4 l
17
Ostatnio widziałem kilka memów odnoszących się do dzieciństwa, jak to nauczyciele czy rodzice podcinali przysłowiowo skrzydła swoim dzieciom/wychowankom. Przez to zacząłem się zastanawiać w jakiej rzeczywistości żyjemy, ile talentów się zmarnowało przez takie osoby i dzisiejszy świat, sam pamiętam jak za małolata gdzie osoba nauczyciela była święta, to oni podcinali mi skrzydła, a rodzice wierząc im przyzwalali na to. Kiedyś dużo rysowałem, pisałem swoje opowiadania, starałem uczyć się grać na gitarze, ale przez brak wsparcia ze strony rodziców i patonauczycieli małemu mnie ciężko było wytrwać w tym wszystkim. Teraz jestem już dorosły, moje ambicje są nieco mniejsze, do części zainteresowań staram się powrócić, ale to jestem ja. Obserwuję poprostu jak szara rzeczywistość zabija w nas to co dobre, od małego uczą nas jak być małymi trybikami większej maszyny. Czasy się zmieniły, teraz to głównie pogoń za pieniądzem i brak czasu jest tego wszystkiego przyczyną. Człowiek idzię do pracy której nienawidzi lub ją toleruje, a ona go zabija od środka i trawi jak jakaś paskudna choroba, fakt można ją zmienić ale co to da jak ktoś inny do niej przyjdzie i będzie czuł to samo co ty, a ty po zmianie możesz trafić gorzej lub lepiej. Żyjemy w czasach gdzie człowiek się nie liczy, ludzie którzy powinni nas reprezentować starają się nas tylko wykorzystać. Przed nami trudny okres, nie wiemy co przyniesie jutro, a ja najzwyczajniej w świecie jestem już tym wszystkim zmęczony, nie wiem co się ze mną dzieje, moje myśli stają się coraz mroczniejsze, mam poprostu tego wszystkiego dość, czuje się pusty w środku, nic nie sprawia mi już przyjemność, staram się być silny i jakoś sobie radzić z tym wszystkim nie użalać się nad sobą, ale jako jednostka nie czuję po prostu tego ze mógł bym coś zmienić.
Nie szukam atencji współczucia, ani nic z tych rzeczy poprostu nie mam komu się wygadać bo rodzina nie zrozumie, a znajomi wezmą mnie za wariata i wszyscy jednogłośnie stwierdza że użalam się nad sobą, a ja po prstu jesztem juz tym wszystkim zmęczony i nie powtarzam tego co pięć minut kazdej napotkanej osobie.
Nie szukam atencji współczucia, ani nic z tych rzeczy poprostu nie mam komu się wygadać bo rodzina nie zrozumie, a znajomi wezmą mnie za wariata i wszyscy jednogłośnie stwierdza że użalam się nad sobą, a ja po prstu jesztem juz tym wszystkim zmęczony i nie powtarzam tego co pięć minut kazdej napotkanej osobie.