4 l
6
Ona: Naprawdę nie płakałeś na Titanicu? Czy ty masz jakiekolwiek uczucia?
Ja:
Ja:
Urwał, widząc małą, szczuplutką, popielatowłosą istotkę idącą wolno za chłopcami.
Dziewczynka spojrzała na niego, zobaczył wielkie oczy, zielone jak trawa wiosną, błyszczące jak dwie gwiazdeczki. Zobaczył, jak dziewczynka podrywa się nagle, jak biegnie, jak… Usłyszał, jak krzyczy, cienko, przenikliwie.
- Geralt!
Wiedźmin odwrócił się od konia, błyskawicznym, zwinnym ruchem. I pobiegł na spotkanie. Yurga patrzył urzeczony. Nigdy nie myślał, że człowiek może poruszać się tak szybko.
Spotkali się na środku podwórka. Popielatowłosa dziewuszka w szarej sukieneczce. I białowłosy wiedźmin z mieczem na plecach, cały w czarnej skórze lśniącej od srebra.
Wiedźmin w miękkim skoku, dziewuszka w truchciku, wiedźmin na kolanach,
cienkie rączki dziewuszki dookoła jego szyi, popielate, mysie włosy na jego ramieniu. Złotolitka krzyknęła głucho. Yurga objął ją, bez słowa przygarnął do siebie, drugą ręką zebrał i przytulił obu chłopców.
- Geralt! - powtarzała dziewczynka, lgnąc do piersi wiedźmina. - Znalazłeś mnie!
Wiedziałam! Zawsze wiedziałam! Wiedziałam, że mnie odnajdziesz!
- Ciri - powiedział wiedźmin.
Yurga nie widział jego twarzy ukrytej w popielatych włosach. Widział ręce w czarnych rękawicach ściskające plecy i ramiona dziewczynki.
- Znalazłeś mnie! Och, Geralt! Cały czas czekałam! Tak okropecznie długo…
Będziemy już razem, prawda? Teraz będziemy razem, tak? Powiedz, Geralt! Na zawsze! Powiedz!
- Na zawsze, Ciri.
- Tak, jak mówili! Geralt! Tak, jak mówili… Jestem twoim przeznaczeniem?
Powiedz! Jestem twoim przeznaczeniem?
Yurga zobaczył oczy wiedźmina. I zdziwił się bardzo. Słyszał cichy płacz Złotolitki, czuł drganie jej ramion. Patrzył na wiedźmina i czekał, cały spięty, na jego odpowiedź. Wiedział, ze nie zrozumie tej odpowiedzi, ale czekał na nią. I doczekał
się.
- Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej.
Dziewczynka spojrzała na niego, zobaczył wielkie oczy, zielone jak trawa wiosną, błyszczące jak dwie gwiazdeczki. Zobaczył, jak dziewczynka podrywa się nagle, jak biegnie, jak… Usłyszał, jak krzyczy, cienko, przenikliwie.
- Geralt!
Wiedźmin odwrócił się od konia, błyskawicznym, zwinnym ruchem. I pobiegł na spotkanie. Yurga patrzył urzeczony. Nigdy nie myślał, że człowiek może poruszać się tak szybko.
Spotkali się na środku podwórka. Popielatowłosa dziewuszka w szarej sukieneczce. I białowłosy wiedźmin z mieczem na plecach, cały w czarnej skórze lśniącej od srebra.
Wiedźmin w miękkim skoku, dziewuszka w truchciku, wiedźmin na kolanach,
cienkie rączki dziewuszki dookoła jego szyi, popielate, mysie włosy na jego ramieniu. Złotolitka krzyknęła głucho. Yurga objął ją, bez słowa przygarnął do siebie, drugą ręką zebrał i przytulił obu chłopców.
- Geralt! - powtarzała dziewczynka, lgnąc do piersi wiedźmina. - Znalazłeś mnie!
Wiedziałam! Zawsze wiedziałam! Wiedziałam, że mnie odnajdziesz!
- Ciri - powiedział wiedźmin.
Yurga nie widział jego twarzy ukrytej w popielatych włosach. Widział ręce w czarnych rękawicach ściskające plecy i ramiona dziewczynki.
- Znalazłeś mnie! Och, Geralt! Cały czas czekałam! Tak okropecznie długo…
Będziemy już razem, prawda? Teraz będziemy razem, tak? Powiedz, Geralt! Na zawsze! Powiedz!
- Na zawsze, Ciri.
- Tak, jak mówili! Geralt! Tak, jak mówili… Jestem twoim przeznaczeniem?
Powiedz! Jestem twoim przeznaczeniem?
Yurga zobaczył oczy wiedźmina. I zdziwił się bardzo. Słyszał cichy płacz Złotolitki, czuł drganie jej ramion. Patrzył na wiedźmina i czekał, cały spięty, na jego odpowiedź. Wiedział, ze nie zrozumie tej odpowiedzi, ale czekał na nią. I doczekał
się.
- Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej.