3 l
40
Szczerze zdziwiła mnie reakcja społeczności jbzd co do 3. odcinka The Last of Us. Większość krytyki, którą spostrzegłem na stronie, opiera się na tym, że to była historia gejów, podczas gdy omawiane postacie w grze były gejami (aczkolwiek o innych charakterach) , a główna bohaterka jest lesbijką xd
Serio, jest z czego robić problem? Pogódzcie sie z tym, że geje istnieją i będą istnieć, to, że są pokazywani w tekstach (pop)kultury to nic złego. Zrozumiałbym żale, gdyby jeszcze było okazywanie, że związek homo jest lepszy niż hetero. Tutaj było coś zupełnie odwrotnego. Twórcy pokazali, że mimo dzielących nas różnic możemy współpracować, tak jak Joel i Tess współpracował z Billem i Frankiem.
Sceny bliskości pomiędzy tymi dwoma panami nie wykraczały poza granice. Codziennie rzesze dzidowców patrzy na całujące się laski i nie ma z tym problemu. A jak dwóch typów (którzy są hetero) dla realizacji artystycznej wizji się całuje, to już wszystkim odpierdala xd
Jestem w stanie przyjąć krytykę, że odcinek toczył się wolno. Dla mnie w tym tkwił cały urok odcinka, był skrawkiem ciszy w świecie roztarganym przez apokalipsę, co czyniło go wyjątkowym. Miłość Billa i Franka była tym cenniejsza, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Stworzyli szczęśliwy dom w świecie, który z pozoru nie ma prawa zaznać szczęścia. To cenny obraz, zwłaszcza w dziwnych czasach od covidów do teraz. Nie wszystko, co jest dobre, musi mieć hektolitry krwi i wielgachne cycki.
Nie wiem czy jest sens zapraszać Was do dyskusji.
Serio, jest z czego robić problem? Pogódzcie sie z tym, że geje istnieją i będą istnieć, to, że są pokazywani w tekstach (pop)kultury to nic złego. Zrozumiałbym żale, gdyby jeszcze było okazywanie, że związek homo jest lepszy niż hetero. Tutaj było coś zupełnie odwrotnego. Twórcy pokazali, że mimo dzielących nas różnic możemy współpracować, tak jak Joel i Tess współpracował z Billem i Frankiem.
Sceny bliskości pomiędzy tymi dwoma panami nie wykraczały poza granice. Codziennie rzesze dzidowców patrzy na całujące się laski i nie ma z tym problemu. A jak dwóch typów (którzy są hetero) dla realizacji artystycznej wizji się całuje, to już wszystkim odpierdala xd
Jestem w stanie przyjąć krytykę, że odcinek toczył się wolno. Dla mnie w tym tkwił cały urok odcinka, był skrawkiem ciszy w świecie roztarganym przez apokalipsę, co czyniło go wyjątkowym. Miłość Billa i Franka była tym cenniejsza, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności. Stworzyli szczęśliwy dom w świecie, który z pozoru nie ma prawa zaznać szczęścia. To cenny obraz, zwłaszcza w dziwnych czasach od covidów do teraz. Nie wszystko, co jest dobre, musi mieć hektolitry krwi i wielgachne cycki.
Nie wiem czy jest sens zapraszać Was do dyskusji.