39
Witam Ponownie

Przekonały mnie pojedyńcze komentarze abym opowiedział tą historię. Sporo myślałem co napisać, i w jakiej formie przedstawić tą historię. W tym poście postanowiłem skupić się na sobie i tylko sobie.

Od początku. Kiedy się to u mnie zaczeło? To zależy. Myśli samobójcze miałem w okresie dzieciństwa. Powody były różne, przynajmniej tak mi się wydawało. W okresie 15-18 lat dość regularnie myślałem o samobójstwie. Nigdy samej próby jednak się nie podjąłem. To akurat dość istotne. Nie skorzystałem nigdy z pomocy specjalisty wtedy bo po prostu nie miałem takiej możliwości. Za każdym razem wydawało mi się że to samo zniknie, z czasem znikało. Brak jednak właściwego wsparcia sprawił że nidgy się nie nauczyłem właściwie radzić z problemem.

Po studiach zaczeły się pojawiać objawy depresji takiej prawdziwej. Głównie związane z nieszczęśliwymi związkami albo innymi porażkami w życiu. Błędem było to że brałem wszystko do siebie zamiast mieć w dupie ludzi którzy ciągneli mnie na samo dno. Samobójstwo wydawało się wtedy dość rozsądnym wyjściem jak absurdalnie by to nie brzmiało. Tak niestety myślałem.

W pewnym momencie mając załamanie nerwowe i całkowity zjazd emocjonalny zastanawiałem się czy moje życie ma sens. Stwierdziłem, że równie dobrze mogę iść na terapię bo co gorszego mogło mnie spotkać. Trafiłem do terapeutki w nurcie poznawczko-behawioralnym. Terapia trwała 1,5 roku. Jak to przebiegało? 130zł za 50 minut raz w tygodniu. Pierwszym co zrozumiałem w terapii to banalna rzecz a mianowicie, że nasza psychika poprzez myśli samobójcze nie mówi nam by sobie to życie odebrać a jedynie że nie znosimy życia które mamy. W trakcie dalszej terapii ustalałem skąd to wszystko się wzieło i dlaczego myślę w taki sposób. Odpowiedz jest dośc banalna, za większość zła w naszej głowie odpowiadają nasi rodzice. Niestety w trakcie dziecinstwa mama czy tatuś jak by się nie starali to w jakiś sposób nas docisną.

W moim przypadku mógłbym podsumować to do braku smutku. Okazało się, że od wielu lat nie pozwoliłem sobie być smutnym. Nauczony byłem, by się nad sobą nie użalać ani nie robić z siebie ofiary. Niestety brak podsawowej emocji sporowadził się do tego, że zastępowałem ją gniewem. Najpierw na innych ludzi, potem na siebie. Połączyć to z brakiem wyjścia z depresyjnej sytuacji i efekt był jasny.

Zakończyłem pierwszą terapię myśląc że juz wszystko o sobie wiem i bedę szczęśliwy. Niestety sama terapia daje nam jedynie zrozumienie problemu.

Nieświadomy tego, że nie podejmuje właściwych działań po dłuższym czasie problemy wróciły. Powtarzałem schematy a do tego już wcześniej terapeutka sygnalizowała mi, że powinenem się skonsultować z psychiatrą. Po roku tkwienia w problemach wybrałem się do lekarza. Podstawowe badania były zrobione ale diagnoza była szybka. Depresja. Jak się czułem po prochach? Sztucznie szczęśliwy, często napalony i w dziwny sposób zdystansowany do wszystkiego.

Wróciłem na terapię. Tym razem inny terapeuta z doświadczeniem dokładnie w ludziach z problemami z depresją. Nurt psycho dynamiczny. Cena 200 za 50 minut. Praca nade mną zaczeła się na poważnie. Przeczytałem całą masę lektur na ten temat, sporo ćwiczeń mentalnych. Jak wygląda taka terapia? Nie skupiałem się na mojej historii i nikt mnie nie prowadził za rękę przez smutki. Terapeuta dokładnie omawiał ze mną wiele sytuacji które sprawiały mi problem i przechodziliśmy krok po kroku z czym mam problem i jak można problem rozwiązać.

Ta dzida robi się zdecydowanie za długa chociaż staram się bardzo skracać. Chętnie odpowiem na wiadomości jeżeli jest potrzeba. Napiszę następną w której opiszę w jaki dokładnie sposób nad sobą pracowałem, jakie lektury czytałem i które z nich są warte uwagi.
0.069252967834473