4 l
22
Cześć. Chciałam wam przybliżyć, w tej przydługiej historii, który lvl wbiła już biurokracja w naszym pięknym kraju.
Przez ostatnie 4 lata zajmowałam się obsługą projektów w biurze architektonicznym. Taka mała firma, jakieś tam domki dla Kowalskich, żadnych elektrowni jądrowych czy zamków w puszczy.
Projekt samego bydynku to jest mały siusiak, natomiast aby uzyskać pozwolenie tworzy się całe księgi analiz, pierdoletów, dupochronów i gromadzi zaświadczenia, decyzje, pozwolenia itp. Na koniec załącza mapę i kilka rysunków jako właściwy projekt.
Jednym z papierów, jaki trzeba uzyskać, jest decyzja o wyłączeniu gruntów z produkcji rolnej, niezależnie od tego czy tam ktoś uprawia jakąś cebulę czy nie. Jeżeli jest dobra ziemia rolna (klasy 1-3), to wyłączenie kosztuje, dla klasy 4 tylko jeżeli ziemia ma pochodzenie organiczne, a od 5 już na luzie. Klient miał klasę 4.
Normalnie procedura w moim powiecie wygląd tak, ze pani w urzędzie dostaje wniosek i mapkę, patrzy w kąkuterze czy dobrze, czy nie i daje papierek w ciągu 3 tygodni, za darmo. Natomiast 10km obok w niewolniczym mieście Gdańsk okazało się, że mamy zupełnie inny świat.
Do wniosku (który tutaj jest 3 razy większy) standardowo załącza się mapę do celów projektowych od geodety, na której m.in. są zaznaczone obszary roli klasy 2,3,4 itd. Dla pani urzędniczki jednak do za mało. Trzeba było załączyć dodatkową, taką uproszczoną mapę, która zawiera tylko numery działek i te grunty. Na taką działkę 1000m około 140zł i ci przyślą mailem. Do tego trzeba załączyć opinię pana gleboznawcy, oczywiście nie byle jakiego tam geologa, tylko z listy uprawnionych dla urzędu. 300 zł. Po jakimś czasie dostałam na epuap odpowiedz, że (kto by się spodziewał) sprawa umorzona. No to ja dawaj cała szczęśliwa idę zanieść do architektury brakujący papier. Na marginesie dodam, że klient podpisał umowę jakies półtorej roku wcześniej, natomiast ponad rok czekaliśmy na decyzję konserwatora, żeby łaskawie wyraził zgodę na ewentune badania archeologiczne. Na to dostałam oficjalne pismo, że taki dokument to chuj nie dokument, bo nie ma pieczęci ostateczności (umorzenie, które samo z siebie się uprawomocnia po 2 tygodniach) i nie ma potwierdzenia autentyczności podpisu elektronicznego. No to znowu dzwonie do wydziału środowiska, a pani na to że dokument wydany elektroniczne i oni nie mogą go potwierdzić, a tym bardziej pieczątki przybić. Ale mogę złożyć oficjalny wniosek o wydanie zaświadczenia o prawomocności decyzji umarzającej. Pamiętamy, że na każdy wniosek urząd ma miesiąc, decyzja dawno wydana, a architektura na uzupełnienia dała 7 dni. Potwierdzenia na epuapie szukałam cały dzień, ni chuja nie wiem jak to zrobić, jak ktoś wie to mi pomóżcie proszę. Zaświadczenie będzie kosztować kolejne 17zł.
Czas na podsumowanie. Obie Panie, ta z architektury jak i ze środowiska pracują w jednym urzędzie tylko mają inne końcówki telefonów wewnętrznych. Aha, od czasów srovida nadal nie można wejść do urzędu do pani do pokoju. Ostatnio złożyłam jeszcze jeden taki wniosek do wydziału środowiska. Odpisali, że mają za dużo pracy i ktoś się tym zajmie po nowym roku. W 2023.
Powodzenia dla was, którzy chcecie mieć swoje własne kilkadziesiąt metrów. Do zobaczenia i już wypierdalam.
Przez ostatnie 4 lata zajmowałam się obsługą projektów w biurze architektonicznym. Taka mała firma, jakieś tam domki dla Kowalskich, żadnych elektrowni jądrowych czy zamków w puszczy.
Projekt samego bydynku to jest mały siusiak, natomiast aby uzyskać pozwolenie tworzy się całe księgi analiz, pierdoletów, dupochronów i gromadzi zaświadczenia, decyzje, pozwolenia itp. Na koniec załącza mapę i kilka rysunków jako właściwy projekt.
Jednym z papierów, jaki trzeba uzyskać, jest decyzja o wyłączeniu gruntów z produkcji rolnej, niezależnie od tego czy tam ktoś uprawia jakąś cebulę czy nie. Jeżeli jest dobra ziemia rolna (klasy 1-3), to wyłączenie kosztuje, dla klasy 4 tylko jeżeli ziemia ma pochodzenie organiczne, a od 5 już na luzie. Klient miał klasę 4.
Normalnie procedura w moim powiecie wygląd tak, ze pani w urzędzie dostaje wniosek i mapkę, patrzy w kąkuterze czy dobrze, czy nie i daje papierek w ciągu 3 tygodni, za darmo. Natomiast 10km obok w niewolniczym mieście Gdańsk okazało się, że mamy zupełnie inny świat.
Do wniosku (który tutaj jest 3 razy większy) standardowo załącza się mapę do celów projektowych od geodety, na której m.in. są zaznaczone obszary roli klasy 2,3,4 itd. Dla pani urzędniczki jednak do za mało. Trzeba było załączyć dodatkową, taką uproszczoną mapę, która zawiera tylko numery działek i te grunty. Na taką działkę 1000m około 140zł i ci przyślą mailem. Do tego trzeba załączyć opinię pana gleboznawcy, oczywiście nie byle jakiego tam geologa, tylko z listy uprawnionych dla urzędu. 300 zł. Po jakimś czasie dostałam na epuap odpowiedz, że (kto by się spodziewał) sprawa umorzona. No to ja dawaj cała szczęśliwa idę zanieść do architektury brakujący papier. Na marginesie dodam, że klient podpisał umowę jakies półtorej roku wcześniej, natomiast ponad rok czekaliśmy na decyzję konserwatora, żeby łaskawie wyraził zgodę na ewentune badania archeologiczne. Na to dostałam oficjalne pismo, że taki dokument to chuj nie dokument, bo nie ma pieczęci ostateczności (umorzenie, które samo z siebie się uprawomocnia po 2 tygodniach) i nie ma potwierdzenia autentyczności podpisu elektronicznego. No to znowu dzwonie do wydziału środowiska, a pani na to że dokument wydany elektroniczne i oni nie mogą go potwierdzić, a tym bardziej pieczątki przybić. Ale mogę złożyć oficjalny wniosek o wydanie zaświadczenia o prawomocności decyzji umarzającej. Pamiętamy, że na każdy wniosek urząd ma miesiąc, decyzja dawno wydana, a architektura na uzupełnienia dała 7 dni. Potwierdzenia na epuapie szukałam cały dzień, ni chuja nie wiem jak to zrobić, jak ktoś wie to mi pomóżcie proszę. Zaświadczenie będzie kosztować kolejne 17zł.
Czas na podsumowanie. Obie Panie, ta z architektury jak i ze środowiska pracują w jednym urzędzie tylko mają inne końcówki telefonów wewnętrznych. Aha, od czasów srovida nadal nie można wejść do urzędu do pani do pokoju. Ostatnio złożyłam jeszcze jeden taki wniosek do wydziału środowiska. Odpisali, że mają za dużo pracy i ktoś się tym zajmie po nowym roku. W 2023.
Powodzenia dla was, którzy chcecie mieć swoje własne kilkadziesiąt metrów. Do zobaczenia i już wypierdalam.