3 l
81
To miały być moje pierwsze święta które miałem spędzić bez dziecka i reszty rodziny, jak i pierwszy wyjazd do pracy za granicę. Praca krótka bo raptem na 2 tygodnie, wiadomo niemiec nie będzie jebał w święta bo to czas dla rodziny, ale dla biednego polaka okazja żeby trochę zarobić. A akurat z pieniążkami u mnie bardzo krócho bo ostatnia umowa o robotę skończyła mi się w październiku i od lipca jestem na kuroniu (jeszcze komornik złodziej jebany zabiera mi 50%).. Cel wyjazdu był prosty, zarobić i kupić jakiś samochód na podtlenek lpg żeby jeździć jak najtaniej bo mój trup już pomału umiera. No i żeśmy się kurwa wybrali.. Wyjazd z domu ok godziny 4 rano, jechałem ja, moja baba i jej kuzynka. Prowiantu najebane jak na jebaną wojnę, rzeczy tytu srajtaśmy, ciuchy, ręczniki i nawet nowe gąbki do kąpieli żeby się nie śmieli z polaków że przyjechali bidaki ze starymi porwanymi.. Jedzenie i inne zakupy oczywiście na kredyt, pożyczone pieniądze od rodziny żeby było co zjeść i mieć za co wlać paliwo na dojazd i wykupić ubezpiecznie na wyjazd zagraniczny wymagane przez pracodawcę, nie wiem po chuj ale obowiązkowe. Pierwsze tankowanie w okolicach domu 400 zł (prawie cały bak), następne ok 10km od granicy niemieckiej za 200 zł już do pełna bo przecież nie będę lał u nich za ojro a musiałem jechać jeszcze w głąb chyba 250 km, już nawet nie wiem dokładnie bo jak wspomniałem jechałem tam pierwszy raz. Wjeżdzamy.. Ktoś kto chociaż raz przejeżdzał przez przejazd w Kołbaskowie wie że na początku autostraty u nich jest rozpierdolony ( połatany ) asfalt gorzej jak u nas. Jadę i czuję że samochód trzęsie jak pojebany, ale przecież to nic dziwnego skoro jedziesz po takiej jebanej tarce.. Ale tarka się skończyła a samochód nadal swoje.. Co jest kurwa.. Przecież jeszcze pół godziny temu gadaliśmy że dzięki Bogu ale ten rzęch jest praktycznie bezawaryjny, jakbyś mu kopa zajebał w drzwi to już but prawdopodobnie by w nim został ale zawsze dojedzie do celu a tu ewidentnie zaczyna coś się jebać. Z braku możliwości zatrzymania bo jesteś przecież na jebanej autostradzie gdzie co chwila mija Cię jakiś szbaw w ferrari z prędkością 250 km/h jestem zmuszony jechać dalej. Jadę i modlę się żeby tylko jechał dalej. Myślę może to po tym ostatnim tankowaniu przed granicą, może skurwiele mi ochrzczone paliwo sprzedali czy co, już sam nie wiem. Ale zbliża się zjazd w prawo z autostrady 11, na autostradę 20. No i chuj się zaczeło.. Ja w prawo, pod lekką górkę a ten skurwiel zgasł.. Patrzę na kobitę a ta blada jak ściana.. Kluczyk, kręcę, nic.. Co jest.. Dalej kręcę, dalej nic.. Ja pierdolę.. Dobrze że akurat nic za nami nie jechało bo zablokowałbym cały przejazd.. Wrzucam luz i turlam się pomału do tyłu na płaski teren żeby dało radę mnie ominąc i był przedazd.. Tel w rękę i dzwonię do straszego, tata kurwa stoimy na autostradzie a samochód zdechł, co mam robić? Stary zamilkł, po chwili wydusił z siebie "nie wiem" xD.. Dalej mówi że jak zaraz zajedzie polizei to przypierdolą mi mandat i samochód na lawetę, a chyba nie muszę nikomu tłumaczyć że tam się płaci w ojro i prawdopodobnie zapłacę więcej niż w ogóle miałem zarobić na tym wyjeździe. Zadzwonił jeszcze do znajomego mechanika co mam robić ale to przecież wróżenie z fusów kiedy nie widzi ani słuszy go na żywo. Mówi żebym spróbował rozpiąć klemy od akumulatora bo może nie wiem, coś go jebło i zaraz przejdzie.. No dobra fajnie, ale jak ja nawet nie mam głupiego klucza 10. Próbowałem kluczem od kół, chuja.. Tylko pogiełem akumulator.. Wpadłem na to żeby popróbować ruszać wszystkimi stykami, a chuj wie może coś się rozpieło, może nie coś nie łączy, nawet bezpieczniki wszystkie powyciągałem aż kurwa z nerwów dwa paznokcie połamałem. Szybko filtr powietrza, może się dusi czy chuj wie co, już i tak nie myślę racjonalnie. Ale obudowa na śrubokręt oczywiście którego nie mam.. Dorwałem nóż, kciuk przecięty w poprzek.. Ale otworzyłem i lecę kręcić silnik.. Kobita już z oczami Pana Boga prosi żeby tylko zapalił i spierdalamy
czym prędzej zanim Polizei zajedzie i nas dojebie. Z prędkością F1 posprawdzałem wszystkie styki czy się jakieś gówno nie rozpieło albo zaśniedziałe, bezpieczniki idt. Ale naszła mnie myśl, mówię dawaj kurwa dezodorant bo oczywiście samostartu nie miałem. Psikam i psikam do filtru powietrza i lecę czym prędzej zapalić.. Jakimś kurwa cudem ledwo bo ledwo ale chodzi, nawet nie wysiadałem tylko powiedziałem babie żeby zamknęła maskę a ja go na wysokich chobrotach trzymałem żeby tylko nie zgasł. Wsiadła i pytanie, próbujemy jechać dalej (200km) czy spierdalamy do Polski? Nawet sekundy się nie zastanawiała tylko mówi do Polski. Szybka nawigacja do Szczecina i rura, parę minut, gdzieś nas wykręciło i znaleźliśmy się na tej samej drodze tylko na przeciwnym pasie i patrze a tam Polizei na bombach zakurwiają chyba z 200 km/h ( chyba do nas xD ), pewnie jakiś życzliwy człowiek zgłosił ze polaki biedaki stoją rozjebani na autostradzie.. Udało się i przekroczyliśmy granicę, w między czasie ojciec załatwił już inny samochód i chciał po nas wyjechać i nas holować do domu (ok 550 km). Mówię mu, wstrzymaj się, będziemy jechali pomalutku w kierunku domu , dokąd dojedziemy to dojedziemy, jak staniemy to wyjedziesz. Cała kurwa drogę szarpał jak szatan, a my z prędkością 70 - 80 km/h jechaliśmy i blokowaliśmy pół polski. Co sekunda ktoś wyprzedał i trąbił jak jakiś debil jebany a ja ledwo jechałem.. Przez wszystkie światła i korki po drodze hamowałem lewą nogą i prawej nawet na sekundę nie zdjąłem z gazu żeby nie zgasł. Ale udało się, zajęło to chyba z 9 godzin do gdy zajechałem do domu po godzinie 20 to akurat Kevin kurwa leciał xD.. Ta wigilia będzie niezapomniana, skończyłem z długiem za paliwo, wykupionym ubezpieczniem i jeszcze rozjebanym samochodem który dziś jak rano próbowałem już oczywiście nie zapalił.. Przepraszam wszystkich którzy jechali wczoraj od strony granicy w kierunku kujaw za dymiącym focusem i się spóźnili na obiad/ kolację rodzinną. A teraz wybaczcie ale idę się wypłakać w piwnicy do jestem zrujnowany psychicznie i jeszcze bardziej dojebany finansowo niż byłem przed moją trwającą 1100 km wycieczką.. Wesołych świąt!