Dyskusje ogólne
3 l
69
Mam na imię Michał i jestem Alkoholikiem.
Śledzę dzidkę od wielu lat, ale teraz specjalnie założyłem konto by to napisać. Może skłoni to niektórych z Was do refleksji, uchroni przed moimi błędami lub zachęci do zajęcia się wreszcie swoimi.
Jestem normikiem, może normikiem +.
Przed 40, wyrosłem z bloków dużego miasta. Korpo, fajna żona którą kocham, też z korpo, od niedawna maly domek na fajnym przedmieściu. 2 dzieci w szkole i przedszkolu, 2 służbowe auta na podjeździe. 1 kredyt, ale nawet przy tych stopach ok 1/4 naszych dochodów więc wydawałoby się że idyllia, grill z sąsiadami, wycieczki rowerami, jakieś tam podróże małe i duże, wieczorem netflix and chill.
To moje opakowanie na sprzedaż. A co w środku?
Trawkę poznałem mając koło 14 lat, alko podobnie. Nie będę opisywał wszystkiego, może przyjdzie na to czas jeśli się spodoba bo mój łeb to srogi matrix. Ale jestem DDA (dorosłe dzieci alkoholików, temat szeroko opisywany w psychoterapii). Przez lata dorastałem żąglując tymi używkami, okresowo dokładając amfetaminę, ale to raczej epizody. Myślę jednak że nie było tego więcej niż znacie z autopsji lub najbliższego otoczenia. Imprezki, znajomi. Zawalone studia to fakt, ale dzięki wrodzonej elokwencji, wygadaniu i chyba calkiem miłej mordzie ślizgałem się przez życie nawet rozwijając w korpo. 2 poważne związki, sporo przelotnych, pobawiłem, wyszumialem. W sumie to trochę nawet chad, choć przy 178cm to chyba się nie liczy 😬
10 lat temu poznałem kobietę mojego życia. Dalej resztę opisałem na wstępie. Ona z przyzwoitego domu, żadne bogole, ale pomogli ile mogli.
Kilka lat temu, już dzieciaty, rozsmakowałem się w whisky. Jest taki kanał na YT, typ z Poznania od garniturów degustuje alkohole premium i super o nich opowiada, pewnie cześć z Was kojarzy. Wciągnęło. Wjeżdżały butelki po 200, 300 złotych, wąchanie mlaskanie sranie w banie. No i poszło. Akurat przyszedł covid i można było degustować już od rana. A większość flaszek wskoczyła do szafy żeby nie razić ilością i szybkością osuszania. Na pierwszy rzut oka się nie zmieniłem. Nadal zajmowałem się dziećmi. Bez awantur, choć wieczorami suszyła mi głowę czy nie przesadzam. Nie wiedziała że te 2 szklaneczki przed tv to wierzchołek góry...
Zaczęła się budowa domu, druga ciaza, czas na maksymalną odpowiedzialność. A ja zatracony w destylatach jęczmienia. Już pod domem w aucie mała cola z wsadem 100 ml whisky. Coraz mniej prestiżowo... Sam nie wiem kiedy to się tak napędziło. Oczywiście sprawy finansowe coraz mniej pilnowane, zawodowe też.
Wprowadzka do nowego domu, Wielka chwila, a ja tracę robotę. Nawet się nie przyznałem. Ściemniałem jak poj*bany, aż wyszło wszystko. Płakałem jak dziecko. Zarzekałem się na wszystko że już nigdy. Zacząłem ogarniać i ratować co się dało. Alko odstawiłem faktycznie. Ale nic z tym nie zrobiłem. Bez terapii, AA, pracy nad sobą.
Wytrzymałem pół roku. 'Moze jednak nie jestem alkoholikiem, przesadzam?" Uwierzcie, alkoholik to świetny krętacz i manipulator. Ostatnie półtora roku to nawrót. Zmiana whisky na wino bo trudniej wyczuć i mniej kaca. Te same mechanizmy, ale jeszcze większe kłopoty finansowe. Miesiąc temu znów się wysypało....
Płacz, przysięganie, ale tym razem nie podziałało. Ale probuje ratować. Nie tyle finanse, bo to się ogarnie, ale zaufanie które leży w gruzach jak Strefa Gazy. Tym razem terapia, ale przede wszystkim AA. Mitingi nawet 3x tydz. Kiedy tylko mogę. Jest wiele mitów, że pieprzą o Bogu, że sekta itd. A wiecie co? Jest to azyl gdzie można wreszcie być szczerym. Ze soba i innymi. Bo tam nikt nie "siedzi" za niewinność. Chcecie o tym poczytać czy wypierdalać? Bo uważam że wielu z nas mogłoby tam znaleźć wiele dobrego.
Pzdr
Śledzę dzidkę od wielu lat, ale teraz specjalnie założyłem konto by to napisać. Może skłoni to niektórych z Was do refleksji, uchroni przed moimi błędami lub zachęci do zajęcia się wreszcie swoimi.
Jestem normikiem, może normikiem +.
Przed 40, wyrosłem z bloków dużego miasta. Korpo, fajna żona którą kocham, też z korpo, od niedawna maly domek na fajnym przedmieściu. 2 dzieci w szkole i przedszkolu, 2 służbowe auta na podjeździe. 1 kredyt, ale nawet przy tych stopach ok 1/4 naszych dochodów więc wydawałoby się że idyllia, grill z sąsiadami, wycieczki rowerami, jakieś tam podróże małe i duże, wieczorem netflix and chill.
To moje opakowanie na sprzedaż. A co w środku?
Trawkę poznałem mając koło 14 lat, alko podobnie. Nie będę opisywał wszystkiego, może przyjdzie na to czas jeśli się spodoba bo mój łeb to srogi matrix. Ale jestem DDA (dorosłe dzieci alkoholików, temat szeroko opisywany w psychoterapii). Przez lata dorastałem żąglując tymi używkami, okresowo dokładając amfetaminę, ale to raczej epizody. Myślę jednak że nie było tego więcej niż znacie z autopsji lub najbliższego otoczenia. Imprezki, znajomi. Zawalone studia to fakt, ale dzięki wrodzonej elokwencji, wygadaniu i chyba calkiem miłej mordzie ślizgałem się przez życie nawet rozwijając w korpo. 2 poważne związki, sporo przelotnych, pobawiłem, wyszumialem. W sumie to trochę nawet chad, choć przy 178cm to chyba się nie liczy 😬
10 lat temu poznałem kobietę mojego życia. Dalej resztę opisałem na wstępie. Ona z przyzwoitego domu, żadne bogole, ale pomogli ile mogli.
Kilka lat temu, już dzieciaty, rozsmakowałem się w whisky. Jest taki kanał na YT, typ z Poznania od garniturów degustuje alkohole premium i super o nich opowiada, pewnie cześć z Was kojarzy. Wciągnęło. Wjeżdżały butelki po 200, 300 złotych, wąchanie mlaskanie sranie w banie. No i poszło. Akurat przyszedł covid i można było degustować już od rana. A większość flaszek wskoczyła do szafy żeby nie razić ilością i szybkością osuszania. Na pierwszy rzut oka się nie zmieniłem. Nadal zajmowałem się dziećmi. Bez awantur, choć wieczorami suszyła mi głowę czy nie przesadzam. Nie wiedziała że te 2 szklaneczki przed tv to wierzchołek góry...
Zaczęła się budowa domu, druga ciaza, czas na maksymalną odpowiedzialność. A ja zatracony w destylatach jęczmienia. Już pod domem w aucie mała cola z wsadem 100 ml whisky. Coraz mniej prestiżowo... Sam nie wiem kiedy to się tak napędziło. Oczywiście sprawy finansowe coraz mniej pilnowane, zawodowe też.
Wprowadzka do nowego domu, Wielka chwila, a ja tracę robotę. Nawet się nie przyznałem. Ściemniałem jak poj*bany, aż wyszło wszystko. Płakałem jak dziecko. Zarzekałem się na wszystko że już nigdy. Zacząłem ogarniać i ratować co się dało. Alko odstawiłem faktycznie. Ale nic z tym nie zrobiłem. Bez terapii, AA, pracy nad sobą.
Wytrzymałem pół roku. 'Moze jednak nie jestem alkoholikiem, przesadzam?" Uwierzcie, alkoholik to świetny krętacz i manipulator. Ostatnie półtora roku to nawrót. Zmiana whisky na wino bo trudniej wyczuć i mniej kaca. Te same mechanizmy, ale jeszcze większe kłopoty finansowe. Miesiąc temu znów się wysypało....
Płacz, przysięganie, ale tym razem nie podziałało. Ale probuje ratować. Nie tyle finanse, bo to się ogarnie, ale zaufanie które leży w gruzach jak Strefa Gazy. Tym razem terapia, ale przede wszystkim AA. Mitingi nawet 3x tydz. Kiedy tylko mogę. Jest wiele mitów, że pieprzą o Bogu, że sekta itd. A wiecie co? Jest to azyl gdzie można wreszcie być szczerym. Ze soba i innymi. Bo tam nikt nie "siedzi" za niewinność. Chcecie o tym poczytać czy wypierdalać? Bo uważam że wielu z nas mogłoby tam znaleźć wiele dobrego.
Pzdr