plan.

- Sprawa jest prosta, a jednocześnie trudna. To znaczy, plan nie jest skomplikowany, jednak samo jego powodzenie jest niezmiernie trudne. Za około 3-4 dni musimy dostać się do brzegu oceanu atlantyckiego, a stamtąd do São Miguel. Jest to wyspa należąca do Portugalii...
- Chcesz żeglować? - zapytała Halina, Beton na chwilę zamilkł.
- Nie chcę być nieuprzejma, warto jednak zauważyć że żyjemy właściwie tylko dzięki tacie. - mruknęła Julia.
- Dziękuję. Tak jak mówiłem, wyspa ta jest najmniejszą i najbliższą z wysp na której łatwo będzie się osiedlić i odbudować populację.
- Zaraz co? Z mamą i ze mną? Oszalałeś?! - wrzasnęła jego córka.
- Nie - powiedzieli jednocześnie Halina i Beton.
- Nie kochanie - kontynuował - należę do ruchu, organizacji - zwał jak zwał - po prostu chodzi o to, że istnieje grupa ludzi nastawiona właśnie na taką sytuację. Jej celem jest zapewnienie przetrwania w godnych warunkach i właśnie odbudowa populacji - jeśli to się nie powiedzie, zdołamy przynajmniej przeżyć nasze życia w spokoju, odizolowani od tego syfu zwanego upadłą cywilizacją. Niestety, to prawdopodobnie nasza jedyna szansa.

Konsola w komórce znów odezwała się piskliwym tonem.
- Co o tym myślisz? Wymyśla na bieżąco?
- Nie wydaje mi się. Jeszcze dwa dni temu nie miałam pojęcia o tym schronie. A nawet jeśli się myli, wolę zginąć próbując się z nim uratować niż czekać tutaj aż skończą się zapasy.

- Poprawka. Mamy trzy dni by się dostać na wyspę. Ludzie migrujący tam nie zwrócili na siebie uwagi. Sugeruję wyruszyć najszybciej jak się da. Teraz, od kiedy zaczęły się problemy z wodą ludzie cierpią z powodu odwodnienia. Są o wiele mniejszym zagrożeniem. W wielu przypadkach nie działają lodówki, a grupy przestępcze przywłaszczyły sobie większość żywności długoterminowej. Gdzie zaczyna się głód, tam kończy się człowieczeństwo.

- Dobrze. Ruszajmy więc.
- Przygotuję samochód. - mruknął Beton, wychodząc na zewnątrz.
Wrócił do bunkra. Rozejrzał się, po czym westchnął. Zdjął ze ściany karabin, podniósł słuchawkę, nacisnął przycisk.
- Beton, ruszam.

Wszystko zależało od tego przejazdu. Przygotował samochód, jednak przed nimi stało widmo dalekiej i niebezpiecznej drogi. Wkrótce wyruszyli przed siebie. Pierw w milczeniu, jednak po godzinie znacznie się rozluźnili. Nie widzieli żywego człowieka. Większość dróg była przejezdna, od czasu do czasu musiał zjechać na pobocze. Jechali tylko po ciemku, jednak nikt nie mógł ich zauważyć. Cichy wydech samochodu ułatwiał podróż. Jechali kilkanaście godzin, nim znów zaczęło świtać.

- Zjedziemy do lasu, ukryjemy samochód i prześpimy się. - mruknął zmęczony.
- Ja mogę kierować, przecież potrafię. - zaoferowała swoją pomoc Julia.
- To nie jest dobry pomysł. - odparł krótko, ziewając przeciągle. W końcu wóz dotoczył się do jakiegoś zaniedbanego duktu, by zastygnąć w bezruchu.
- Chodźmy rozprostować kości. - mruknął, otwierając drzwi.
- Gdzie my właściwie jesteśmy? - zapytała Halina.
- W lesie. - odparła Julia wzruszając ramionami, sama też nie do końca wiedziała gdzie tak właściwie wysiadła.
- Le Deschaux, Francja. - odparł krótko siadając na trawie. Zapalił papierosa.
- Zakamufluję samochód i prześpię się. Musimy być ostrożni, godzinę temu, kiedy spałyście widziałem światła na horyzoncie.
Nie minęła godzina, nim kobiety faktycznie zauważyły pojazd podążający w ich kierunku. Halina złapała męża za ramię. Julia przyłożyła palec do ust.
1 obudź
2 nie budź

głosujcie
0.28539800643921