Media próbują usilnie przekonać, by zająć stanowisko w toczącej się wojnie i wybrał stronę przez nich sugerowaną. Tradycyjnie stosują podział na "dobrych" i "złych", malują wybiórczy obraz rzeczywistości, przekręcają fakty.
Ale ja już dawno wybrałem - staję po stronie ludzi. A ci nie chcą wojen i nie mają nic wspólnego z władzą je wywołującą. Nie pałają do siebie nienawiścią i nie zamierzają się zabijać. To oni są prawdziwymi ofiarami wojen; korzysta garstka psychopatów.
Politycy po wyborach prześcigają się w dzieleniu się władzą. Jedni wyganiają drugich, tak samo zresztą jak kiedyś jak sami byli wywaleni, by zająć tym razem swoje miejsce przy korycie. Koryto nazywa się Polska - na nią każdy powinien oddać głos.
Podziałów jest więcej - najpierw byli rzekomi kowidioci kontra antyszczepionkowcy, potem proputinowskie onuce w konfrontacji z antyukraińskimi banderowcami, niedawno PiS z Koalicją, a aktualny to konflikt między Palestyną a Izraelem.
Pułapka tego wyboru polega na zmuszaniu do zajęcia zero-jedynkowego stanowiska w złożonych (pandemia) i zrelatywizowanych sprawach (terrorysta czy obrońca wolności), co odciąga od prawdziwych źródeł problemów i skłóca ludzi.
A prawdziwym problemem jest to, że ktoś zarabia na wojnach i ma interes w tym, by trwały. Że tracą na nich niewinni ludzie, niezależnie od tego, jakiej są narodowości. Że nie ma znaczenia, kto nas okrada, bo strata jest taka sama.
Martwi mnie to odciąganie uwagi od tego, co jest ważne. Pomocy potrzebują wszyscy ranieni ludzie, niezależnie od ich przynależności państwowej. Polityk powinien rządzić w imieniu narodu, a nie swoim. Dziennikarz pisać prawdę, a nie wytyczne.
Dlatego nie wchodzę w podziały i nie daję się wciągać w walkę między ludźmi, bo są oni dla mnie wartością nadrzędną - samą w sobie. Wierzę, że zło nie ma przynależności państwowej, a dobro nie wybiera między jednymi a drugimi.
Życzę wszystkim pokoju, miłości, bogactwa wewnętrznego i materialnego. Mam nadzieję, że ludzkość przejrzy kiedyś na oczy i doświadczy świadomości, że wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami.
Ale ja już dawno wybrałem - staję po stronie ludzi. A ci nie chcą wojen i nie mają nic wspólnego z władzą je wywołującą. Nie pałają do siebie nienawiścią i nie zamierzają się zabijać. To oni są prawdziwymi ofiarami wojen; korzysta garstka psychopatów.
Politycy po wyborach prześcigają się w dzieleniu się władzą. Jedni wyganiają drugich, tak samo zresztą jak kiedyś jak sami byli wywaleni, by zająć tym razem swoje miejsce przy korycie. Koryto nazywa się Polska - na nią każdy powinien oddać głos.
Podziałów jest więcej - najpierw byli rzekomi kowidioci kontra antyszczepionkowcy, potem proputinowskie onuce w konfrontacji z antyukraińskimi banderowcami, niedawno PiS z Koalicją, a aktualny to konflikt między Palestyną a Izraelem.
Pułapka tego wyboru polega na zmuszaniu do zajęcia zero-jedynkowego stanowiska w złożonych (pandemia) i zrelatywizowanych sprawach (terrorysta czy obrońca wolności), co odciąga od prawdziwych źródeł problemów i skłóca ludzi.
A prawdziwym problemem jest to, że ktoś zarabia na wojnach i ma interes w tym, by trwały. Że tracą na nich niewinni ludzie, niezależnie od tego, jakiej są narodowości. Że nie ma znaczenia, kto nas okrada, bo strata jest taka sama.
Martwi mnie to odciąganie uwagi od tego, co jest ważne. Pomocy potrzebują wszyscy ranieni ludzie, niezależnie od ich przynależności państwowej. Polityk powinien rządzić w imieniu narodu, a nie swoim. Dziennikarz pisać prawdę, a nie wytyczne.
Dlatego nie wchodzę w podziały i nie daję się wciągać w walkę między ludźmi, bo są oni dla mnie wartością nadrzędną - samą w sobie. Wierzę, że zło nie ma przynależności państwowej, a dobro nie wybiera między jednymi a drugimi.
Życzę wszystkim pokoju, miłości, bogactwa wewnętrznego i materialnego. Mam nadzieję, że ludzkość przejrzy kiedyś na oczy i doświadczy świadomości, że wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami.