Dyskusje ogólne
3 l
87
Eh. Miesiąc temu będąc w delegacji poznałem dziewczynę, 120 km ode mnie, oboje wpadliśmy sobie w oko, co tydzień do niej jeździłem, starałem się spędzić razem jak najwięcej czasu. Codziennie rozmawialiśmy przez kamerkę lub po prostu do siebie dzwoniliśmy, wszystko układało się świetnie, cieszyłem się że mam w końcu powód żeby wstawać rano, myślałem że w końcu będzie dobrze, dzięki niej rzuciłem ćpanie, zacząłem dbać o siebie, z myślą że to wszystko dla niej. Wszystko zaczęło się kończyć na początku tygodnia. Kontakt z dnia na dzień zaczął się ucinać, usprawiedliwiała to tym że chce czasu dla siebie, żeby się rozwijać, poszła do szkoły wieczorowej, robi kursy itp. Było mi szkoda że przestajemy mieć jakiekolwiek interakcje ze sobą, miałem tak nie raz i wiedziałem że za chwilę to wszystko się skończy. Czara goryczy przelała się w momencie gdy spytała czy dzisiejszego spotkania nie możemy przełożyć na przyszły tydzień. Zabolało mnie to, i tak spędzaliśmy mało czasu razem, a mi bardzo zależało. Pod wpływem emocji spytałem jak widzi naszą znajomość, wypaliłem że jak do wieczora się nie określi, to znaczy że chciała się tylko mną pobawić. O dziwo odpisała od razu, twierdząc, że jeżeli przez jej chwilę słabości tak ją atakuje to nie będzie mnie zatrzymywała. Zmiękłem, przeprosiłem i spytałem czy dostanę jeszcze szansę. Stwierdziła, że jak ułoży sobie wszystko w życiu to się odzwie, czyli pewnie nigdy. Jestem zdruzgotany, wiem że to moja wina, nie chciałem tego tak kończyć. Miotają mną różne emocje, z jednej strony żałuje że tak agresywnie zareagowałem, z drugiej może bym żył w ciągłym oczekiwaniu na wiadomość, że nie ma czasu. Znowu nie mam po co wstawać rano, chwile z nią spędzone były moimi najlepszymi od ostatnich kilku lat, wiem że to już nie wróci, znowu uciekam w narkotyki, znowu chodzę do psychologa. Jestem miękki, słaby, chciałem trochę szczęścia i przez moje spierdolenie je straciłem. Napiszcie co myślicie o tym, chętnie sobie jeszcze dopierdole, wypierdalam.