12
Siema dzidowcy, dzidki i dzidziątka.
Taki oto kij wędrowny udało mi się popełnić. 
Pewnej zimy zdobywaliśmy ze znajomymi "Wielką sowę". Było ślisko jak cholera i prawie każdy wypierdolił się na oblodzonym szlaku przynajmniej raz. 
Znalazłem takiego kijaszka, który pomógł mi wejść na szczyt i zejść bez zaliczenia gleby, dlatego otrzymał imię "Kostur stabilności".
Potraktowany został lakierem podłogowym, wyposażony w stopkę (i kilka zapasowych) i służy mi do dzisiaj na wszystkich pieszych wędrówkach po górach, lasach i bezdrożach. 
Nic szczególnego - zwykły kawałek patyka, a jednak mam do niego spory sentyment. Ok, wystarczy, już wypierdalam. Do zobaczenia na szlaku!
0.06146502494812