53
Cześć dzidki. Pytanie może wydawać się głupie, ale dla mnie ma mega duże znaczenie: jak nie wdać się w ojca?
Naprawdę nie cierpię tego człowieka, ale niestety nadal z nim mieszkam i przynajmniej do ukończenia szkoły będę na to skazany. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest jakiś nastoletni bunt do starszych, ale pielęgnowana długimi latami niechęć, na którą cały czas sobie pracuje. Nienawidzę niemal wszystkich jego zachowań, jego charakteru, jego stylu bycia i jego podejścia do świata. Nienawidzę jego gburowatości, poczucia wyniosłości (jednocześnie nie potrafiąc ani nie znając się na niczym), jego kompletnej niedojrzałości emocjonalnej i zachowywania się jak dziewczyna we wczesnym okresie dojrzewania, strzelania fochów, krytykowania, wiecznego narzekania na wszystko, braku jakiegokolwiek szacunku do innych ludzi, patrzenia się tylko na siebie i wiele, wiele innych. Jednak ja, mając całą tą wiedzę o jego wadach i mojej ogromnej niechęci do nich, nieraz sam łapię się na tego typu zachowaniach czy myślach, często niezależnych ode mnie, i jestem tym absolutnie przerażony i czuję obrzydzenie do samego siebie. Nie planuję wchodzić w żadne związki, mieć żony ani dzieci, ale gdyby moje życie potoczyło by się tak, że założyłbym rodzinę i sam miał być dla nich takim człowiekiem jak mój "ojciec" dla mnie, to naprawdę wolę już, żeby rozjechał mnie pierwszy przejeżdżający tir. Naprawdę nie mam pojęcia jak mogę z tym walczyć, dlatego szczerze liczę, że jeśli jest tu ktoś, kto miał podobną sytuację, podzieli się tutaj swoimi doświadczeniami. Pozdro
0.079867124557495