20
Siema dzidki.
Postanowiłem opisać kolejną ciekawą historię - tym razem z naszego podwórka.
Wiele osób pewnie historię już zna ale tych którzy jeszcze o tym nie słyszeli zapraszam do lektury.
27 lipca 1994
Dwójka młodych studentów geologii - Rafał Wszoła i Adam Alagierski przyjechali do Szklar aby wejść do nieczynnej od lat sztolni i zebrać materiały do pracy magisterskiej.
Zatrzymali się w pobliskiej miejscowości u starszej samotnej kobiety. Zostawili swoje rzeczy, rozbili namiot i poszli zrobić krótkie rozeznanie w terenie – chcieli wejść do szybu dosłownie na godzinę/dwie.
Ubrani byli w krótkie rękawki, mieli ze sobą tylko kaski, lampę naftową, kilka świec, latarkę a do jedzenia… dwie główki czosnku, kawałek ciasta na ryby i kilka jabłek które zerwali po drodze.
Znaleźli wejście do szybu – był to korytarz o długości kilku metrów zakończony pionowym szybem o głębokości 20 metrów, oraz średnicy 2-2,5 metra i tym właśnie szybem zeszli w dół po linie którą dzień wcześniej kupili w sklepie harcerskim. Lina niestety była kompletnie nieprzystosowana do warunków panujących w kopalni – było tam bardzo zimno i wilgotno – lina szybko napęczniała i żaden chwytak nie był w stanie jej chwycić.
Bardzo szybko uświadomili sobie że mają spory problem. Nie mają ciepłych ubrań, nie mają jedzenia, nie mają wody, nie mają jak wyjść...
Postanowiłem opisać kolejną ciekawą historię - tym razem z naszego podwórka.
Wiele osób pewnie historię już zna ale tych którzy jeszcze o tym nie słyszeli zapraszam do lektury.
27 lipca 1994
Dwójka młodych studentów geologii - Rafał Wszoła i Adam Alagierski przyjechali do Szklar aby wejść do nieczynnej od lat sztolni i zebrać materiały do pracy magisterskiej.
Zatrzymali się w pobliskiej miejscowości u starszej samotnej kobiety. Zostawili swoje rzeczy, rozbili namiot i poszli zrobić krótkie rozeznanie w terenie – chcieli wejść do szybu dosłownie na godzinę/dwie.
Ubrani byli w krótkie rękawki, mieli ze sobą tylko kaski, lampę naftową, kilka świec, latarkę a do jedzenia… dwie główki czosnku, kawałek ciasta na ryby i kilka jabłek które zerwali po drodze.
Znaleźli wejście do szybu – był to korytarz o długości kilku metrów zakończony pionowym szybem o głębokości 20 metrów, oraz średnicy 2-2,5 metra i tym właśnie szybem zeszli w dół po linie którą dzień wcześniej kupili w sklepie harcerskim. Lina niestety była kompletnie nieprzystosowana do warunków panujących w kopalni – było tam bardzo zimno i wilgotno – lina szybko napęczniała i żaden chwytak nie był w stanie jej chwycić.
Bardzo szybko uświadomili sobie że mają spory problem. Nie mają ciepłych ubrań, nie mają jedzenia, nie mają wody, nie mają jak wyjść...
Na początku byli dobrej myśli – byli przekonani, że najpóźniej za dwa, trzy dni nadejdzie pomoc i ktoś ich wyciągnie. Nie wiedzieli jeszcze wtedy w jak wielkim byli błędzie.
Nikt poza starszą kobietą u której się zatrzymali nie wiedział o ich wypadzie a nawet i ona nie wiedziała gdzie dokładnie się udali.
Później po czasie okazało się, że kobieta była bardzo przejęta zniknięciem swoich gości ale bała się to zgłosić bo bała się konsekwencji – tego że ktoś u niej mieszkał i że wiedziała, że ci goście poszli nielegalnie „zwiedzać” kopalnie…
Dni mijały jeden za drugim a pomoc nie nadchodziła. Wiedzieli kiedy mijała każda kolejna doba bo słyszeli nietoperze wylatujące nocą na żer i powracające nad ranem.
Rafał i Adam zaczęli tracić nadzieję. Byli niedożywieni, pili mocz i wodę z kałuży.
Z czasem w wyniku niedożywienia i zmęczenia zaczęły pojawiać się halucynacje i różnego rodzaju wizje. Opuszczali swoje ciała, latali, podróżowali, widzieli zachody słońca, różne postacie, leżeli na plaży w słońcu a nawet czytali gazety, oglądali telewizję i gotowali...
W pewnym momencie zaczęli nawet kopać tunel w kierunku wyjścia ale szybko porzucili ten pomysł bo wiedzieli, że najzwyczajniej nie starczy im sił aby go ukończyć. Woleli zachować energię na później, czekać na pomoc.
Na początku zaczęli ich szukać rodzice bo martwili się że nie ma z nimi żadnego kontaktu i nikt nie wiedział gdzie są. Po dniach bezskutecznego poszukiwania po rodzinie, znajomych oraz uczelni ojciec jednego z nich zaczął przeglądać notatki syna – znalazł tam zapis z datą i miejscem: „Szklary, województwo wałbrzyskie”.
Wtedy ruszyła właściwa akcja poszukiwawcza. Służby rozpytując ludzi w okolicy Szklar ustaliły gdzie zatrzymali się studenci. Kobieta u której się zatrzymali dopiero pod naciskiem policji i ratowników wskazała orientacyjny kierunek w którym się udali studenci.
Tymczasem w szybie Rafał i Adam szykowali się już na śmierć, wiedzieli, że jest to już tylko kwestia kilku dni – postanowili, że wytrzymają jeszcze trochę, po czym spróbują zasnąć aby już dłużej się nie męczyć. Spędzili pod ziemią 24 dni.
Hałasy nadchodzących ratowników brali za kolejne halucynacje ale postanowili zacząć krzyczeć POMOCY – na tyle na ile pozwalały im resztki sił.
Ratownicy byli przekonani, że akcja którą przeprowadzają będzie już tylko wydobyciem ciał – kompletnie nikt nie spodziewał się, że studenci nadal żyją.
Rafał i Adam byli skrajnie wycieńczeni – byli już na granicy śmierci. Według relacji ratowników mężczyźni ważyli po około 30 kilogramów, nie byli w stanie się poruszać.
Czysto fizycznie bardzo szybko doszli do siebie ale niestety psychicznie już nigdy nie udało im się podnieść z tej traumy. To co przeżyli przez 24 dni pod ziemią zmieniło ich bezpowrotnie.
Ciężko jest sobie nawet wyobrazić skalę traumy której doświadczyli. Jeden z nich przez jakiś czas był bezdomny, drugi trafił do więzienia.
"Ja umarłem. Już nie ma mnie takiego, jakim byłem. Nie wytrzymałem tego" – powiedział w jednym z wywiadów Rafał.
Chciałem zakończyć ten tekst jakąś puentą, podsumowaniem lub czymś podobnym ale szczerze mówiąc myślę, że powyższy cytat mówi wszystko.
Zastanawiałem się też czy wolałbym umrzeć tam na dole czy przeżyć i żyć potem ze zdemolowaną psychiką – sam nie wiem co byłoby lepsze...
Nikt poza starszą kobietą u której się zatrzymali nie wiedział o ich wypadzie a nawet i ona nie wiedziała gdzie dokładnie się udali.
Później po czasie okazało się, że kobieta była bardzo przejęta zniknięciem swoich gości ale bała się to zgłosić bo bała się konsekwencji – tego że ktoś u niej mieszkał i że wiedziała, że ci goście poszli nielegalnie „zwiedzać” kopalnie…
Dni mijały jeden za drugim a pomoc nie nadchodziła. Wiedzieli kiedy mijała każda kolejna doba bo słyszeli nietoperze wylatujące nocą na żer i powracające nad ranem.
Rafał i Adam zaczęli tracić nadzieję. Byli niedożywieni, pili mocz i wodę z kałuży.
Z czasem w wyniku niedożywienia i zmęczenia zaczęły pojawiać się halucynacje i różnego rodzaju wizje. Opuszczali swoje ciała, latali, podróżowali, widzieli zachody słońca, różne postacie, leżeli na plaży w słońcu a nawet czytali gazety, oglądali telewizję i gotowali...
W pewnym momencie zaczęli nawet kopać tunel w kierunku wyjścia ale szybko porzucili ten pomysł bo wiedzieli, że najzwyczajniej nie starczy im sił aby go ukończyć. Woleli zachować energię na później, czekać na pomoc.
Na początku zaczęli ich szukać rodzice bo martwili się że nie ma z nimi żadnego kontaktu i nikt nie wiedział gdzie są. Po dniach bezskutecznego poszukiwania po rodzinie, znajomych oraz uczelni ojciec jednego z nich zaczął przeglądać notatki syna – znalazł tam zapis z datą i miejscem: „Szklary, województwo wałbrzyskie”.
Wtedy ruszyła właściwa akcja poszukiwawcza. Służby rozpytując ludzi w okolicy Szklar ustaliły gdzie zatrzymali się studenci. Kobieta u której się zatrzymali dopiero pod naciskiem policji i ratowników wskazała orientacyjny kierunek w którym się udali studenci.
Tymczasem w szybie Rafał i Adam szykowali się już na śmierć, wiedzieli, że jest to już tylko kwestia kilku dni – postanowili, że wytrzymają jeszcze trochę, po czym spróbują zasnąć aby już dłużej się nie męczyć. Spędzili pod ziemią 24 dni.
Hałasy nadchodzących ratowników brali za kolejne halucynacje ale postanowili zacząć krzyczeć POMOCY – na tyle na ile pozwalały im resztki sił.
Ratownicy byli przekonani, że akcja którą przeprowadzają będzie już tylko wydobyciem ciał – kompletnie nikt nie spodziewał się, że studenci nadal żyją.
Rafał i Adam byli skrajnie wycieńczeni – byli już na granicy śmierci. Według relacji ratowników mężczyźni ważyli po około 30 kilogramów, nie byli w stanie się poruszać.
Czysto fizycznie bardzo szybko doszli do siebie ale niestety psychicznie już nigdy nie udało im się podnieść z tej traumy. To co przeżyli przez 24 dni pod ziemią zmieniło ich bezpowrotnie.
Ciężko jest sobie nawet wyobrazić skalę traumy której doświadczyli. Jeden z nich przez jakiś czas był bezdomny, drugi trafił do więzienia.
"Ja umarłem. Już nie ma mnie takiego, jakim byłem. Nie wytrzymałem tego" – powiedział w jednym z wywiadów Rafał.
Chciałem zakończyć ten tekst jakąś puentą, podsumowaniem lub czymś podobnym ale szczerze mówiąc myślę, że powyższy cytat mówi wszystko.
Zastanawiałem się też czy wolałbym umrzeć tam na dole czy przeżyć i żyć potem ze zdemolowaną psychiką – sam nie wiem co byłoby lepsze...