75
Siemanko.

Do tego posta zmotywował mnie kolega, który wrzucił wcześniej swoje wyznanie. Uważam, że dobrze jest uczyć się na błędach a jeszcze lepiej na czyichś.

Zacznijmy od tego, że już start miałem zjebany. Wychowany bez taty za to przez matkę, która urodziła mnie w młodym wieku i "wyszumieć się" musiała jak już byłem na świecie. Melanże, ćpanie, co jakiś czas nowy "tatuś". 

Jako że dzieci naśladują swoich rodziców, w wieku 14 lat nie były mi już obce używki (trawa alko i szlugi). W wieku 18 lat doszła amfa, do 22 roku życia dodatkowo sporadyczne eksperymenty z pigułami itp.

Oczywiście wjebany w nałóg byłem po uszy, można nawet śmiało powiedzieć, że byłem menelem, z jedną różnicą - myłem się i ubierałem jak normalny człowiek. 

Łącznie piłem alko i jarałem trawę 8 lat, w szczytowym momencie jarałem do 40 wiader na dobę, wypić potrafiłem 2 litry wódki i pójść odprowadzić ziomka na chatę bez przeszkód. 

Jeśli chodzi o amfę to był to "raptem" trzyletni epizod który skończył się najszybciej i nie miałem z tym większego problemu, gdyż poznałem wtedy swoją aktualną żonę dla której w sumie to rzuciłem. Poza tym sam wiedziałem, że to jebany szajs. Na dzień dzisiejszy są to 3 lata bez tego gówna i nigdy do tego nie wrócę.

Znacznie gorzej było z alkoholem. Potrafiłem chodzić do pracy po wypiciu pół litra a ze względu na mocny łeb nikt się nie orientował. Byłem agresywny, raz złamałem sobie rękę na ścianie. Nikomu nigdy nie zrobiłem krzywdy aczkolwiek wiele razy zaczepiałem kogoś na ulicy najebany. Na moje szczęście nigdy do niczego nie doszło. Tak naprawdę pierwszym krokiem do rzucenia alko było ultimatum postawione przez moją ówczesną narzeczoną. Nie chciałem iść na terapię i tego żałuję, gdyż próbując rzucić ten szajs sam, męczyłem się rok z depresją. Ostatecznie jednak udało się, alkohol mam za wroga, nie pije już ponad dwa lata i nigdy do tego nie wrócę.

Najgorzej jednak jest z trawą. Co prawda nie palę jakieś 2,5 roku, ale do dziś nie mogę się z tym w pełni pogodzić. Dalej ciągnie mnie do tego i wiem, pojawią się obrońcy, ale kurwa! Inaczej jest jak spalisz blanta raz w tygodniu a inaczej jak jesteś uzależniony i twoje jaranie wyglądało tak, że bez spaleniu dwóch wiader nie wychodziłeś z pokoju. Oczywiście przez jaranie nabawiłem się fobii społecznej którą cały czas zwalczam. Powiem wam, że jest to moja najtrudniejsza walka i najpewniej wybiorę się na terapię, bo kurwa ciężko jest momentami. 

Ogólnie jestem trzeźwy 2 lata z hakiem i kurwa nie ma nic piękniejszego niż trzeźwe życie. Jeśli czytasz to trzymając w ręku blanta albo browara to wypierdol to do kosza i zacznij walczyć o siebie.

Osobiście mogę polecić kanał na tiktoku o nazwie alkoholik_z_tiktoka. Mądry facet po przejściach, fajnym językiem opowiada o uzależnieniu i przyczynił się w dużej mierze do mojej trzeźwości. Sam z kolei mam w planach zrobić podobny kanał ale o jaraniu, ale to już po terapii jak w pełni z tego wyjdę.

Pozdrawiam serdecznie dzidki i pamiętajcie, poza piwnicą jest piękny świat i wspaniali ludzie. A z każdym problemem da się wygrać, trzeba tylko zacząć hodować jaja!
Trzymajcie się cieplutko w ten piękny środowy wieczór (czy kiedy tam to czytacie).

Siemanko 
0.077033996582031