66
Wynajmuję mieszkanie. Miałem rodzinkę. Tok czasu spoko i zaczęły się małe turbulencje. Ostatnie dwa miesiące opóźnienie z płatnościami. Ostatni miesiąc brak płatności. Wypowiedziałem umowę.  Mieszkanie do odbioru 30 września. Przyjechałem najemców w mieszkaniu nie ma. Telefony wyłączone.  Babeczkę znalazłem szybko, podjechałem do niej do pracy i pytam się co jest? Ona w bekse, że nie gotowi itd. To na spokojnie mówię dobra widzimy się w poniedziałek.  Wpadam w poniedziałek na umówioną godzinę i ... dalej nie gotowi. Poczekałem już w mieszkaniu. Odpalam protokół zdania mieszkania. W chacie jebie fajami, jest zakaz, kanapa do wyjebania bo tak jebała, że strach usiąść. Posprawdzałem wszystko, wymieniłem zamki i mówię po kaucji za fajki, syf rozjebany drzwi i tam parę rzeczy. A ta do mnie, że nie paliła w mieszkaniu tylko za okno się wychylała a kanapa to taka już była.  Odpaliłem stare fotki z czasu przekazania mieszkania pokazałem jak wyglądało I tyle. No ta w bekse, że biedna kasy nie ma itd. Typ nawet się w mieszkaniu nie pokazał. I teraz moje pytanie do wynajmujących czy wy serio myślicie, że na takich kłamstwach to się da zajechać daleko? Kurwa jebie w chacie fajkami syf taki że masakra a ludzie pierdolą że to podczas wyprowadzki? Ja spokojny jestem bez nerwów zawsze można się dogadać a ludzie nie odbierają telefonu jak czekam na kasę tydzień itd. Nie masz kasy zadzwoń zmien termin, kurwa poinformuj że jest coś nie tak... misialem sie wygadać. Wypierdalam juz
0.14207196235657