Czy ktoś mi może wytłumaczyć jak to jest, że ci sami ludzie, którzy uważają, że weto w EU jest dobre i daje możliwość ochrony interesów jakiegoś państwa w UE, bo potrzeba jednomyślności jest nadrzędna - uważają jednocześnie, że w Polsce wystarczy, że jakaś partia zdobędzie trochę ponad 40% głosów w wyborach i przy frekwencji ok 60% może rządzić sama, mając w dupie zdanie innych partii? Wtedy oczywiście jednomyślność już nie na znaczenia.
Jak to można w ogóle pogodzić taką schizofrenie?
(oczywiście odsyłam do historii i poczytania o "liberum veto" w Polsce w XVII wieku, oraz o poczytaniu książek na temat siły kompromisu i jego wypracowywania w polityce europejskiej przy uwzględnianiu praw mniejszości).
Jak to można w ogóle pogodzić taką schizofrenie?
(oczywiście odsyłam do historii i poczytania o "liberum veto" w Polsce w XVII wieku, oraz o poczytaniu książek na temat siły kompromisu i jego wypracowywania w polityce europejskiej przy uwzględnianiu praw mniejszości).